7 rzeczy o Lidze Letniej w wykonaniu Ponitki

Data:

Szanowny kibicu Tauron Basket Ligi. Zakładam z góry, że twoja wiedza na temat rozgrywek ligi letniej i ostatniego draftu w NBA nie jest na tym samym poziomie, co znajomość naszej rodzimej koszykówki. Ten tekst ma na celu wyjaśnić/dać szerszy obraz tego, co przez ostatnie dni robił w Las Vegas Mateusz Ponitka.

1.  Czym jest liga letnia i czym różni się od NBA? 

Jeśli znasz odpowiedź, pomiń ten akapit. Ten sezon jest pierwszym, w którym rozgrywki Ligi Letniej są rozgrywane w trzech miastach. Do Orlando (malutka liga,w której grają głównie zespoły z Konferencji Wschodniej) i Las Vegas (większa i bardziej prestiżowa) w ubiegłym roku dołączyło Salt Lake City, gdzie na co dzień występują Utah Jazz. W Summer League zespoły sprawdzają: 1) rookies wybranych w drafcie 2) rookies, którzy nie złapali się do pierwszej ani drugiej rundy draftu 3) drugoroczniaków 4) drugoroczniaków, którzy spędzili sezon debiutancki w D-League 5) innych graczy, którymi są zainteresowani i mogą ich zaprosić na przedsezonowy obóz 6) Bryona Allena i całą resztę walczących o kontrakty w Europie. Mecze w Lidze Letniej są krótsze – 40 minut a limit fauli wynosi 10. Spotkania rozgrywane są szybko, bez wielu timeoutów i przerw reklamowych. Ogląda się to całkiem nieźle. Ponitka zagrał w tej najmocniej obsadzonej, z całą czołówką draftu i drugoroczniaków.

2. Taktyka w Lidze Letniej. 

Praktycznie nie istnieje. Zawodnicy spotykają się na kilka dni przed rozgrywkami. Ćwiczą więc podstawowe schematy typu gra pick’n’rolli lub jedna czy dwie podstawowe zasłony bez piłki. Reszta to free flow i to powoduje, że mecze bywają męczące. I ciężko się niektórym w tej podwórkowej koszykówce odnaleźć. Najłatwiej zobrazować to na przykładzie Denver Nuggets.

Poza pierwszym meczem, w którym zagrali drugoroczniak Emmanuel Mudiay i rzucający obrońca Gary Harris – później już nie grali, bo nie musieli – są ważnymi graczami rotacji, Bryłki sprawdzały wybranego z szóstką Jamaala Murraya. Pozycja 1/2, fałszywy rozgrywający, który na boisku jest jeszcze większym samolubem niż Kyrie Irving oraz Jimmera Fredette’a – gwiazdora uczelni BYU wybranego przez sztab szkoleniowy Sacramento Kings z numerem 10 draftu 2011.

Fredette, jak każdy rookie wybrany w pierwszej rundzie, miał gwarantowany kontrakt w Sacramento. W 2,5 roku nie przekonał jednak do siebie Kings i od tego czasu nie może znaleźć sobie miejsca w lidze. Tuła się po klubach na krótkich umowach, ostatnio występował w D-League w Westchester Knicks. Broni się jak tylko może przed wyjazdem do Europy. Sam mówi, że robi to dlatego, bo wciąż wierzy, że jest graczem formatu NBA. Jimmer również nie podaje, głównie rzuca za trzy. Ma do tego niesamowity talent, ale równie dobrze jak rzuca, tak fatalnie broni. Poza tym ma ledwie 1.88 m. W Denver jest dlatego, że w Kings grał m.in. u Mike’a Malone’a, który jest obecnie pierwszym coachem Nuggets.

Backcourt w osobach Murraya i Freddete’a, wspomaganych przez również zakochanego w rzucie Josha Adamsa, był nie do oglądania. Był jeszcze bardziej irytujący, jeśli kibicowałeś Mateuszowi Ponitce. Oni po prostu nie podawali. W pięciu meczach Murray i Fredette oddali razem 150 rzutów, trafiali 40 proc. z nich. Dla porównania Ponitka oddał 12 w czterech meczach, w których zagrał. Jak więc się pokazać, jeśli wchodzisz na boisko jako shooting guard?

3. Shooting guard bez okazji do shootów 

No właśnie. Jeśli śledzicie mnie na Twitterze, to czytaliście krótkie streszczenia meczów z udziałem Mateusza. Rzucający obrońca, który nie rzuca? Jak ma rzucać, gdy notuje wolne przebiegi w ataku? Ponitka ustawiał się w rogach, robił miejsce dla rozgrywających, a ci specjalnie go nie szukali. Polak oddał w trakcie rozgrywek ledwie jeden rzut za trzy. Piłka walnęła o tablicę. Szukał więc swoich firmowych dobitek, atakując raz po raz deskę, na którą rzucali jego boiskowi koledzy.  W dwóch z czterech spotkań zebrał odpowiednio 5 i 6 piłek w ataku. Tutaj próbka z meczu przeciwko Memphis. A tutaj trudna technicznie dobitka w meczu z Phoenix na koniec drugiej kwarty.

4. Skazany na siebie

W meczu z Phoenix znów był skazany sam na siebie, więc udało mu się m.in. przechwycić podanie do Tylera Ullisa zza linii końcowej i pobiec samotnie do kontry, w której był faulowany a piłka w ostatniej chwili wywinęła się z kosza (wolnych nie trafił), wyskoczyć zza pleców Dragana Bendera i zebrać nad nim piłkę (łącznie 6 zbiórek w ataku! – red.), wyrwać piłkę zbierającemu Suns pod jego koszem i oddać ją w ręce Juana Hernangomeza, który zdobył punkty.

Jedyne punkty z gry? Po trudnej dobitce równo z syreną po niecelnym rzucie Murraya, dwa inne zapisane na koncie nie należały do niego. Takich pomyłek sędziowskich było więcej podczas SL, więc na konto Mateusza trafiała m.in. strata Jimmera Freddette czy asysta Josha Adamsa. Warto wspomnieć jeszcze jedna akcję przeciwko Suns. Ponitka w crunchtime zabrał spod kosza bezpańską piłkę po bloku i oddał ją w ręce Murraya. Ten trafił.

5. Obrona na plus 

Dobrze wyglądał w obronie, gdzie krył wspomnianego Bendera (215 cm, 4 numer draftu, testosteron i pewność siebie jeszcze nie przyleciała), strzelca za trzy Kyle’a Kurica (nie dawał mu uciekać) czy po switchu musiał radzić sobie z superszybkim Tylerem Ullisem (ustał, kontestował rzut). Mało brakowalo, aby Mateusz trafił na highlity za ostatnią akcję w czasie regularnym. Nabrał się na pompkę Bendera, wpadł na niego i ten przy 79-79 rzucał wolne na zwycięstwo. Spudłował. Ponitka jest dobry w obronie zespołowej, wie jak się przesuwać, wie kiedy spróbować wymusić przechwyt, w dodatku dobrze pracuje na nogach. Wie też, kiedy przerwać akcje faulem.

6. Małe rzeczy

W innych meczach, mimo ograniczonej roli, Ponitka miał kilka dobrych dograń do wysokich – świetnie rozumiał się z JaKarrem Sampsonem, próbował gry 1 na 1, biegał do kontr ale partnerzy woleli sami rzucać. Z drugiej strony  ustawiony jako „2” z małą ilością posiadań, nie mógł nawet spróbować gry na pick-n-rollu.  To otwierałby mu okazję do zdobywania punktów – miał jedną w meczu z Utah Jazz. Zrobił tzw. snake’a i skończył akcję lay-upem. Na więcej nie miał szans. Podobnie jak na grę tyłem do kosza, by pokazać swoje firmowe zagranie z minięciem do linii. Czy dostawanie się na linię rzutów wolnych (ledwie raz w całym turnieju). Szkoda, że tych posiadań było tak mało. Dlatego jego pobyt w Las Vegas, poza oczywiście pozytywnym szumem wśród polskiej części mediów czy kibiców, przeszedł bez większego echa.

7. Co dalej? 

Wiemy na pewno, że letni skład Denver nie był najlepszym z miejsc, do których mógł trafić Mateusz. Wiemy też, że pozycje obwodowych są w klubie z Kolorado mocno obsadzone – jak znaleźć miejsce dla Polaka, gdy w składzie są wspominani już Mudiay, Murray, Will Barton, Garry Harris, drugoroczniak z Francji Alex Toupane i wybrany w drafcie Malik Beasley? Być może, paradoksalnie nieco, to właśnie Denver było klubem, które chciało wyrwać Ponitkę ze Stelmetu w trakcie ostatniego sezonu? Janusz Jasiński wtedy na słynną, tajemniczą propozycję z NBA nie przystał, zawodnik miał o to do niego trochę żalu.

Kilka dni temu usłyszeliśmy w dodatku, że klub jest nieco zdziwiony brakiem ugody finansowej z Mateuszem, bo przecież on wiele Stelmetowi zawdzięcza [mały Facepalm – red.]. Trudno się nie zgodzić, że Stelmet dał okazję zaistnieć mu na euroligowej i eurocupowej scenie, ale czy to zwalnia go z uregulowania płatności w terminie? Sorry. Nie zwalnia.

Co będzie dalej? W grę na pewno wchodzi Rosja (duże odległości), Turcja (może jednak nie), Niemcy (może też nie) czy Hiszpania (jak najbardziej!).

Pomarzymy na koniec? Trenerem FC Barcelony został Georgis Bartzokas, który w ostatnim sezonie bardzo chciał polskiego gracza w Lokomotive Kubań. Czy przypomni sobie o nim w Katalonii? Do Oklahomy powędrował właśnie Alex Abrines, a do Waszyngtonu Tomas Satoransky. Świetnym kierunkiem byłby też wszystkie inne kluby z górnej części tabeli – choćby Labroal Kuxta, Valencia czy nawet Gran Canaria. Ponitka może także myśleć o tym, by kontynuować pracę z Saso Filipovskim w tureckim Banvicie. Opcji na pewno będzie miał mnóstwo. Zwłaszcza mając tę statuetkę. 

Na tę chwilę europejska koszykówka zdecydowanie bardziej jest pod niego, niż on pod styl gry NBA [choć z drugiej strony Liga Letnia a regularny sezon to dwie różne dyscypliny – red.]. Ale niczego nie przekreślajmy i trzymajmy kciuki za dalszy rozwój (techniczny – rzut po koźle, rzut za trzy, kozioł czy nawet rzuty wolne – tu są jeszcze spore rezerwy). W końcu ma dopiero 23 lata. I wszystko, co najlepsze,  dopiero przed nim.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Kosma Zatorski

Dziennikarz z Zielonej Góry, gdzie na co dzień pracuje w oddziale Gazety Wyborczej. Myśli o koszykówce 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Fan Giannisa Antetokounmpo, Steve'a Nasha i filmów Wesa Andersona. Beatwriter Stelmetu Zielona Góra.

Komentarze