Austriacki wypadek przy pracy

Data:

Ogłaszając stan wojenny gen. Wojciech Jaruzelski pytał w swoim przemówieniu „Czy musiało do tego dojść?”. Takie pytanie mogą sobie zadać wszyscy kibice naszej reprezentacji. Gdy ukazał się u nas tekst pod tytułem „Luksemburg? Następny proszę”, nie ukrywam, że podobny tytuł wstawiłbym też przed meczem z Austrią. W końcu jak zespół, który w ubiegłym roku miał walczyć o awans do ćwierćfinału EuroBasketu, miałby się obawiać reprezentacji kraju, która od lat znajduje się na peryferiach europejskiego basketu.

Pierwsze moje skojarzenia z austriacką koszykówką? Nasz wielki trener Witold Zagórski, bedący od jakiegoś czasu na zawodniczej emeryturze Nedeljko Asceric i Rasid Mahalbasic i potem długo, długo nic. Od dziś na pewno zapamiętam kilka kolejnych nazwisk. O wzbogacenie mojej koszykarskiej wiedzy zadbali nasi kadrowicze. Porażka z Austrią 83-81 to jeden z tych najbardziej wstydliwych występów reprezentacji na przestrzeni nawet kilkunastu lat, o których chciałoby się jak najszybciej zapomnieć.

Pewnie zdecydowana większość oglądająca mecz z Austrią przez dłuższy czas myślała podobnie, na zasadzie w stylu dajmy się tym Austriakom wystrzelać, przynajmniej lepiej się ogląda mecz na styku niż do jednego kosza, pod koniec przejmiemy kontrolę i pewnie wygramy jak zrobili to Niemcy. Niestety mając defensywę dziurawą jak szwajcarski ser przez pełne 40 minut oglądaliśmy może i przyjemną dla oka radosną koszykówkę, ale już bez radosnego końcowego wyniku. Ba, Austriacy mając tyle okazji do rzutów bez obrony powinni wygrać jeszcze wyżej, ale to tylko Austria. Polacy zagrali fatalnie, a mimo to cały czas można było liczyć na zwycięstwo. Z lepszymi zespołami jak Niemcy takie numery już nie przejdą.

Można teraz zachwycać się Rasidem Mahalbasiciem, ale zawodników tej klasy i lepszych na polskich ligowych parkietach w ostatnich latach biegało całkiem sporo. Tymczasem w meczu z naszą reprezentacją były podkoszowy klubu z Gdyni okazuje się Magiciem Johnsonem i Hakeemem Olajuwonem jednocześnie. Absolutnie nie powątpiewam w wysoką klasę Mahalbasicia, ale docelowo przecież chcemy wygrywać z reprezentacjami, ktore takich zawodników w składach mają przynajmniej tylu, ile jest palców u rąk. Natomiast czy to był Mahalbasic, Murati, czy Klepeisz, każdy pod nasz wjeżdżał niczym na autostradę, jak powiedział komentujący mecz w telewizji Adam Romański.

Strasznie szkoda konsekwencji tej porażki. Po zwycięstwie nad Niemcami wytworzyła się wokół całego sztabu pozytywna atmosfera, która po dzisiejszym blamażu pryśnie jak bańka mydlana. Za chwilę jeszcze bardzo istotny mecz z naszymi zachodnimi sąsiadami i może zrobić się naprawdę gorąco. Póki to nastąpi, na chwilę obecną znów nie interesujący się na co dzień koszykówką przeciętny Kowalski otrzyma informację podpisaną na portalach tytułem „Sensacyjna porazka koszykarskiej reprezentacji Polski”.

To mogły być pierwsze od dłuższego czasu w całości spokojne lato dla kadry, ale po dzisiejszym spotkaniu już takie być nie może. Nie można przejść do porządku dziennego, że nic się nie stało. Stało się, bo przegraliśmy z zespołem, z którym na dziesięć spotkań przegralibyśmy pewnie jedno i to przy sprzyjających okolicznościach dla rywali. Niestety nastąpiło to akurat dziś. Oby był to klasyczny wypadek przy pracy, a potwierdzeniem tego niech będzie najbliższy, bardzo ważny mecz w Bonn z Niemcami.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Piotr Grabowski

Z urodzenia mieszkaniec miasta, gdzie męska koszykówka z jej damska odmianą przegrywa na łopatki. Z wykształcenia historyk pamiętający o dokonaniach Walentego Kłyszejki, Witolda Zagórskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Komentarze