Dlaczego PLK potrzebuje rewolucji!

Data:

Jeśli zaczynasz czytać ten tekst, to chciałbym Ci bardzo podziękować. Należysz do grona wybranych. Do tej niewielkiej garstki, którą jeszcze interesuje produkt pod nazwą Polska Liga Koszykówki. Wielu znajomych zadaje mi pytanie. – Dlaczego interesujesz się ligą PLK, która mało kogo obchodzi? Z dnia na dzień znikają argumenty, dlaczego to robię. Masochizm? Lokalny patriotyzm? Chęć oglądania tego, co na wyciągnięcie ręki?

W ubiegłym tygodniu na Twitterze przetoczyła się dyskusja o stanie polskiej koszykówki. Doszło do niecodziennej sytuacji. Adam Romański – często występujący w roli rzecznika PZKosz i PLK – przyznał, że ten sezon nie jest udany. Poniżej możecie znaleźć dyskusję, jaką odbyliśmy.

Adam Romański nie chce – w przeciwieństwie do mnie – rewolucji, także personalnej. Chciałby za to  konstruktywnej rozmowy. Ale takich rozmów były już setki. Nic z nich nie wynikało i nie wyniknie. Dlatego jestem za rewolucją. I podejrzewam, że nie jestem jedyny. 

Dziewięć lat temu aktualne jak dziś

Paweł Łakomski dokopał się do rozmowy pana Adama (wtedy dyrektora sportowego Czarnych Słupsk) z Łukaszem Ceglińskim z 2008. Pada tam m.in. takie zdanie. 

Łukasz Cegliński: Co jest przyczyną upadku polskiej koszykówki? 

Adam Romański: Ameryki nie odkryję: przespany został okres prosperity, a po nim koszykówka sama się nie broni. Nie mamy struktur, zawodników, ludzi… Nie wychowaliśmy też żadnego koszykarza, który pociągnąłby ten sport marketingowo, tak, jak Pau Gasol w Hiszpanii czy Tony Parker we Francji.

Rozmowa ma już  DZIEWIĘĆ lat. Natomiast liga nadal śpi. Zbawcą miał być Grzegorz Bachański i jego Nowy PZKosz, który miał rzekomo świadomość problemów, olbrzymi zastrzyk gotówki w postaci firmy Tauron, posiadał nawet gwiazdę, która mogłaby pociągnąć ten sport marketingowo – Marcina Gortata – zawodnika pierwszej piątki klubu NBA, którego na salony zaprasza premier czy prezydent, jest na okładkach niesportowych gazet, jest ambasadorem dużych firm i twarzą społecznej kampanii, buduje pozytywny wizerunek wokół siebie i koszykówki, gości w telewizjach śniadaniowych.

Pieniądze od Taurona zwyczajnie przejedzono – następcy nie widać, Gortat za chwilę skończy karierę, liga/dyscyplina, po raz kilkunasty obudzi się z ręką w nocniku. Obecna ekipa miała wszystkie środki ku temu, by pchnąć dyscyplinę/ligę wyżej. Wyszło zupełnie odwrotnie. 

Gdyby to samo pytanie zadano dziś (styczeń 2017) to odpowiedziałbym: Marketing ligi i rozumienie nowych mediów nie istnieje, a sama koszykówka się nie obroni. Dlatego moja cierpliwość w oczekiwaniu, że obecna ekipa ludzi wykona jakąkolwiek zmianę, wyczerpała się. 

Koszykówka nigdy nie była moim zawodem. Nie należę do wąskiego grona szczęśliwców, którzy czas pracy poświęcają właśnie na to. Ten tekst powstaje kosztem zarwania nocy, po godzinach. Od tych właśnie szczęśliwców – którzy pracują w PZKosz i PLK wymagam, by dawali mi atrakcyjny produkt. Jestem, podobnie jak reszta kibiców, jego wiernym odbiorcą.Tylko co robią twórcy tego produktu, by mnie do niego zachęcić? 

W ubiegły poniedziałek stacja Canal+ Sport, z okazji Martin Luther King Day w NBA, zorganizowała przedmeczową rozmowę ekspertów. Niby nic wielkiego. Tymczasem coś, co w dzisiejszych czasach powinno być normalnością, urosło w gronie fanów PLK do miana wydarzenia. Ktoś nawet uznał, że powinien powstać z tej okazji osobny, chwalący artykuł. Odbiorcy koszykówki w Polsce znajdują się w takim stanie, że są gotowi wynosić pod niebiosa cokolwiek, co świadczy o solidnie wykonanej robocie. Bo na co dzień przywykli do mizerności, bylejakości, bezbarwności, czegoś, co nie wystaje nawet poza średnią.

PLK – niechciane dziecko telewizji Polsat

Koszykówka ligowa jest obecnie transmitowana w stacji Polsat Sport – kanale zamkniętym. Wciśnięta gdzieś pomiędzy rozmowy o piłce nożnej i mecze siatkówki. Już nie dwa razy w tygodniu, ale raz. O 12.40 w niedzielę mecze śledzi od 7 do 35 tys. osób. Skrupulatnie zestawienia oglądalności przedstawia co tydzień Tomasz Sobiech z portalu Polskikosz.pl. Oczywiście co jakiś czas ktoś mu napisze, że tymi zestawieniami i ostrym językiem w jakim opisuje małe liczby, szkodzi koszykówce.

Jestem szczęśliwcem, który posiada ten kanał i jakoś nie przypominam sobie ani jednej reklamy, zapowiedzi jakiegokolwiek ze spotkań. Sytuacja, w której liga dopłaca do transmisji zamiast dostawać kasę za prawa telewizyjne, to kuriozum. Polska Liga Koszykówki nie ma nawet pięciominutowego programu publicystycznego – odpowiednika piłkarskiego Cafe Futbol.

Jeśli dla telewizji Polsat koszykówka jest niechcianym dzieckiem, to dlaczego nikt nie pomyślał, by wszystko przenieść do internetu? Nie trzeba będzie czekać na raporty portali i się później na nie obrażać. Od razu będzie widać, ile osób śledzi dany program czy transmisję. Według danych z 2015 r. 75,8 % „gospodarstw domowych” ma dostęp do internetu. To olbrzymia grupa ludzi. Na pewno większa niż abonenci Polsatu. 

95 % ciekawych treści o lidze jej odbiorca znajduje właśnie tam i jest tworzona z…czystej zajawki. Jeśli chce posłuchać dyskusji o koszykówce i tym, co się w niej dzieje, ma do wyboru internetowe podcasty #RadioOfens i #SytuacjaEkstra.

Tu mała dygresja. Rok temu razem z Pawłem Łakomskim nagrywaliśmy amatorskie wideo z naszych rozmów z koszykarzami, które wrzucaliśmy na Youtube. Pewnie porównując to z możliwościami, które daje telewizja, była to totalna amatorka. Produkt od dwóch szurniętych zapaleńców dla garstki kilkuset, czasem nawet kilku tysięcy osób. Udało nam się jednak wejść z kamerą do szatni koszykarskiej Barcelony, relacjonować obszernie ligowe play-offy/występy kadry, czy zaprosić do wspólnej rozmowy trenerów czy koszykarzy. Tworząc portal założyliśmy, że będziemy dawać coś innego, niż sucha relacja. Udaje to nam się z różnym skutkiem, ale próbujemy. Nie robimy tego dla kasy, ale w dużej mierze z miłości do koszykówki. Pogodziliśmy się z faktem, że naszą sceną jest internet, a główną nagrodą komentarz w stylu „dobrze się czytało”,” fajnie się was słucha”. Jesteśmy trochę jak zespół rockowy z ogólniaka, który gra koncerty w obskurnych barach dla garstki zapaleńców i koleżanek z klasy. I dziękujemy, że mimo wszystko tutaj jesteście. 

A co to jest Snapchat?

Lepsi koszykarze nie sprawią, że przed telewizorami zasiądą miliony. Potrzebny jest na początek po prostu dobrze opakowany produkt. Zaprzeczenie obecnego. Tymczasem media społecznościowe Polskiej Ligi Koszykówki to żart. Kojarzycie zdjęcie na oficjalnym profilu PLK? Przecież tam brakuje jedynie podpisu „Grafik płakał, jak projektował”.

Czy w PLK ktoś słyszał o istnieniu Snapchata czy Instagrama?  Czy ktoś słyszał o sponsorowanych postach czy istnieniu facebookowych emoji? Odpowiedzialni za to ludzie na pewno nie, bo mrówczej, twórczej i ciekawej treści nie znajdziemy ani na Facebooku, ani na Twitterze ligi. Dlaczego jeden z twitterowiczów potrafi zmontować na swoim laptopie ciekawy klip, zapowiadający pojedynek Siarki ze Startem z dna ligowej tabeli, a nie potrafi zrobić tego PLK?

Czy ktoś zastanowił się, w jaki sposób dotrzeć z ligowym produktem do dzieci i nastolatków? Co mogą przeglądać na komórce w autobusie do szkoły, jeśli akurat interesują się polską koszykówką? Dlaczego kilku media menedżerów w klubach koszykówki wie, jak tworzyć atrakcyjny produkt, a nie wie tego sama liga? Czy ich działaniom towarzyszą wielomilionowe budżety?

Dlaczego rewelacyjna i budująca społeczność gra, jaką jest Manager PLK powstała w Słupsku, we Włocławku kibice dostają meczową gazetę, filmy dokumentalne o zespole (ze świetnymi zdjęciami) w Zgorzelcu, a w Zielonej Górze kibice udanie rozkręcają charytatywne akcje? Dlaczego nie będąca przecież finansowym krezusem Polpharma ma zaś świetny dział wideo? Mapy rzutów dla ekstraklasy i I ligi? To robota serwisu Puls Basketu. Wideo z kulisów kadry czy wyjazdu Rosy Radom na mecz w Litwie? Znajdziesz to na OFENS TV. Dlaczego nawet jeden ze sponsorów ligi tworzy więcej materiałów promocyjnych niż ona sama? 

Pytania można mnożyć. Zadam jeszcze kilkanaście.

Dlaczego ligowa strona „wywala się” i nie można na nią wejść? To nie dzieje się od święta. Mam wierzyć w słynne ataki hakerów? Dlaczego nadal jest w barwach magenty, skoro umowa z Tauronem przeszła już do historii? Dlaczego statystyki live mają taki bajzel ze zdjęciami graczy? Dlaczego aplikacja PLK nie pozwala mi na śledzenie szczegółowe wyników live? Gdzie jest Mecz Gwiazd? Dlaczego jedyna interakcja z kibicami ogranicza się do słynnej zagadki podczas transmisji w telewizji? Dlaczego liga każe zdjąć logo Wilków Morskich ze środka parkietu, jednocześnie pozwalając by całe boiska klubów były zawalone śliskimi naklejkami o wątpliwej estetyce? Dlaczego słynne zamieszanie z przelewami w Słupsku liga zamiotła pod dywan, nie wydając ani jednego nawet komunikatu o swoim stosunku do sprawy? Kiedy ostatni raz Polska Liga Koszykówki gościła w Dzień Dobry TVN czy innym programie telewizji śniadaniowej? Dlaczego nie korzysta się z tego, że koszykarze i trenerzy to barwni, mający wiele ciekawego do powiedzenia ludzie? Czegoś więcej niż „Kluczem do zwycięstwa była nasza obrona”. Dlaczego rządzi bylejakość? 

Skuterem w płot

Wspomnę tylko jedną z marketingowych akcji ligi, bo przecież nie było ich wiele – Suzuki Drive Miesiąca. Ktoś wpadł na pomysł, żeby kibice wybierali najlepsze wejście pod kosz każdego miesiąca. Nagrodą główną na zakończenie sezonu był skuter. Nie dla wybierającego kibica, lecz dla autora najlepszej akcji. A przecież konkurs powinien być zrobiony z myślą o atrakcyjnej nagrodzie dla głosujących, nie dla koszykarza, którego spokojnie stać na taki skuter. To tak, jakby w konkursach o wielką forsę w ogólnopolskich rozgłośniach radiowych walczyli dziennikarze, nie zaś dzwoniący do radia słuchacze.

Dlaczego strona Polskiej Ligi Koszykówki nie daje nic ponad standard mecz, relacja, wynik?

Dlaczego nie ma na niej miejsca na wywiady z trenerami czy zawodnikami, nie wspominając już o jakiejś innej formie dziennikarskiej, jak felieton czy reportaż? Okej. Znalazłem ostatnio jedno. Przed hitem Rosa vs. Stelmet zadano trzy pytania Damianowi Jeszkemu. Tyle.

Za to nikt nie wpadł na pomysł, by zrobić osobny post o nieprawdopodobnym rzucie z połowy z automatycznie odtwarzającym się wideo i zachęcającym do obejrzenia opisem. To także mamy zrzucić na oszczędności? Czy może zwykłe „Nie chce mi się”? 

Liga, która ma duże wymagania wobec klubów, nie ma zaś wymagań do siebie. U niej pojęcia marketing, social media manager, event manager – nie istnieją. Zastanawiam się, co starano się przekazać na nieistniejących już szkoleniach dla media managerów w Spale, skoro liga sama nie ma zielonego pojęcia, jak swoje social media prowadzić? Do tego wcale nie potrzeba wielomilionowego budżetu. 

Dość udawania, że jest dobrze! 

W środę przeczytałem wywiad z prezesem ligi w Przeglądzie Sportowym. Nudy. Z rozmowy wynika, że władze i pracownicy ligi ciężko pracują, rozmawiają z potencjalnymi sponsorami, promują koszykówkę jak mogą, a ich mrówcza praca musi w końcu przynieść efekty. Minęły lata. Poprawy nie widać. Istnieje za to teoria, że będzie lepiej, gdy przyjdzie sukces sportowy klubu lub kadry. Wierzycie w bajki? Sytuacja i tłumaczenia rządzących ligą świetnie opisuje ten obrazek. 

Na koniec już ostatnie pytanie, na wszelki wypadek, gdyby ktoś z obrońców ligi przeczytał ten tekst i zasłoniłby się brakiem funduszy na działania marketingowe. PLK i PZKosz (z budżetem na 17 mln zł) to praktycznie ci sami ludzie, którzy zamieniają się jedynie stanowiskami. I usilnie starają się tak odwracać kota ogonem, by tej pracy nie stracić. 

Dlaczego w PZKosz udaje się znaleźć środki na tak absurdalne wydatki, jak wyjazd szkoleniowca kadry na Ligę Letnią do Las Vegas (po co?) a nie stać związku na rekrutację ludzi z głową pełną pomysłów, rozumiejących świat mediów społecznościowych, nowe trendy, którzy daliby się pokroić za pracę przy koszykówce? A może po prostu specjalistów w tej dziedzinie? (Dobrze opakowany produkt na pewno łatwiej przyciągnąłby sponsorów niż ten obecny. To, że nikt wielkich pieniędzy nie chce dać na promocję koszykówki powinien komuś przy Ciołka dać coś w końcu do myślenia). 

Przepraszam, ale po latach zapewnień, że głosy kibiców i dziennikarzy są ważne, że liga w końcu zaraz, za chwilę ruszy z kopyta, że potrzeba cierpliwości, merytorycznej rozmowy, żeby nie pisać o tym, że pan X i Y za bardzo się nie starał by tą koszykówkę ładniej opakować – bo właśnie stracił pracę. Drodzy sternicy PLK i PZKosz. Przez lata było Wam wygodnie, żyliście jak pączki w maśle, mieliście nas – dziennikarzy, kibiców – za przeproszeniem, w dupie. Wybaczcie. Ja już straciłem wiarę, że cokolwiek możecie zmienić na lepsze.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Kosma Zatorski

Dziennikarz z Zielonej Góry, gdzie na co dzień pracuje w oddziale Gazety Wyborczej. Myśli o koszykówce 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Fan Giannisa Antetokounmpo, Steve'a Nasha i filmów Wesa Andersona. W kuchni cały czas pracuje nad recepturą burgera idealnego. Beatwriter Stelmetu Zielona Góra.

Komentarze