Dajcie nam EuroBasket!

Data:

7 wrzesień 2009, 8 czerwca 2012, 30 sierpnia 2014 roku. Trzy daty, początek trzech największych imprez organizowanych na polskiej ziemi po 1989 roku. Dziś już tak się nie pamięta, że swoisty boom na duże turnieje rozpoczęła koszykówka z EuroBasketem 2009. Wówczas była to największa impreza w w ostatnich kilkudziesięciu latach, a dopiero później została przyćmiona piłkarskim EURO i obecnie trwającymi siatkarskimi mistrzostwami świata. Mimo, że od koszykarskiego turnieju minęło ledwie pięć lat, jak tak się popatrzy na sportową infrastrukturę w kraju, wydaje się jakby upłynęło przynajmniej dwa razy więcej czasu.

62 tysiące widzów oglądających siatkówkę, szok! Dziś swobodnie można zachwycać się meczem na Stadionie Narodowym lub w ultranowoczesnej Kraków Arenie. W końcu mamy się czym pochwalić przed światem i gdzie organizować gigantyczne imprezy. Gdy goszczono u nas najlepszych koszykarzy z Europy, spotkania trzeba było rozgrywać w wysłużonych obiektach takich jak Arena w Poznania i Olivia w Gdańsku lub w średnio nadającym się do wielkiego sportu warszawskim Torwarze. Dziś środowisko sportowe ma pełen luksus, by z pompą przeprowadzić mistrzowski turniej w każdej dyscyplinie – do dyspozycji są aż cztery hale z pojemnością osób powyżej 10000 osób. To dwa razy więcej niż jeszcze w 2009 roku, gdy narzekano na obiekty, w których musieli grać Tony Parker, Pau Gasol i inni gracze światowego formatu.

Spoglądając na zmieniające się realia i powstające ostatnio jak grzyby po deszczu nowe obiekty, jestem zdania, że EuroBasket zawitał do Polski o kilka lat za wcześnie. Na pewno nie wyciśnięto wówczas całego potencjału jaki drzemie w jednej z najważniejszych imprez w sportowym kalendarzu na Starym Kontynencie. Dopiero teraz pod względem infrastruktury jesteśmy krajem w pełni gotowym do przeprowadzenia tak dużej operacji jaką są koszykarskie mistrzostwa Europy. O tym, że potrafimy naprawdę dobrze zorganizować sportową imprezę dużej rangi, myślą chyba wszyscy w Europie za wyjątkiem samych Polaków. Dlatego warto mieć nadzieję, że 8 wrzesnia po decyzji FIBA w sprawie organizacji ME 2015 skapnie dla nas chociaż część organizacyjnego tortu, tak aby reprezentacja swoje mecze w pierwszej fazie rozgrywała w kraju.

Zdaję sobie sprawę, że to, co miało miejsce w sobotę w przypadku siatkarskiego meczu otwarcia Polska – Serbia, w koszykówce na razie jest trudne lub zwyczajnie niemożliwe do powtórzenia. Dobrze jest marzyć, ale reprezentacja Polski nie zapełni oczywiście od zaraz całego Stadionu Narodowego, jednak ostatnie wyniki oglądalności, gdzie mecz z Austrią oglądało nawet powyżej pół miliona osób, muszą dawać powody do optymizmu na przyszłość.

Dla przeciętnego widza najważniejsze są wyniki, a jeśli kadra wygrywa, widz przed telewizor wraca. Nakręca się pozytywna spirala jaką mogliśmy obserwować w sierpniu wokół naszej reprezentacji, która dociera także do osób kompletnie nie śledzących Tauron Basket Ligi lub NBA, bo jak inaczej wytłumaczyć najwyższą oglądalność akurat z przeciętną Austrią? To trochę jak z galami bokserskimi Polsatu, gdzie często stawką jest co najwyżej przysłowiowy pas(ek) od spodni, a mimo to ludzie chętnie to oglądają, bo w 90% wygrywają Polacy. Za rok o tej porze wszyscy oczywiście liczymy na zwycięstwa już z drużynami lepszymi niż Austria. O nie nigdzie nie będzie łatwiej niż na własnej ziemi.

Tak jak nie rozumiałem kompletnie starań PZKosz. o dziką kartę na mistrzostwa świata, tak walkę o EuroBasket w Polsce popieram. Jestem przekonany, że tak kolos jak Kraków Arena nie musi być wypełniona tylko na pokazowe mecze z udziałem Marcina Gortata, Wojska Polskiego i celebrytów, gdy wejściówki są rozdawane za darmo. Mecze reprezentacji w Krakowie na EuroBaskecie 2015 to 15000 widzów na hali i sześciocyfrowa widownia przed telewizyjnymi odbiornikami. Ja jestem na tak! O ile telewizja nie zdecydowałaby się zakodować mistrzostw.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Piotr Grabowski

Z urodzenia mieszkaniec miasta, gdzie męska koszykówka z jej damska odmianą przegrywa na łopatki. Z wykształcenia historyk pamiętający o dokonaniach Walentego Kłyszejki, Witolda Zagórskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Komentarze