Co wiemy o taktyce kadry Polski po meczach w Rydze? ANALIZA

Data:

Dwie wygrane, dwie przegrane. Tak prezentuje się bilans reprezentacji Polski przed EuroBasketem 2015. Dotychczasowa dyspozycja naszych koszykarzy ani nie jest tragiczna, ani nie powala na kolana. Gołym okiem widać, że z atakiem nie mamy problemu. Zdobywamy sporo punktów, ale też sporo tracimy. W Rydze po pierwszym spotkaniu, trener Łotyszy podszedł do naszego sztabu szkoleniowego i zapytał.

A czy wy czasem, jak na miesiąc do turnieju, nie wyglądacie za dobrze? – zapytał Ainars Bagatskis.

Choć z pierwszego zagranicznego wyjazdu wróciliśmy bez zwycięstwa, to trener Mike Taylor nie ma zbyt wielu powodów do zmartwień. Wiem, że zaraz pojawią się pytania. „Ale jak to, przecież dwa razy przegrali?”. Spokojnie. Nasz selekcjoner podczas meczu zwraca uwagę na wiele elementów, ale na tablicę wyniku pewnie dopiero w czwartej kwarcie. To czy wygra, przegra nie ma dla niego większego znaczenia. Liczy się tylko udoskonalenie systemu gry i sprawdzenie kto w jakiej roli będzie mógł pomóc na EuroBaskecie we Francji.

ATAK

W ofensywie nie mamy na razie problemów. Może dlatego, że dwójka odpowiedzialnych za rozgrywanie – Łukasz Koszarek i A.J. Slaughter – mieszka razem w pokoju? Łotwie rzuciliśmy 82 punkty, a Słowenii 97 (po dogrywce przyp.red.), a do czwartej kwarty zdobyliśmy 84. Dużo dobrego do zespołu wniósł A.J. Slaughter. Amerykanin dobrze gra na koźle, potrafi wykorzystać solidną zasłonę od Marcina Gortata. Po pick and rollu najczęściej szuka podania do środkowego, lub stara się rozrzucić piłkę na obwód. Widzi bardzo dużo, przez co rzadko traci piłkę. Na razie brakuje jego indywidualnych akcji. Wszystkie rozwiązania A.J.’a w ataku są na bazie pick&rolla. Kiedy przyjdzie EuroBasket, a przeciwnicy będą mieć nas rozpracowanych, może pojawić się problem. Dlatego brakuje akcji, w których Slaughter bierze piłkę i próbuje mijać. Predyspozycje do takiej gry ma spore. Zresztą niech świadczy o tym, akcja z Łotyszami. Mimo podwojenia, uwolnił się i wyłożył piłkę jak na tacy Damianowi Kuligowi. Wystarczyło trafić.

Przeciwko Słowenii trener Taylor mecz zaczął od ustawienia – Koszarek, Slaughter, Ponitka, Kulig i Gortat. Miało to na celu sprawdzenie ile na „dwójce” może dać Amerykanin. Jeśli popatrzeć na punkty, to takie zestawienie nie przyniosło nam wiele dobrego. Zresztą A.J. szybko usiadł na ławkę, a zastąpił go Waczyński. Niemniej jednak nie wyobrażam sobie, aby Slaughter grał tylko na „jedynce”. Szkoda byłoby nie wykorzystać jego talentu strzeleckiego. Choć byłem przeciwnikiem naturalizowanego zawodnika w naszej reprezentacji, to tylko złośliwiec mógłby powiedzieć, że Slaughter nie nadaje się na EuroBasket. Nadaje się i to bardzo.

 

Po udanych eliminacjach do mistrzowskiego turnieju we Francji, przez cały rok zadawałem sobie pytanie, co będzie jak do drużyny dołączy Marcin Gortat. W końcu po każdym lecie z kadrą z „Gortim” mieliśmy poczucie, że nie wygląda to tak jak powinno. Dlatego bałem się, że nasz jedynak w NBA znów będzie kradł grę. Okazuje się, że na razie (!) Gortat wcale nie jest najważniejszą postacią w drużynie. Do tej pory jego rola polega na czarnej robocie po obydwu stronach kosza – zasłona, zbiórka, przekazania w obronie. Owszem, dostaje piłki na low post, ale jest tego zdecydowanie mniej, niż za czasów Dirka Bauermanna.

Marcin już nie chce „niszczyć” każdego centra pod koszem. Chce pomóc kadrze i na razie wygląda to obiecująco. Pomóc w tym mają niektóre rzeczy z systemu ofensywnego Washington Wizards. Nie, to nie żarty. Mike Taylor przez cały rok był blisko drużyny Polaka. Między innymi na bazie tego powstała wspominana na łamach OFENS! kilkakrotnie „książka” reprezentacji Polski. Kolejną rzeczą, którą należy pochwalić to współpraca Łukasza Koszarka z Marcinem Gortatem. Określenie, że rozumieją się bez słów byłoby przesadą, ale panowie mniej więcej nadają na tych samych falach. Czasem są małe zakłócenia, ale nazwijmy to złośliwością „rzeczy martwych”.

Reprezentacja to nie tylko Slaughter i Gortat. Całe szczęście. Na Łotwie po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć w akcji Mateusza Ponitkę. Dwa miesiące temu widziałem go po dłuższej przerwie na campie w Treviso. Już tam zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Ponitka zawsze był silny, ale teraz wygląda jeszcze lepiej. Nie boje się stwierdzenia, że Mateusz jak na razie robi najwięcej pozytywnego zamieszania w ataku. Chce grać z piłką dzięki, czemu decyduje się na mijanie rywala, z czym ma problem 8 na 10 polskich koszykarzy. Ponitkę należy pochwalić także za grę bez piłki. Sporo punktów zdobywał, ponieważ w odpowiednim momencie uciekł rywalowi i ściął pod kosz. Małe rzeczy, ale Mateusza można tylko chwalić. Nie bez powodu w Rydze dwukrotnie wyszedł w pierwszej piątce.

Kończąc analizę naszej gry w ataku, to na razie nie ma się o co martwić. Widać, że pomysły Taylora mają sens, ale jeszcze sprawdza parę ustawień. Stąd na rozegraniu oglądaliśmy Dardana Berishe, a Adama Hrycaniuka na pozycji silnego skrzydłowego. W kuluarach się mówi, że to właśnie „Bestia” z Aleksandrem Czyżem stoczą bój o bilet do Francji. Wracając do Berishy to takiego zawodnika powinien mieć każdy trener. To chodząca bomba zegarowa, która w każdej chwili może zapalić z dystansu. Selekcjoner sprawdza go też na pozycji rozgrywającego na wypadek różnych okoliczności. W drugim spotkaniu w Rydze, nasz rywal większość czasu zaczynał bronić już na naszej połowie. Mimo tego Dardan nie miał z tym problemu. Ba! Przeciwko Słowenii nasz atak w pewnym momencie wyglądał najlepiej, kiedy za organizację odpowiedzialny był właśnie Berisha.

Spora część naszego ataku będzie także oparta na Adamie Waczyńskim i Damianie Kuligu. Ten pierwszy przez większość akcji będzie grać bez piłki, aby znaleźć dla siebie miejsce na oddanie rzutu. W tym mają mu pomagać liczne zasłony postawione przy linii końcowej. Na razie „Waca” gra w kratkę i sam zdaje sobie z tego sprawę.

Podobnie jak w Turowie Zgorzelec uniwersalnym graczem będzie Damian Kulig. Jeśli nie będzie takiej konieczności, to na pozycji środkowego w stroju reprezentacji Polski, raczej go nie zobaczymy. To akurat dobra informacja. Przy jego warunkach fizycznych będzie mieć przewagę właściwie nad każdym rywalem. W repertuarze Taylora jest kilka zagrywek, które mają na celu wyprowadzenie „czwórki” na czystą pozycję na obwodzie.

Co ciekawe przeciwko Łotwie, kiedy pod koszem graliśmy parą Kulig-Gortat, to ten pierwszy częściej grał indywidualne akcje tyłem do kosza. Nie dość, że takie rozwiązanie przynosiło punkty, to na dodatek zdezorientowana była defensywna przeciwników. Od Gortata nikt nie odejdzie, a ktoś na pomoc musi zejść. Przy naszych obwodowych każde odrzucenie na obwód, to okazja do przymierzenia na za trzy. A ma kto strzelać.

OBRONA

Po dwóch konfrontacjach z Czechami wydawało się, że nasi koszykarze szybko złapali nić porozumienia w defensywie. Na Łotwie okazało się jednak, że w tym elemencie gry mamy bardzo dużo do poprawy. W dwóch meczach straciliśmy 182 punkty. (Łotwa – Polska 84:82, Słowenia – Polska 98:97 przyp.red.)  Stanowczo za dużo.

System obronny, jaki narzucił Mike Taylor, polega głównie na wzajemnej współpracy. Jest kilka zasad, które zawodnik na odpowiedniej pozycji musi pamiętać. Jedną z najważniejszych reguł jest odcięcie od piłek rywali z pozycji dwa i trzy. Z tym od samego początku nie mamy większych problemów. Gorzej jeśli przeciwnicy zaczynają grać akcje dwójkowe.

Coach Taylor nad systemem gry reprezentacji Polski pracuje bez przerwy

Coach Taylor nad systemem gry reprezentacji Polski pracuje bez przerwy fot. Paweł Łakomski

W spotkaniu ze Słowenią mocno w tym aspekcie irytował się Marcin Gortat. Czasami wystarczył jeden pick and roll, złe przekazanie w obronie i przeciwnik mógł zrobić co chciał. Albo oddawał piłkę na obwód, albo akcje kończył center rywali. Wynika to z tego, że gracze obwodowi są jeszcze słabo zgrani z Gortatem, który jest pierwszym chętnym do przejęcia zawodnika z piłką. Tyle tylko, że w takiej sytuacji inny kolega musi przesunąć się w jego strefę. Stąd 12 punktów na koncie Alena Omicia (217 cm).

W Rydze w obydwu spotkaniach mieliśmy problemy z powrotem do obrony. Często byliśmy spóźnieni, a w takich sytuacjach rozrzucić piłkę w tempo po obwodzie jest najłatwiej. Głównie dlatego Łotysze i Słoweńcy z przyjemnością oddawali rzuty z dystansu. Inna sprawa, że trafiali na bardzo dobrym procencie.

Podsumowując. Jak do tej pory brakuje zgrania. Kilku zawodników czasami ewidentnie nie wiem jaką podjąć decyzję w obronie. Problem jak na razie pojawia się przy pick and rollach. Nie ma jednak co panikować. We Francji będziemy przygotowani pod konkretnego rywala. Wówczas nie będzie mowy, aby np. strzelca rywali przy zasłonie bronić „dołem” Na razie testujemy system, ale prawdziwe koszykarskie szachy w obronie dopiero przyjdą.

SPARINGI MÓWIĄ TYLE CO NIC

Do wszystkich gier kontrolnych podchodzimy z umiarkowanym optymizmem. Wszystko przez EuroBasket 2013 i naszą spektakularną wtopę. Dwa lata temu, choć jeszcze nie było OFENS!, również byłem blisko kadry. Mogłem na własne oczy widzieć turniej w Antwerpii. Tydzień temu, wykorzystując wakacyjną nudę, obejrzałem raz jeszcze mecz Polaków z Belgami. Polecam to spotkanie. Był to najlepszy basket wykonaniu polskiej reprezentacji od 2009 roku, kiedy dość efektownie we Wrocławiu pokonaliśmy Litwę. Z przyjemnością się na to patrzyło. Nic dziwnego, że po turnieju w Belgii uwierzyłem, że w Słowenii będzie super. Pompowałem balonik, który pękł szybciej niż mi się wydawało.

Dlaczego przypominam lato 2013? A no dlatego, aby na sparingi reprezentacji Polski brać dużą, bardzo dużą poprawkę. To czas dla trenerów. Oni znają system, założenia, wiedzą co w danej akcji chcą przetestować. Liczy się pierwszy mecz. Można być gotowym sportowo na 100%, ale co jeśli zawodnicy nie wytrzymają psychicznie? Wiadomo.

Gra inauguracyjna daje, albo zabiera. I wcale nie chodzi o zwycięstwo. Mam tu na myśli pewność siebie, bez której dla takiego zespołu jak nasz, nie ma po co wychodzić na parkiet.

Z Rygi, Paweł Łakomski

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze

Jedna odpowiedź