Anwil zaskakująco łatwo pokonuje Stelmet!

Data:

Hit #plkpl rozegrano nietypowo, bo w środę. Polsat Sport na szczęście zadbał o transmisję a my po cichu liczymy na rekord oglądalności. Spotkały się dwie najlepsze obecnie zespoły a zwycięstwo może zadecydować, kto zacznie play-offy z numerem jeden. Hala Mistrzów wypełniła się po brzegi, kibice odpowiedzieli na apel „Wszyscy na biało” sformułowany przez sztab media menadżerski klubu w osobie  Michała Fałkowskiego. Bukmacherzy też nieco wariowali a kurs na gości podskoczył z 1.50 do 2.00 w trzy dni. Tyle tytułem wstępu. Do meczu!

Wstęp

Obie drużyny zaczęły od rozruszania swoich podkoszowych. Stelmet trzy razy grał piłkę do Vladimira Dragicevića (trafił raz) , Anwil zaś próbował gry tyłem swoich wież. Najszybciej rozkręcił się Josip Sobin, który z 2:4 zrobił szybko 6:4 i poderwał publiczność. Po drugiej stronie mylił się Vladimir Dragicević (zaczął od 1/4) i przy 11:6 Artur Gronek poprosił o czas i tłumaczył swoim graczom, że za dużo przegrywają pojedynków 1 na 1.

Goście zaczęli od 3/8 z gry, siłowali rzuty spod dystansu i niezbyt skoncentrowani bronili własnego kosza. Po czasie Michał Chyliński dorzucił swoją pierwszą trójkę (z barkiem już wszystko ok), Paweł Leończyk wykorzystywał nieuwagę obrońców i Anwil uciekł na 18:11. Stelmet tradycyjnie rokręcał się bardzo powoli kwartę skończył na 22:13.

Rozwinięcie

Gdy Stelmet męczył się we Włocławku w Krośnie Dawid Bręk rzucał do własnego kosza.

W drugiej kwarcie Anwil odjechał już na 31:18, a wściekły na grę swoich kolegów Łukasz Koszarek po ósmej stracie popełnił w dodatku niesportowe przewinienie. Anwilowi w drugiej kwarcie „siedziała” trójka, w obronie aktywnie pracowały ręce, a Stelmet nadal powoli wchodził w mecz, skazując siebie tym samym na gonitwę w odrabianiu 15-tu punktów straty.

Skoro już jesteśmy przy stratach to osiem z nich gospodarze zamienili na 15 punktów właśnie. Stelmet po stratach Anwilu rzucił tylko dwa. Gdy Paweł Leończyk trafił za trzy na 38:22, tym samym odpowiedział Koszarek na 38:25, a po chwili znowu zza łuku trafił McCray na 41:25. Wydawało się w tym momencie, że jest już totalnie po meczu. Serio. Stelmet nie wyglądał, jakby miał tu jeszcze coś zrobić. Strefa Anwilu wyglądała jak mur berliński po wschodniej stronie.

45:30 do przerwy. 8:2 w przechwytach. 41 % do 25 % w rzutach za trzy. Anwil lepszy w każdym elemencie po dwudziestu minutach. 50:30 po minucie trzeciej kwarty. Totalna dominacja. W trzeciej kwarcie szarpać próbował Koszarek, ale reszta kolegów nie potrafiła dołączyć do tego takiego samego zaangażowania i przede wszystkim skuteczności, choć zdarzały się łatwe pozycje rzutowe.

Na chwilę niebo rozjaśniło się nad Zieloną Górą pod koniec trzeciej kwarty. Trójka kapitana, kontra skończona przez Djurisića i przewaga stopniała do 12 punktów. Po czasie agresywna obrona Stelmetu wymusiła stratę na połowie i po kolejnych punktach Koszarka było 58:48. Skończyło się na +11 przed czwartą kwartą. Mistrz się przebudził, w Hali Mistrzów zrobiło się nieco ciszej. Jedynie na chwilę.

Zakończenie

Świetny tego dnia Toney McCray rozpoczął czwartą kwartę od trójki z rogu i to +14. To był mocny cios dla powracających zielonogórzan. Po chwili trójkę dołożył Kacper Młynarski. Na sześć minut przed końcem było po meczu.

I co najlepsze, w tej czwartej kwarcie Anwil ani na chwilę nie dał graczom Stelmetu pomyśleć, że to się może udać. Konsekwencja w obronie, w niej zaś aktywne ręce, ani chwili (poza fragmentem w trzeciej kwarcie) utraty skupienia. Pierwsze miejsce przed play-offami wydaje się być na wyciągnięcie ręki, a w kontekście finałowej serii ta może zacząć się we Włocławku. Tego jeszcze nie grali.

Tu znajdziesz statsy ze spotkania. 

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Kosma Zatorski

Dziennikarz z Zielonej Góry, gdzie na co dzień pracuje w oddziale Gazety Wyborczej. Myśli o koszykówce 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Fan Giannisa Antetokounmpo, Steve'a Nasha i filmów Wesa Andersona. Beatwriter Stelmetu Zielona Góra.

Komentarze