Anthony Miles: Stelmet i Rosa będą w finale

Data:

Anthony Miles, obrońca Polpharmy Starogard Gdański,  kontrakt z drużyną z Kociewia podpisał w grudniu ubiegłego roku. Po tym jak kontuzji doznał Evan Ravenel, Miles z miejsca stał się nowym liderem zespołu. Średnia oscylująca w granicach 20 punktów na mecz, czyni go jednym z najlepszych strzelców ligi. Dla 25-letniego Amerykanina, obecny sezon jest trzecim w profesjonalnej karierze. Miles do Starogardu przyjechał z dziewczyną  Nicole oraz z dwoma synami. Z super-strzelcem Polpharmy porozmawiałem o jego karierze, życiu w Polsce, a także o dobiegającym końca sezonie. Zapraszam do lektury.

Bartosz Bielecki: Ukończyłeś uniwersytet Lamar w Beaumont, w stanie Teksas. Uczelnia ta znana jest jednak bardziej z faktu, że studiowała tam Janis Joplin niż z tradycji koszykarskich. Opowiedz o czasie tam spędzonym oraz o tym, jak trudno jest zostać zauważonym, grając na uniwersytecie, po którym tylko nieliczni gracze przechodzą na zawodowstwo. 

Anthony Miles: Nie chcę mówić, że było ciężko  bo bardzo miło wspominam każdy rok spędzony w Lamar. Nie jest to duża uczelnia. Mimo, że niewielu przechodzi na zawodowstwo  to jest naprawdę koszykarskie miasto. W Lamar grało wielu dobrych graczy, którzy nie dostali się do NBA. Codziennie trzeba było tam walczyć z całych sił, ponieważ gdy nie dawałeś z siebie wszystkiego, ktoś czekał by cię zastąpić. Przez cztery lata tam spędzone, rywalizowałem z wieloma świetnymi graczami. Bardzo cieszę się, że wybrałem tę uczelnię, mimo, że łatwo nie było. Trzeba było wcześnie wstawać, mieliśmy treningi o piątej rano, zwłaszcza przed sezonem.

Jesteś chyba jednym z najlepszych graczy, którzy ukończyli tę uczelnię. Oprócz ciebie, karierę w Europie robi jeszcze, grający w Laboral w Hiszpanii, Mike James. 

Tak, to mój człowiek. W Lamar byliśmy współlokatorami. Jeśli chodzi  o mnie, to jestem jednym z pięciu najlepszych strzelców, asystujących i przechwytujących w historii tej uczelni. Kiedy tam wracam, wszyscy są dla mnie bardzo życzliwi. Mike natomiast był tam tylko przez dwa lata. Gdyby grał dłużej, to pewnie pobiłby moje rekordy.

Po ukończeniu Lamar, podpisałeś kontrakt w Rotterdamie, w Holandii. Swój pierwszy sezon w profesjonalnej koszykówce ukończyłeś jako najlepszy strzelec tamtejszej ligi. Jak wspominasz czas tam spędzony? To był twój pierwszy raz poza Stanami?

Tak. Było trudno, ale to było dla mnie dobre doświadczenie. Mimo, że byłem tysiące mil od domu, od rodziny, w pewnym sensie czułem się komfortowo, ponieważ grałem w koszykówkę. Robiłem to co kocham. Zwłaszcza pierwsza połowa sezonu była dla mnie ciężka, jako dla debiutanta. Zdobywałem około 14 punktów na mecz. Ale w drugiej połowie wyszedłem na prostą i rzucałem ponad 20 punktów na mecz.

I ustanowiłeś wtedy swój rekord kariery – 40 punktów. To wciąż aktualny rekord?

Tak, to było w meczu przeciwko Amsterdamowi. W drugiej połowie sezonu złapałem odpowiedni rytm. W Rotterdamie trenerem był Randy Wiel, który pracował wcześniej na uniwersytecie North Carolina, oraz jako skaut w Los Angeles Lakers. Coach Randy  bardzo mi ufał, lubił moją grę i dał mi wiele pewności siebie. Byliśmy bardzo młodym zespołem, chyba byłem wtedy najstarszym zawodnikiem w drużynie, a miałem tylko 22 lata. Nie wygrywaliśmy zbyt często, więc lekko nie było, ale ogólnie lubiłem grać w Holandii. Było fajnie.

Z Holandii przeniosłeś się na Ukrainę i ponownie ukończyłeś sezon jako jeden z najlepszych strzelców w lidze. Jak to się stało, że po dobrym sezonie, w dobrej lidze, nowy klub na obecny sezon znalazłeś dopiero w grudniu? 

Chciałbym ci powiedzieć, ale nie wiem. Agent starał się mi coś znaleźć, ale się nie udało. Podobnie było po sezonie w Holandii. Myślałem, że muszę się jeszcze wykazać w lepszej lidze i wydawało mi się, że się wykazałem, ale widocznie nie, skoro po sezonie na Ukrainie, kolejny kontrakt znów podpisałem dopiero w trakcie trwania sezonu.  W lidze ukraińskiej spędziłem dobry czas, jeśli chodzi o granie w koszykówkę. To silna, wymagająca liga, ale gorzej miały się sprawy niezwiązane z koszykówką. Jak tylko tam przyjechałem zaczęła się wojna, było naprawdę źle. Byłem tam z rodziną i im też się nie podobało. Z trzech krajów, w których grałem, najlepsza dla mnie jest Polska. Holandia była piękna, ale nie zarabiałem zbyt dużo. W Polsce bardzo miło spędzamy czas z rodziną.

Jak to się stało, że trafiłeś do Polpharmy? Rozmawiałeś o polskiej lidze z jakimiś koszykarzami?

Kiedy tylko się dowiedziałem, że mnie tu chcą, od razu podjąłem decyzję. Chcą mnie, więc jadę. Zadzwoniłem do kilku graczy. Mój znajomy z Teksasu, B.J. Holmes (były gracz ŁKSu Łódź – przyp. autor) opowiadał mi o tej lidze. Rozmawiałem także z Xavierem Alexandrem (były gracz Siarki Tarnobrzeg), bo mamy wspólnego agenta. Opowiedział mi o PLK i o jej graczach. Mówił, że tutaj będę mógł grać w swoim stylu. Może jeszcze będę grał w Polsce. Nie mogę na nic narzekać, może poza pogodą, ale ta jest zła w całej Europie. Tak jak mówiłem, kiedy usłyszałem, że chcą mnie w Polsce, wiedziałem, że muszę skorzystać z tej oferty.

Kończysz już swój trzeci sezon w Europie. Mógłbyś porównać poziom tych trzech lig, w których grałeś? 

Liga ukraińska była najsilniejszą w jakiej grałem. Zarówno w polskiej jak i ukraińskiej lidze grają dobrzy gracze amerykańscy jak i lokalni. Myślę, że polscy koszykarze są lepsi od ukraińskich, ale występujący na Ukrainie gracze zagraniczni byli lepsi od tych w Polsce. Na Ukrainie grało się trudno. Jest tam wysoki poziom rywalizacji, gra jest bardzo atletyczna i dominuje obrona.

Porozmawiajmy teraz o obecnym sezonie. Do Polpharmy trafiłeś za Rodney’a Blackmona i myślę, że nie ma wątpliwości,  że był to świetny transfer nie tylko dla Polpharmy, ale i ogólnie, w kontekście całej ligi. Mimo to, Polpharma miała ogromne problemy z wygrywaniem meczów. Co poszło nie tak?

Myślę, że mieliśmy problemy z rozstrzyganiem meczów w końcówkach. Pokazaliśmy, że możemy rywalizować z każdym zespołem, ale największy problem leżał w końcówkach meczów. Mogę wymienić pięć czy sześć spotkań, które przegraliśmy w ostatnich sekundach  przez jakieś głupie błędy. Zdarzało nam się wyraźnie prowadzić na kilka minut do końca, a i tak przegrywać. Myślę, że jako zespół, przez cały rok nie byliśmy jednomyślni. Z Tomaszem Jankowskim też nie zawsze mieliśmy takie samo zdanie. Potem nastąpiła zmiana trenera… Może mieliśmy problem z wzajemnym zaufaniem na boisku. Wydaje mi się jednak, że jako zespół byliśmy okej. Może nie byliśmy playoffowym zespołem, ale jestem pewien, że byliśmy lepsi niż wskazuje tabela.

Rozmawiałem niedawno z Jessiem Sappem. Powiedział mi, że z obecnym trenerem i ze zdrowym Evanem Ravenelem, Polpharma weszłaby do playoff. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

Tak, zgadzam się. Na pewno.

Co sądzisz o zmianie trenera? Myślisz, że zrobiło to jakąś różnicę?

Nie chcę tutaj nikogo urazić. Trener Karol jest profesjonalistą, ma dużą wiedzę i wie co robi, ale wydaje mi się, że poza tym, że kładziony jest teraz większy nacisk na obronę, wciąż jesteśmy tym samym zespołem co za trenera Jankowskiego. Za trenera Jankowskiego, mieliśmy kilka meczów, które naprawdę mogliśmy wygrać. Mówię tu o meczach wyjazdowych z Czarnymi, z Siarką, czy z Treflem. Z trenerem Karolem podobnie było w Dąbrowie Górniczej. Uważam, że obaj trenerzy byli profesjonalni i wiedzieli co robią, a to chyba my zawiedliśmy jako zespół – zabrakło nam takiego zjednoczenia.

Porozmawiajmy teraz o życiu w Polsce. Jak ci się u nas podoba? Co najbardziej lubisz w Polsce, a czego najbardziej brakuje ci, w porównaniu do USA?

Najbardziej tęsknię za pogodą i jedzeniem.

Nie lubisz polskiego jedzenia?

Nie, jedzenie jest w porządku, ale brakuje mi fast-foodów i innych rodzajów restauracji, których w Polsce nie ma, jednak ogólnie na Polskę nie narzekam. Pogoda jest fatalna, ale  ja jestem z południa Stanów, więc gdziekolwiek bym nie poszedł, jest mi zimno. Ludzie tutaj są w porządku, moi polscy koledzy z zespołu są naprawdę fajni. Kiedy idę ulicą, ludzie się ze mną witają, rozpoznają mnie, są mili i uczynni. Jestem bardzo wdzięczny, że trafiłem do Polski. Każdy kraj jest inny. Na przykład Ukrainy zupełnie nie polubiłem. Nie mogę o tym kraju powiedzieć żadnego dobrego słowa. W ogóle nie chciałem tam wychodzić na zewnątrz. Grać w Polsce, to błogosławieństwo.

Starogard jest jednym z najmniejszych miast w Polsce, mających reprezentanta w Tauron Basket Lidze. Nie przeszkadza ci, że to dość małe miasto?

Nieszczególnie. Czasem żałuję, że nie gram w jakimś wielkim mieście, ale to nie jest dla mnie żaden priorytet przy podpisywaniu kontraktu. Najważniejszy jest zespół i żeby pieniądze wpływały na czas. Jeśli jestem bezpieczny, to wszystko jest w porządku.

…ale zdarzało ci się jeździć do Trójmiasta?

Nie zależało mi na tym jakoś specjalnie. Niestety nie mam tutaj samochodu, a mamy małe dzieci, więc musielibyśmy jechać autobusem i byłaby to cała wyprawa. Wolimy raczej spacerować po Starogardzie. Przejść się do parku, karmić kaczki, czy wybrać się do centrum handlowego. Trzymamy się raczej na miejscu.

szybko

fot. 058sport.pl/WojciechFigurski

Wiem, że przyjaźnisz się z Michaelem Hicksem. Poza tym, jest tu Jessie Sapp, który spędził już w Polsce kilka sezonów. Czy oni byli dla ciebie, pewnego rodzaju, przewodnikami?

Tak. Jessie i Mike byli bardzo pomocni. Zawsze, gdy czegoś potrzebuje, wiem, że mogę do nich zadzwonić, ale nawet polscy koledzy jak Kukła (Grzegorz Kukiełka) czy Maciek (Strzelecki), mi pomagali. Zawsze mogłem do nich zadzwonić, zawsze mogłem na nich liczyć. Nie mogę narzekać. Jak tylko czegoś potrzebowałem, dostawałem to. Doradzali mi chociażby przy wyborze jedzenia.

Przejdźmy teraz do reszty ligi. Kto był dla ciebie najtrudniejszym do krycia zawodnikiem?

(Po długim zastanowieniu) Bryon Allen. On jest taki jak ja. Kiedy wejdzie w rytm, nie da się go zatrzymać. Może trafić z dystansu, może wejść pod kosz, asystować… Na moim ostatnim roku w Lamar, graliśmy przeciwko uczelni George Mason, którą on reprezentował. Nie pamiętam, żeby wtedy w choćby najmniejszym stopniu grał tak jak gra teraz. Kiedy przyszedłem do ligi, przecierałem oczy ze zdziwienia, jak zobaczyłem, że Allen zdobywa prawie 20 punktów na mecz. Poza nim, bardzo ciężko gra się też przeciwko Jerelowi Blassingame’owi. On jest jednym z tych malutkich graczy, którzy zawsze są w trybie ataku. Co ciekawe, wiesz, że on nie będzie rzucał, tylko odgrywał, ale jego umiejętności są tak wysokie, że ciężko go zatrzymać. Szczerze mówiąc, wszyscy amerykańscy obrońcy są dla mnie trudni do zatrzymania. A.J. Walton, mimo, że nie umie rzucać, cały czas ostro atakuje. Myles McKay, z MKSu, jest bardzo dobry. Qyntel Woods jest najlepszym skrzydłowym  w lidze.

Kto według ciebie jest MVP ligi?

To musi być Qyntel. Ponieważ, gdyby nie on, AZS nie byłby nawet w połowie tak dobrym zespołem. Nie zrozum mnie źle, oni są dobrym zespołem, ale…

Który zespół był najtrudniejszym przeciwnikiem dla Polpharmy w tym sezonie?

Rosa. Nie wypadamy zbyt dobrze przeciwko Stelmetowi, ale Rosa… mój Boże… oni tyle podają. Ciągle tylko rozrzucają obronę i trafiają. Cały mecz. Teraz jeszcze dodali Taylora. To był jedyny element jakiego im brakowało. Takiego gracza, który w każdej chwili mógłby wziąć ciężar gry na siebie. Mają solidnych podkoszowych, dobrych strzelców. Gibson dobrze spisuje się jako rozgrywający. Są zespołem, w pełni tego słowa znaczeniu. Wszystko tam jest jak trzeba. Nienawidziłem grać przeciwko nim.

Ostatnio w Polsce doszło do incydentu, w którym Mardy Collins uderzył Przemysława Frasunkiewicza. Zdaniem Collinsa, Frasunkiewicz miał powiedzieć: „powiedz jeszcze słowo, czarnuchu, a nie wyjedziesz z Polski żywy”. Czy spotkałeś się z rasizmem w Polsce?

Nie. Nie spotkało mnie to. Nie słyszałem też żadnych rasistowskich określeń, padających z ust moich kolegów z zespołu, pod adresem przeciwników. Na pewno nie chciałbym nic takiego usłyszeć, ale w ogóle dziwi mnie ta sytuacja. Mardy Collins jest bardzo spokojnym człowiekiem.

Zostańmy jeszcze na chwilę, w temacie innych drużyn. Jak myślisz, kto wejdzie do finałów?

Stelmet i Rosa.

To dość oryginalna opinia. Większość typuje Stelmet i Turów.

Turów ma bardzo utalentowany zespół. Mają najwięcej talentu w lidze, ale tworzą gorszy zespół niż Rosa.

A kto, w takim razie, zdobędzie mistrzostwo?

Stelmet. Ponieważ, mimo ich problemów w ataku, grają dobrą obronę. Znają swoje mocne i słabe strony. Mają Zamojskiego, Hosley’a czy Robinsona, ale żaden z nich nie jest wielkim specjalistą od zdobywania punktów. Zamojski to strzelec dystansowy, ale zdarzają mu się spadki formy. Stelmet jest za to świetny defensywnie i mają dobrych wysokich. W moich oczach zielonogórzanie są faworytem do złota, aczkolwiek Rosa, dzięki swoim strzelcom obwodowym, może sprawić niespodziankę.

Rosa jest dla mnie dość ciekawym zespołem. Przed dołączeniem Taylora, to była drużyna bez gwiazd. Ich zawodnicy grali wcześniej w Polsce, byli dobrzy, ale nie wybitni. Trener Kamiński, jeszcze niedawno w Polpharmie, nic specjalnego nie osiągnął. Wydaje się jednak, że tam najważniejsza jest chemia i to jak dobrze dopasowani do siebie są ci zawodnicy.

Dokładnie. Kiedy patrzę na ich skład, w zasadzie nikt nie przykuwa mojej uwagi. Oni są jak San Antonio Spurs. Na pewno nie mają najwięcej talentu w lidze, ale mają zdecydowanie najlepszą chemię. Dlatego rok w rok grają w finałach.

Na koniec wybiegnijmy trochę w przyszłość twojej kariery. Wyznaczasz sobie jakieś cele na nadchodzące lata?

Tak. Przede wszystkim chcę grać do 35-tego roku życia. Chcę grać w czołowych ligach. Oczywiście chciałbym pewnego dnia zagrać w Eurocupie czy Eurolidze. Myślę, że jeśli nadal będę nad sobą pracował, to będę miał szansę zajść tak daleko. W zasadzie to wszystko. Chcę po prostu grać i być zdrowym. Nigdy nie przekreśliłem szans na grę w NBA, ale im jestem starszy tym bardziej realistycznie na to patrzę. Mam 25 lat, więc wiele jeszcze przede mną. Teraz dostałem szansę gry w Europie i zamierzam wykorzystać ją jak najlepiej. Widzę kilka zespołów, które myślę, że chciałyby mnie mieć w składzie. Chcę się piąć w górę krok po kroku i pokazać Europie, że mały chłopak z Teksasu,  z uniwersytetu Lamar, potrafi grać w koszykówkę. To jest mój cel. Oprócz tego chcę pokazać świat mojej rodzinie. Moja dziewczyna jest teraz drugi raz poza Stanami. Wcześniej była ze mną na Ukrainie. Chcę grać i trzymać się blisko z rodziną.

Pytanie, na które odpowiedź chcieliby znać pewnie wszyscy kibice Polpharmy: Jak bardzo zainteresowany jesteś przedłużeniem umowy z Polpharmą na kolejny rok?

Na pewno zainteresowanie jest. Lubię to miasto i ten zespół. Ale zobaczymy… Po sezonie na pewno będę rozmawiał z klubem. Nie będę skreślał oferty pozostania tu,  ale chcę poczekać na rozwój sytuacji, zobaczyć jakie oferty dostanę i wtedy podjąć decyzję. Chciałbym jednak podkreślić, że jestem bardzo wdzięczny za to jakie zainteresowanie wyraża mną Polpharma.

Rozmawiał Bartosz Bielecki

Zainteresuje Cię również:


Komentarze