182 cm konfliktowej gwiazdy, która przeszkadza… tchórzom

Data:

Jest w Polsce taki koszykarz, który podobno przeszkadza. Wielu. Miałbym kilku innych kandydatów, ale akurat tak się składa, że taką opinię środowisko koszykarskie od wielu lat wystawia Robertowi Skibniewskiemu. Podobno jest konfliktowy,  przez co w każdej drużynie, w której grał, siał ferment. Przyznajcie, że to niewiarygodne. Jeden człowiek, stosunkowo niski (182 cm) i robi tyle złego?

Robert Skibniewski nie jest moim kolegą. Nasze relacje są na zasadzie włączenia i wyłączenia dyktafonu. Znamy się od kilku lat, przez co spotykając się przy różnych okazjach, miałem możliwość przypatrywaniu się „Skibie”. Widziałem go na boisku, poza nim, jak funkcjonuje w grupie, a jak ona reaguje na niego. Wierzcie lub nie – naprawdę nie wiem o co chodzi środowisku, a przede wszystkim anonimom z Przeglądu Sportowego. Linka nie wklejam, szkoda czasu.

Pod koniec marca w Przeglądzie ukazał się artykuł, który zrugał i tak leżącego Skibniewskiego. Ma to miejsce miesiąc po tym, jak od trenera Emila Rajkovicia dostaje „strzała” i zostaje wyrzucony ze Śląska Wrocław. Moment dla zawodnika trudny. Może nawet najtrudniejszy w karierze. W jednej chwili wszystko wywraca mu się do góry nogami. Z bezpiecznego, zatankowanego do pełna wozu, przesiada się do rupiecia. Choć chce ruszyć to nie może, bo na domiar złego przebijają mu opony.

W sezonie 2013/2014 wrócił do Wrocławia. Latem zasuwał z reprezentacją, wywalczył awans na EuroBasket, a na kilka miesięcy przed zgrupowaniem zostaje bez pracy. Ktoś powie – taki biznes. Kilku śmiałków tchórzów miało odwagę anonimowo obrobić mu tyłek. Konfliktowa gwiazda, która dba o swój dobry wizerunek. To tak w skrócie, co miały do powiedzenia osoby, które autor równie dobrze mógł sobie zmyślić.

Środowisko ze Skibniewskim ma jeden podstawowy problem. Facet ma po prostu swoje zdanie. Nie jest to ani trudny, nieprzystępny, czy uciążliwy charakter. To co się dzieje w zespole analizuje po swojemu. Czy mówi o tym głośno? Nie. Nie jest pełzakiem, który dla pięciu minut więcej na parkiecie, zatańczy tak jak mu zagrają. Całkowitą bzdurą jest określenie, że jest fałszywy i dba o swój wizerunek. Po publikacji Przeglądu zadzwoniłem do Roberta z propozycją przeprowadzenia wywiadu, w którym mógłby się obronić. Nie chciał.

A po co to? Daj spokój – dla „Skiby” koniec tematu.

Taka była reakcja Skibniewskiego. Szkoda. Uważam, że w tamtym czasie powinien był zabrać głos, aby raz jedyny się medialnie obronić.  Nie rozumiem dlaczego środowisko tak na niego psioczy. Facet rok temu dla reprezentacji Polski zrobił podwójną robotę. Na parkiecie i poza nim. Zresztą, duży szacunek, że zdecydował się przyjechać. Po wygranych eliminacjach do EuroBasketu 2013, w których pełnił rolę zmiennika Łukasza Koszarka, od Dirka Bauermanna nie dostał nawet szansy na pierwszym zgrupowaniu. Został dokładnie tak samo „odstrzelony”, jak zrobił to w lutym Emil Rajković. Latem 2014 roku Łukasz Koszarek zdecydował się odpocząć od kadry, Krzysztof Szubarga leczył kontuzję i pojawił się problem. Sam Kamil Łączyński to za mało, więc trzeba wykonać telefon do konfliktowej gwiazdy, co dba tylko o swój wizerunek. Przyjechał.

Robert na kadrze wykonał podwójna robotę. Kiedy wrzucał pierwsze zdjęcia na Instagram, nikt nie zdawał sobie sprawy, jak tak teoretycznie nieistotny element zintegruje reprezentantów Polski. Gdyby nie on, tak naprawdę zastawialibyśmy się czy kadrowicze żyją. Skibniewski do spółki z Adamem Waczyńskim wyręczali dział marketingu PZKosz z nawiązką. „Głupoty” poza boiskiem nie przerodziły się w słabą formę. Wręcz przeciwnie. Skibniewski momentami grał jak z nut. A wszyscy jego krytycy przecierali oczy ze zdumienia po takich akcjach…

Ciesze się, że Mike Taylor powołał Roberta na zgrupowanie, mimo tego, że był bez klubu od marca. Amerykanin nie musiał tego robić. Na grę w reprezentacji sportowcy pracują cały sezon. Skibniewski z wagonu pewniaków do gry w kadrze został wysadzony na początkowych stacjach. Siłą rzeczy od kilku miesięcy wątpił w odebranie wiadomości e-mail od selekcjonera z wiadomą treścią. E-mail przyszedł. Inna sprawa, że od marca Robert ciężko pracował pod okiem Tomasza Niedbalskiego i Bartosza Pasternaka z WKK Wrocław. Z rytmu nie wypadł. Trenerzy serwowali mu dwa treningi dziennie. Efekty są. Po kilkunastu dniach treningów w Wałbrzychu słychać głosy, że „Skiba” fizycznie nie odstaje od nikogo.

Obecność Skibniewskiego w kadrze pokazuje, że wcale nikomu nie przeszkadzał rok temu, jak sugeruje jeden z anonimów we wspomnianym artykule. Dla Mike’a Taylora umiejętności są ważne, a obserwując także jego, dochodzę do wniosku, że czynnik ludzki oraz poświęcenie dla drużyny jest prawdopodobnie najważniejsze. Stąd „Skiba” w kadrze. Taylor docenił jego wysiłek i pracę, którą włożył rok temu. Fajnie jakby docenili inni.

Czy pojedzie do Francji? Tego nie wie on, Mike Taylor oraz Roberta życzliwi anonimowi koledzy. Znów będzie mieć ciężko, ponieważ od zawsze w hierarchii rozgrywających wyżej jest Łukasz Koszarek. Dla naturalizowanego A.J. Slaughtera bilet lotniczy do Montpellier został dawno kupiony.  Ale wiecie co? Ważne, że „Skiba” jest. Na przestrzeni lat zasłużył, aby raz jedyny, to reprezentacja podała mu rękę. A on się odpłaci. Zobaczycie.

Szkoda, że nie jest już tak aktywny w internecie, bo jak podkreśla, od miesięcy nie jest w pozycji, aby pozwalać sobie na kolejne #RysiuNation. Nie wyklucza, że medialna ofensywa kadry ruszy.

Wiecie co powie jak przeczyta ten wpis?

A po co to? Daj spokój

Zgadłem?

rysiu

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze

8 komentarzy