Czwartkowy OFENS! Kajzerka – Taylor powinien być inspiracją

Data:

W najlepszym wypadku, eliminacje do przyszłorocznego EuroBasketu staną się dla polskich klubów kopalnią wiedzy na temat nowoczesnej koszykówki, a sam Mike Taylor pierwowzorem amerykańskiego szkoleniowca, który za fasadą uśmiechów i kurtuazji, jest do bólu pragmatyczny, o czym mieli okazję przekonać się wszyscy reprezentanci w trakcie przygotowań oraz samego turnieju. W efekcie dla młodszych stażem szkoleniowców, Taylor może świecić przykładem.

Trudno mi ukryć sympatię do Mike’a Taylora. Od dziecka fascynowała mnie rzeczywistość okołoNBA-owska, więc siłą rzeczy – z paroma wyjątkami – traktowałem trenerów z USA jako bardziej rozwojowych, spoglądających na grę z nowych, ciekawszych perspektyw. Najlepszym możliwym przykładem jaki powinienem przytoczyć jest absolutny geniusz Tex Winter. To człowiek, który opracował teorię gry triangle-offense. Dzięki niej Phil Jackson zyskał symbolicznego palca, bez jakiego nie mógłby wyekspensować wszystkich jedenastu pierścieni.

Coach Taylor miał przyjemność pracować w spiżarni NBA, czyli tzw. Development League (D-League). Nie ma w tym ani krztyny sarkazmu. Miałem dużo zabawy czytając reakcje polskiego środowiska koszykarskiego, gdy Taylora potwierdzono na stanowisku szkoleniowca polskiej kadry. Wiele osób kwestionowało rzemiosło trenera właśnie z uwagi na to, że pracował na poziomie D-League – lidze, która od początku swojej egzystencji walczy o jakąkolwiek namiastkę reputacji.

W swoich rozważaniach odnośnie D-League staram się uciekać od powszechnego spojrzenia na jej status. Z perspektywy szkoleniowca – jest to laboratorium, w którym można uniknąć konsekwencji wszelkich eksperymentów. Mike Taylor wykorzystywał je, aby podbić swoją wartość w oczach ludzi, którzy mogą zdecydować o losach jego kariery. Tę szansę spożytkował relatywnie dobrze, choć zainteresowanie jego osobą z pewnością mogło być większe. Tym bardziej, że podczas pracy w Polsce przedstawił się jako bardzo kompleksowa koszykarska osobowość.

Rozmawiając z zawodnikami kadry, bardzo często słyszałem opinię o „zamerykanizowaniu” gry zespołu. Bynajmniej nie był to zarzut w stronę szkoleniowca. Zespół czerpał sporo zabawy z szybkiej gry opartej na szukaniu otwartych pozycji poprzez dobry ball-movement i wymienność pozycji. Te dwa elementy w ostatnich miesiącach przyniosły sukces dwóm drużynom oprócz reprezentacji – San Antonio Spurs i Maccabi Tel Aviv.

Coach Taylor mógł stwierdzić, że nie ma w swojej rotacji graczy, którzy mogliby w przekroju 40 minut utrzymać regularność i powtarzalność gry w bardzo szybkim tempie, opartym w dużej mierze na systemie read-and-react, czyli szukaniu swoich możliwości w błędach przeciwników. Nie zrobił tego. W jednym z wywiadów stwierdził, że niekoniecznie najlepsi zawodnicy czynią najlepszy zespół. Mantra, którą odzwierciedlił w grze bez Gortata, Lampego czy Logana.

Nie zbudował systemu pod zawodników. Wybrał zawodników pod system – voilà.

Nasi grupowi rywale byli przygotowani na dużo pick-and-rolli, na koszykówkę ze Starego Kontynentu. Nagle musieli zmierzyć się z zupełnie innym rodzajem bestii. Bestii która podaje, rozciąga i szuka opcji dającej jej największe prawdopodobieństwo zdobycia punktów czy to przez grę na dystansie w rogach i na skrzydłach, czy wykorzystanie match-upów pod koszem. To sprawiło, że Mike Taylor odniósł sukces. Zmienił dotychczasowe priorytety gry kadry, w szczególności te opierające się na eksploatowaniu gwiazd, których de facto w tym roku nie było (z całym szacunkiem do Wacy, który na ogół robi znacznie więcej niż bycie gwiazdą). Był za to kolektyw.

Bez względu na to czy Marcin Gortat, Maciej Lampe i cała reszta naturalizowanych kandydatów dołączy do zespołu na przyszłoroczne Mistrzostwa Europy, coach Taylor pozostanie oddany swoim zasadom, a te wyciągają na wierzch każdą najmniejszą przewagę ukrytą  w tuzinach rotacji, jakie trener stosuje i jakie mógłby zastosować.

Przekładając te rozważania na poletko PLK, rodzi się we mnie ciekawość – czy którykolwiek z szesnastu trenerów siedząc w wygodnej kanapie i oglądając reprezentację, uderzony przykładem gry stwierdził w pewnym momencie – ok, to jest element ofensywy, który mogę zastosować u siebie, bo mam do tego odpowiednich graczy.

Różnorodność, jaką oferował reprezentantom styl zaordynowany przez Taylora, przez wielu trenerów powinien zostać potraktowany jak akademia koszykówki. Było w nim wiele ofensywnych rozwiązań zaczerpniętych z amerykańskiej szkoły i co ważniejsze – trener udowodnił, że koszykarze grający w TBL mają wystarczająco dużo talentu i umiejętności, aby sprostać wymaganiom.

Z uwagi na propolski profil OFENS! postaram się w nowym sezonie PLK przyglądać bliżej rozwojowi myśli szkoleniowej. M.in. u trenera Miodraga Rajkovića, który stanie w Eurolidze przed jednym z najważniejszych testów w zawodowej karierze. Ostatecznie coach Taylor mógł złamać dla polskiej koszykówki wiele barier. Trzeba tylko rozpoznać nowe horyzonty.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Michał Kajzerek
Współpracownik

Komentarze