Efekt Quintona Hosleya

Data:

Gdy Quinton Hosley zdecydował się na powrót po roku przerwy do Zielonej Góry, były już wtedy trener Stelmetu Mihailo Uvalin gratulował transferu właścicielowi klubu na Twitterze. – Gratuluje Januszowi, że udało mu się ściągnąć jego ulubionego gracza z powrotem do Zielonej Góry – pisał. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że serbski trener i amerykański skrzydłowy, nie mieli najcieplejszych relacji.

Zielonogórskich kibiców ogarnęła euforia. Pamiętali „efekt Hosleya” w wygranych przed dwoma laty finałach przeciwko Turowowi Zgorzelec. Amerykanin wtedy rządził i dzielił po obu stronach parkietu. Wyglądało to tak, jakby po prostu przespacerował sobie nonszalancko 3/4 sezonu, by w play-offach wspiąć się na wyżyny zaangażowania. Wraz z nim przyszła najlepsza forma. Finały z trybun obserwował jego ojciec Ronald Matthias.

Charakterologiczne przeciwieństwo. Otwarty, uśmiechnięty od ucha do ucha, dowcipkujący gaduła. Podróżował na mecze do Zgorzelca autobusem razem z zawodnikami. Polubiła go od razu reszta drużyny. Pytałem, czy pamięta gdy syn ograł go pierwszy raz 1 na 1. –  To było… Wróć! Jeszcze raz. Nigdy nie dałem mu się ograć, ponieważ zakończyłem karierę przed tym, jak byłby w stanie już mnie ograć! [śmiech] Pamiętam doskonale, jak pierwszy raz przyszedłem na jego mecz, a on wtedy właśnie po raz pierwszy zapakował nad kimś piłkę i w dodatku był faulowany. To pomogło mu zyskać pewność we własne umiejętności i wiarę w siebie – mówił Matthias.

Dodawał, że Quinton stał się bardziej wszechstronnym graczem niż on sam, a talent rzutowy odziedziczył po matce. Ciekawe czy wtedy spodziewał się, że podobnie jak syn, jeszcze raz pojawi się w naszym kraju.

Z Saso wszystko zaczęło się od nowa

Powrót do Polski Hosleya zbiegł się z przyjazdem Qyntela Woodsa. To dało mediom i kibicom pretekst do zabawy i porównań, kto jest tym jedynym „Q” w lidze. Obaj gracze oczywiście podkreślali w wywiadach szacunek dla wzajemnych umiejętności. W pierwszym starciu górą był Hosley, który wyłączył atak Woodsa aż do czasu, gdy wynik był rostrzygnięty.

Był to najlepszy mecz Stelmetu Zielona Góra w lidze pod wodzą trenera Andrzeja Adamka, który wtedy jeszcze prowadził Stelmet. Pierwszy mały zgrzyt na linii zawodnik trener pojawił się, gdy Hosley stwierdził, że nie jest odpowiednio wykorzystywany w ataku drużyny. Stelmetowi w lidze przydarzały się wpadki, a w Eurocupie nie była pod jego wodzą w stanie wygrać ani jednego spotkania. Andrzej Adamek pożegnał się z posadą szkoleniowca, a zastąpił go Saso Filipowski. Trener, który do tej pory ma najwyższy odsetek wygranych wśród wszystkich szkoleniowców Turowa Zgorzelec – 71 proc., od samego początku wziął cały zespół mocno do pracy. – W końcu czujemy się, jak koszykarze, a nie jak dziewczyny! – żartował kapitan Łukasz Koszarek.

Filozofia Słoweńca jest prosta. Koszykówka zaczyna się od obrony i wygranej deski. W obronie akcent położył na to, by jego gracze mocno przykładali się do pracy rąk w defensywie – za tym poszła większa ilość przechwytów, które otwierały zespołowi grę z kontrataku. Ciężko o większego specjalistę w tym elemencie niż Hosley. To głównie za jego sprawą Stelmet prowadzi w lidze w statystyce procentu defensywnych posiadań zakończonych przechwytem – 12.1 %. Od listopada do marca zespół lidera #tblpl wywindował swoją efektywność w obronie do drugiego miejsca w lidze – 95.18. Lepsza nadal jest tylko Rosa Radom – 92.09.

sasohosley

Ponadto jednym z usprawnień ataku, na które zdecydował się nowy trener, było znalezienie w nim nowej roli dla Quintona Hosleya. Tej, której nie miał u Adamka. Zespół w pierwszych kwartach szuka Hosleya, podający dają mu więcej szans na złapanie punktowego rytmu. Nawet jeżeli mecz zaczyna od pięciu niecelnych rzutów, to nie musi się martwić, że powędruje na ławkę.Średnio oddaje 12.7 rzutu na mecz trafiając z gry 41.7 proc – skuteczność, to rzecz, do której można mieć nieco pretensji. Dodaj do tego średnią 3,4 asyst, które uwielbia rozdawać, a ta statystyka mogła by wyglądać jeszcze lepiej, gdyby ścinający często pod kosz Adam Hrycaniuk miał lepszy chwyt piłki.

Stelmet Hosleyocentryczny?

Na czym polega uniwersalność Hosleya w obronie, która pozwala mu kryć zawodników na pozycjach od 1 do 4? Ba, możemy założyć nawet, że i 5? Wzrost 201, długi zasięg ramion, refleks i nienaganna praca nóg. Może bronić zarówno grę przodem i tyłem do kosza. Przechwyty, wywieranie presji na kozłującym, bloki, bloki z pomocy, zbiórki na obu tablicach. Quinton pełni w warsztacie Stelmetu rolę „złotej rączki”. Często naprawia błędy w obronie kolegów bądź też wyręcza ich w kryciu. Gdy do Zielonej Góry przyjeżdża strzelec, to wiadomo, kto będzie uprzykrzał mu życie na parkiecie.

Scottie Pippen – mówi o grze Hosleya Kamil Chanas.

Komplement, na który Quinton tylko szeroko się uśmiecha. Jeżeli słyszymy o tym, że gracze pracują nad sobą indywidualnie, to głównie zależy im na poprawie gry po drugiej stronie boiska. Chcą mieć lepszy kozioł, dynamiczny pierwszy krok, niektórzy nawet zmieniają sposób rzucania. Specjalisty od obrony, pytam, jak można nad nią pracować? – Koszykówka to gra, gdzie atak i obrona są tak samo istotne. Oczywiście są zestawy ćwiczeń, które mogą pomóc ci stać się lepszym obrońcą, jednak najlepszym ćwiczeniem jest gra pięciu na pięciu. Ważne jest to, aby pracować nad pracą swoich nóg w obronie, nad ich dynamiką. To samo dotyczy twoich rąk. Dla mnie spore znaczenie ma w tym elemencie przewidywanie, wyprzedzanie myśli, tego co za chwilę zrobi mój przeciwnik – tłumaczy zawodnik.

hosley2

Amerykanin sprawia wrażenie, jakby był motorycznie świetnie przygotowany do sezonu. Gdy sytuacja tego wymaga haruje na każdym metrze boiska i nieważne, że jest to jego dwudziesta, trzydziesta minuta na parkiecie. – Tak wyglądam? To fajnie, że ludzie mają takie odczucia, bo moje ciało myśli co innego. Gdy jestem na boisku, to chce na nim zostawić jak najwięcej mogę, dla mojego zespołu – mówi.

Szczerość Hosleya

Kolejna zaleta? Introwertyk, nie szuka mikrofonów dziennikarzy. Pewnie, gdyby mógł, to nie odezwałby się przez cały sezon. Gdy już zgodzi się na rozmowę, to obca jest mu koszykarska nowomowa. Mówi, co myśli. Nawet, gdy mówi rzeczy niepopularne. Tak było, gdy wyleciał z boiska w pucharowym meczu przeciwko Budocnosci Podgorica. Powiedział, że chciał w ten sposób wstrząsnąć zespołem, że wymaga od swoich kolegów większej pracy i zaangażowania. W tym sezonie Amerykanin skrytykował nawet politykę transferową klubu. Mówił, że nie podoba mu się zatrudnianie nowych graczy w momencie, kiedy klub wobec swoich zawodników ma finansowe zaległości.

Właściciel zespołu Janusz Jasiński paradoksalnie przyznał, że zgadza się z krytyką swojego ulubionego gracza. Zaznaczył jednak, że takie sytuacje nie miały w tym sezonie miejsca – nowi gracze pojawiali się dopiero wtedy, gdy wyjechali ci, których mieli zastąpić.

Saso Filipowski kupił sobie nowy rower i zamierza nim wiosną przyjeżdżać na treningi Stelmetu. Jego przyjście do Zielonej Góry też było czymś w rodzaju zmiany pory roku. Odmieniło szatnię, styl i grę drużyny. W układance Słoweńca Quinton Hosley jest kluczowym, kimś w rodzaju środkowego puzzla. Centralną postacią obrony i zarazem jej najlepszym strzelcem.

To jest doświadczony zawodnik, świetnie rozumie koszykówkę, a w obronie jest jednym z najlepszych zawodników w Europie. Gra zespołowo, chce walczyć i wygrywa. Ponadto on nigdy nie odpuszcza. Swoim charakterem na pewno pomaga zespołowi – mówi mi Saso Filipowski. W Zielonej Górze modlą się, by jego obecna forma utrzymała się do najważniejszych meczów sezonu.

P.S. Na deser dwie defensywne akcje Quintona. Tak, dla przykładu. Z ostatniego meczu przeciwko Treflowi Sopot. Szybkie ręce w obronie…

i sprint od kosza do narożnika boiska po blok na Michale Michalaku.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Kosma Zatorski

Dziennikarz z Zielonej Góry, gdzie na co dzień pracuje w oddziale Gazety Wyborczej. Myśli o koszykówce 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Fan Giannisa Antetokounmpo, Steve'a Nasha i filmów Wesa Andersona. Beatwriter Stelmetu Zielona Góra.

Komentarze