Chodzą po górach, pływają, ćwiczą, spacerują. Sztab kadry po godzinach!

Data:

Pobudka, śniadanie, analiza wideo, trening, obiad, a następnie trening i… trening  – tak wyglądał zwykły, normalny dzień dla członków sztabu szkoleniowego podczas dwutygodniowego zgrupowania w Wałbrzychu.  Rano i wieczorem zajęcia z koszykarzami, a trzecia jednostka treningowa dla siebie. Mike Taylor i jego współpracownicy nie próżnowali. Ćwiczyli na siłowni, pływali, biegali, a nawet chodzili po górach. Co robi sztab kadry po godzinach?

Sztab jak najbardziej FIT

Koniec porannego treningu, godzina do obiadu. Jeden z asystentów zastanawia się, czy tym razem popracować z ciężarami lub na basenie. Wybór pada na siłownię. W Wałbrzychu w ośrodku Aqua-Zdrój reprezentacja Polski miała na miejscu. Do tego stopnia, że szybciej doszli na basen, niż do samochodu. Choć mają mało wolnego, to po skończonej pracy z zawodnikami idą popracować nad sobą. Naszych trenerów chwali Dominik Narojczyk, odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne kadry.

Akurat w sztabie jest taka grupa ludzi, którzy lubią spędzać aktywnie czas. Mentalnie jesteśmy fit, co próbujemy zaprezentować na zewnątrz – śmieje się „Dominator”, którego tak nazwał Mike Taylor.

Z rad pracującego na co dzień w Polskim Cukrze Toruń korzystają wszyscy. W środowisku koszykarskim panuje opinia, że Narojczyk w swoim fachu jest jednym z najlepszych specjalistów w Polsce. Nic więc dziwnego, że na siłowni nigdy nie brakowało mu towarzystwa. Udało nam się dowiedzieć, że szesnastym podopiecznym Dominika podczas zgrupowania był generalny menadżer reprezentacji Polski, Marcin Widomski.

Szesnastym? Mało powiedziane. 16, 17 i 18 podopiecznym! Marcin to hard worker i wypracowuje normę za trzech. Czasem jest ciężko, ale jest dzielny. Jak to przetrwa będzie zadowolony z efektów – chwali go Narojczyk.

Szybkim krokiem

Krzysztof Szablowski, Wojciech Kamiński, Marek Popiołek i Rafał Juć udaja się na spacer

Czas wolny? Czas na spacer!

Parę tygodni temu wykonaliśmy telefon do Wojciecha Kamińskiego. Odebrał, ale rozmowa nie trwała zbyt długo. „Biegam, oddzwonię”. W sztabie panuje opinia, że opiekun Rosy Radom obok Narojczyka, jest najlepiej wysportowaną osobą. „Kamyk” aktywny jest właściwie na okrągło. Kiedy niektórzy dopiero co otwierali oczy chwilę przed śniadaniem, on wbiegał do hotelu, aby się nie spóźnić, po porannym joggingu. Później basen lub siłownia, gdzie wyciska spokojnie ponad 100 kg.

Ćwiczę regularnie cały rok, więc to nie jest tak, że nagle na kadrze zacząłem dbać o siebie. Lubię aktywny wypoczynek. Tak mam już mam. Na siłowni czasami nie wiem o co chodzi, bo podnoszę więcej, niż niektórzy koszykarze. Rekord? 125 kg – mówi z uśmiechem na twarzy Kamiński.

Trener Rosy Radom uwielbia spacery. Parę dni wcześniej pisaliśmy o wspólnej wyprawie do Szczawna- Zdrój, gdzie peleton miał problemy z uciekającym liderem. Śmiało możemy powiedzieć, że Kamiński jest w tym dobry. Podczas treningów, kiedy zawodnicy się rozciągają, wspólnie z Krzysztofem Szablowskim chodzą wokół boiska, aby być w ruchu. W przypadku „Sub 0”, który przy reprezentacji Polski odpowiedzialny jest za dział skautingi, spora część pracy odbywa się przy biurku. Siłą rzeczy następnie trzeba rozprostować kolana.

Praca przy komputerze to jedno. Drugim problemem jest ilość jedzenia serwowanego na posiłkach. Karmią nas dobrze i smacznie, a czasami trzeba się obejść smakiem. Wchodząc dzisiaj na wagę zauważyłem, że coś przybyło, mimo aktywności. Problem jest w jedzeniu. Na pewno! – śmieje się Szablowski.

Przy nagrywaniu wypowiedzi do materiału był także Marek Popiołek, członek sztabu. Jak poinformował nas z przymrużeniem oka Dominik Narojczyk „Marek w tym roku to ziemia do kwiatów”. Być może wynika to z obowiązków Marka, który jest odpowiedzialny za nagrywanie i obrabianie treningów. Sporo czasu wobec tego musi spędzić przed komputerem.

Co tu dużo mówić, jak na razie idę programem wakacyjnym. Raz na jakiś czas odwiedzam basem, ale też jest problem, bo szybko się męczę. Wstyd mi się wypowiadać po kolegach, którzy naprawdę zasuwają – mówi Popiołek.

Czepek, okulary – gotowy!

Ośrodek w Wałbrzychu daje różnorodne formy do uprawiania sportu. Basen to królestwo Krzysztofa Szablowskiego. Na siłowni spotkamy go rzadziej ze względu na problemy z barkiem. Jeśli już się wybierze…

Jak widać nad masą nie muszę pracować. (śmiech) Staram się ćwiczyć tak, aby na tętnie 130-140 wykonywać dużą ilość powtórzeń. Są to ćwiczenia aerobowe.

Przygotowując materiał nie udało nam się porozmawiać z selekcjonerem Mike’em Taylorem. Amerykanin, mimo tego, że ciągle próbuje udoskonalić system gry, to również pracował nad swoim ciałem. Głównie na basenie i siłowni. Taylor jest słusznej postury, co było widać. Duże obciążenie? Żaden problem.

Z siłowni przechodzimy piętro niżej. Basen. Zawodnicy zgodnie podkreślają, że do pewnego momentu nie mogli znaleźć Szablowskiego na pływali. Zdanie nie było łatwe.  Wszystko przez cały pływacki ekwipunek – czepek i okulary. „Zamaskowany Sub 0”, słyszeliśmy!

Pływam przez około godzinę. W zależności od sił staram się przepływnąć około 2 km. To taki standardzik – krótko opowiada.

Swoją drogą mało kto wie, że kolegą Otylii Jędrzejczak w reprezentacji Polski w pływaniu mógł być Wojciech Kamiński. Tak, tak! W końcu przez przypadek nie zostaje się wicemistrzem Polski juniorów, prawda?

Na szczyt!

11824111_10153465612829076_1254044752_n

Już prawie na szczycie! Mike Taylor na pierwszym planie, z tyłu Krzysztof Szablowski

Sztab może pochwalić się nie tylko kilometrami przepłyniętymi na basenie, czy kilogramami przerzuconymi na siłowni.  Przy ośrodku, w którym kadra spędziła 14 dni, położona jest góra Chełmiec. Aby wejść na szczyt należy pokonać 851 m n.p.m. Dzień wolny był wobec tego idealną okazją do zaatakowania góry. Spróbowała to dokonać trójka śmiałków – Mike Taylor, Wojciech Kamiński oraz Krzysztof Szablowski. Z sukcesem.

Łatwo nie było, ponieważ wybraliśmy najtrudniejszą drogę. Kilka razy było ciężko i byliśmy zmuszeni robić postoje. W niektórych miejscach jest bardzo stromo, a my tempo mieliśmy naprawdę solidne. Od trenerów z Wałbrzycha dowiedzieliśmy się, że średnio wejście na górę zajmuje godzinę i 20 minut. A my weszliśmy o piętnaście minut szybciej – opowiada Wojciech Kamiński.

goraa

Góra Chełmiec zdobyta!

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze

4 komentarze