Emocje.tv od kuchni – rozmowa z Arturem Kuszlem

Data:

Gdy na początku rozmowy z Arturem Kuszlem zapytałem go z przymrużeniem oka, czy czuje się w tym sezonie na swój sposób szarą eminencją polskiej koszykówki, tylko się uśmiechnął na ten zwrot. Może mało kto kojarzy jego nazwisko, nie wyskakuje on z każdej lodówki, ale kierowane przez niego Emocje.TV wyskakują już jak najbardziej – co prawda nie z lodówki, ale z wielu monitorów fanów Tauron Basket Ligi. To właśnie projekt, za którym stoi firma Media Mine Sp. z o.o. na czele z prezesem zarządu, którym jest Artur Kuszel, pociąga w tym sezonie za wiele sznurków i towarzyszy kibicom w każdy ligowy weekend. Krytykujemy, narzekamy, ale do przekazów Emocji stale wracamy i przede wszystkim solennie płacimy.

Jest sobota, z reguły jest kilka spotkań Tauron Basket Ligi, dla was w firmie gorący czas. Jak wygląda dla Ciebie taki dzień meczowy? Pytam, bo widziałem kilkakrotnie jak reagowałeś niemal od razu na zgłaszane problemy na Twitterze.

Gdy nadajemy spotkania i ma to miejsce głównie w weekend, staram się śledzić na bieżąco telefon, często też przeglądam Twittera i jeśli jest jakiś problem, a mam możliwość, aby go rozwiązać, oczywiście to robię, choć szczerze nie muszę tym zajmować się zbyt często. Reklamacje zgłasza jakieś 4-5% oglądających. Przeglądam te zgłoszenia i często dotyczy to bardzo prozaicznych spraw, które nie działają poprawnie po stronie klienta i nie trzeba być wielkim specjalistą od komputera, by to dostrzec. Jeśli się coś dzieje poważniejszego z transmisją, oprócz naszych operatorów na poszczególnych halach mamy też człowieka na miejscu w Warszawie, który czuwa nad problemami informatycznymi.

A co z osobami, które jeżdżą ze sprzętem na mecze? Jak logistycznie rozkładacie plany na poszczególną kolejkę?

Nie jesteśmy dużą firmą, na początku tygodnia znając cały rozkład siadamy i układamy sobie grafik i jeśli akurat tak się dobrze ułoży, wyruszamy w 4-5 osób, aby umiejętnie ograniczyć koszty. Przyjmijmy taką sytuację: jest trasa na przykład Kutno, Włocławek, Starogard Gdański, to staramy się pakować z całym sprzętem w jedno auto. Podobnie staramy się ograniczać zbędne wydatki, jeśli chodzi o mecze dzień po dniu lub, gdy rozgrywane są co dwa dni w bliskich odległościach jak miało to miejsce teraz w Trójmieście. Wtedy nie wracamy do Warszawy, tylko nasz człowiek cały czas przebywa na miejscu, ewentualnie się niedaleko przemieszcza. Sprzyja zwłaszcza temu położenie klubów na Pomorzu. Jest to dla nas korzystne rozwiązanie, które pozwala firmie zaoszczędzić nieco pieniędzy i nie musimy za każdym razem tracić czasu na podróż.

Kim są ludzie, którzy siedzą za kamerą? W ogóle w firmie tak prywatnie jesteście fanami koszykówki czy jest to tylko robota jak każda inna?

Osoby, które jeżdżą ze sprzętem i potem to wszystko rozkładają na hali, mają określone kwalifikacje, są zawodowymi operatorami, ukończyły szkoły telewizyjno-filmowe i nikt pracujący przy realizacji transmisji nie jest z przypadku. Tylko ja przeszedłem nieco inną drogę, nie mam dyplomu studiów, gdyż zacząłem bardzo szybko pracować i mam dzięki temu teraz już spore doświadczenie, więc mój przypadek jest nieco inny. A czy jesteśmy kibicami basketu? Tak bym o nas nie powiedział, nasi ludzie nie siedzą w tym tak głęboko. Oczywiście pracując przy koszykówce trudno mimowolnie coraz bardziej się w niej nie orientować, poznawać ludzi. Jest to dyscyplina mi czy moim kolegom bliższa na pewno niż przed rozpoczęciem współpracy z PLK, ale kibicowaniem w ogólnym rozumieniu tego słowa bym tego nie nazwał.

To, że jesteście spoza środowiska, nie przeszkadza firmie w ocenie odbiorców? Praktycznie nikt z koszykarskich kibiców nie słyszał wcześniej o waszych projektach.

Nie jestem zwolennikiem teorii, że relacje powinny robić przede wszystkim osoby siedzące w środku i oddychające tym sportem. Gdyby pasjonaci chcieli to robić, to podejrzewam, że wyglądałoby to tak, że ja czy ktokolwiek inny nie chciałby tego oglądać i za to płacić. To, że jest się pasjonatem, najczęściej jednak będzie też oznaczać, że ktoś taki nie zajmując się tym zawodowo, nie będzie posiadać dobrej kamery i całego sprzętu, dzięki któremu można byłoby zrobić transmisje. Umówmy się, nie jeżdżę po Polsce z kamerą, którą nagrywa się filmy z wakacji, do realizacji transmisji potrzebny jest znacznie lepszy sprzęt.

A z jakiej więc półki jest wasz sprzęt, który widać na halach?

Realizowaliśmy sporo projektów zaczynając od współpracy z PZPN po wiele innych wydarzeń i nasz sprzęt się sprawdzał i jest to naprawdę solidna półka. Z tego samego korzystamy przy meczach koszykówki oraz między innymi przy transmisjach z ligi futsalu, które można oglądać na Orange Sport. Sama kamera ma wartość około 20 tysięcy złotych, do tego dochodzi specjalistyczna karta potrzebna do transmisji warta kolejne 5 tysięcy. Nie możemy się co prawda równać z dużym telewizyjnym studiem, jednak na pewno nie można powiedzieć, że pracujemy na słabym sprzęcie.

Pozostaje jeszcze kwestia braku zegara, która bywa dość uciążliwa. Czy coś w tym temacie się zmieni?

Były już na ten temat rozmowy, ale wszystko rozbija się o pieniądze. Żeby był widoczny zegar odliczający czas akcji, byłaby potrzebna jeszcze jedna kamera na każdej hali. Problem polega na tym, że jak wspominałem, jesteśmy stosunkowo małą firmą i nie mamy na stanie aż tyle sprzętu. Moglibyśmy te kamery wynajmować, ale wtedy koszt całego przedsięwzięcia byłby dużo wyższy i nie byłoby to dla nas w tej chwili rentowne. Chcielibyśmy, żeby to cały czas się rozwijało i by doszło do takiej sytuacji, że za jakiś czas będzie nie tylko zegar, ale może i komentarz. Jeszcze na tą chwilę przy kwocie 4,90 zł i zakupie kilkudziesięciu osób nie pokryje to kosztów sprzętu i dodatkowych ludzi potrzebnych do pracy.

Przeciętnego kibica mniej interesuje pewnie sam sprzęt. Liczy się głównie to, żeby transmisja przebiegała tak jak należy. Jakie stoją problemy przed Emocje.TV, jeśli chodzi o pokazywanie koszykówki?

Tutaj bardzo poważnym problemem jest internet dostępny w halach, które nie są jeszcze często przystosowane do tego, by przeprowadzać transmisje, bo internet bywa fatalny. Jest z tym ostatnio problem we Włocławku, przez długi czas w tym sezonie podobnie było w Słupsku, ale tam po różnych dyskusjach zarządca hali sporo popracował nad tym, by ten internet w Słupsku był jak należy i mam nadzieję, że problemów już tam nie będzie. Również w Gdyni przeprowadzenie transmisji jest wyzwaniem, zresztą też było widać to po Gdynia Basket Cup, gdzie IPLA trochę się zawieszała podczas meczów.

Tylko oglądający ma pretensje do Emocje.TV, a nie do internetu dostępnego w hali.

I ja oczywiście rozumiem osoby, które nas czasami hejtują, uważają, że to wina Emocji. Koszykarscy fani nie narzekają bardziej niż kibice piłkarscy czy jeszcze inni. Wszędzie odbiorca jest taki sami i każdy by chciał, żeby usługa, za którą zapłacił, działała jak należy. Gdybym ja kupił w chleb w piekarni i później on mi nie smakował, nie miałbym przecież pretensji do producenta mąki, tylko do miejsca, w którym dokonałem zakupu. Na nas zawsze będzie spadać krytyka, nawet w przypadku niezależnych od nas niedogodności, bo to my sprzedajemy produkt finalny. Tylko, że dobrze przeprowadzona transmisja to zbiór kilku czynników, w której każdy musi wykonać swoją robotę.

To co jeszcze poza internetem w halach bywa problemami, z którymi się borykacie?

Mamy wygodny i szybki sposób zapłaty za kody, ale też koszty, które musimy ponosić na rzecz operatora płatności nie są małe. Do tego dochodzą pakiety. Stawka pakietów, czyli 40 złotych miesięcznie to jest w tej chwili taki kompromis. Obecnie pracujemy na zbyt niskiej marży i mamy sporo kosztów związanych z obsługą informatyczną, CDN (Content Delivery Network), serwerami czy transferem danych, by zejść niżej. Może mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale nawet im dłużej ogląda się transmisję w jakości 720p, tym my jako firma ponosimy większe opłaty.

Ja akurat oglądam na 360p, więc chyba jestem dobrym klientem.

To oczywiście nie jest tak, że nerwowo sprawdzam wieczorem statystyki i mam ból głowy, że najwięcej osób ogląda 720p. Przecież jako firma chcemy, aby nasi klienci byli z naszych usług zadowoleni, to oczywiste. Dziś dla widza po pierwsze liczy się jakość i to widać, że sporo osób wybiera właśnie 720p. Wiem, że czasami coś się przycina, nie przebiega wszystko to tak płynnie jak byśmy chcieli, ale cały czas nad tym pracujemy, ale to co wcześniej mówiłem – trzeba zwracać uwagę na to jakim łączem dysponuje dana hala, a z tym jest różnie.

Mamy w lidze różne obiekty. Czy poza internetem pojawiają się jeszcze jakieś trudności, dotyczące choćby odpowiedniego ustawienia kamer?

To są te same kwestie, które dotyczą transmisji w Polsacie. Widzowie też pewnie doskonale to zauważają. Mamy halę w Radomiu, z której oglądając przekaz telewizyjny lub internetowy wydaje się jakbyśmy byli na jakimś wysokim piętrze, w Tarnobrzegu od środka wygląda tak jakby od czasów PRL-u nic tam nie robiono. Obiekt w Kutnie też nie jest przystosowany do transmisji i choć nie pracowałem tam, moi koledzy bardzo chwalą sobie ludzi pracujących przy klubie. Może walory estetyczne są jakie są, ale w Kutnie nadrabiają to ludzką pomocą, gościnnością, a to też jest ważne.

Wychodzę z dość prostego założenia, że 40 złotych za pakiet ligowy to dużo, skoro dołożę 29 złotych i mam miesięczny telewizyjny abonament, w którym dostępne są prawie wszystkie liczące się kanały sportowe w HD. Pewnie znajdzie się również sporo osób, które myślą podobnie. Jak ich zachęcić do pakietów?

To się tak prosto nie przekłada jak to opisałeś. Inna jest specyfika telewizji, a inna internetu. Poza tym my prezentujemy produkt, którego nie można zobaczyć nigdzie indziej. Teraz w kwietniu transmisji było bardzo dużo i za 40 złotych można było zobaczyć naprawdę sporo meczów, na pewno co najmniej kilkanaście. Wiem po statystykach, że są osoby, które wykupują kody na trwające dwa mecze jednocześnie, wiem, że Adam Romański to odpala monitory i ogląda nawet trzy spotkania, więc wcale problemem nie musi być identyczna pora rozgrywania zawodów. Dodatkowo posiadanie pakietu to wygoda, bo nie trzeba co tydzień lub częściej wchodzić na rachunek bankowy, przepisywać kodów, z czasem może się to robić delikatnie uciążliwe. Osobna sprawa to pakiety klubowe, nad którymi trzeba będzie w przyszłości popracować, aby znaleźć lepsze rozwiązanie niż to obecne.

Nie jest trochę tak, że gdy widzicie Starogard Gdański lub Tarnobrzeg w rozpisce spotkań telewizyjnych w Polsacie, to zacieracie ręce na zarobek, bo będzie okazja transmitować ligowy szlagier?

Po pierwsze nie mamy na to żadnego wpływu jakie spotkanie będzie transmitowane na Polsacie w danej kolejce, to są wewnętrzne sprawy PLK i telewizji. Nie da się ukryć, że są mecze i drużyny, które się lepiej sprzedają, a są też takie, które ogląda 20-40 osób i z biznesowego punktu nie zawsze przynoszą zyski. Z kolei, gdy pokazujemy na przykład mecz Stelmetu ze Śląskiem, sprzedaż kodów jest większa, to naturalne. Gramy jednak z ligą i telewizją w tym samym zespole i może zaskoczę, ale chciałbym, żeby te najciekawsze spotkanie było zawsze w telewizji, podobnie jak tzw. mecz drugiego wyboru był na przykład w IPLI, jak miało to miejsce na początku sezonu. Im więcej reklamy koszykówki w telewizji, tym większa szansa, że później ludzie się zainteresują tymi rozgrywkami i chcąc oglądać je częściej będą kupować kody za pośrednictwem naszej strony. Uważam zresztą, że fakt, iż to właśnie Polsat pokazuje polską koszykówkę, jest korzystny dla basketu. Marian Kmita ze swoimi ludźmi już kilka razy potrafili kupować prawa do dyscyplin nie mających jakiejś oszałamiającej popularności, ale sprawiali, że dany sport mocno szedł w górę. Na razie widać, że oglądalność na pewno wzrosła od czasów TVP Sport i to już jest jakiś sukces na początek.

Tylko, że cały czas mamy tylko jedną transmisję w telewizji i nie zapowiada się, że będzie nagle więcej.

Ale podobne zjawisko jest też w innych sportach i na innych kanałach. Polsat ma prawa do siatkówki, piłki ręcznej, koszykówki, kilku lig zagranicznych w piłkę, są jeszcze inne sporty. Z jednej strony mają 100% praw do rozgrywek ligowych, ale z drugiej nie ma nawet czasu antenowego, by to wszystko pokazać. Na dziś telewizje mając prawa na wyłączność korzystają może z około 20%, które posiadają – tak to oceniam. Trzeba spojrzeć na to, że projekt, który powstał w PLK, jest na polskim rynku nowatorski. Z jakiej ligi w Polsce kibice mogą obejrzeć wszystkie lub prawie wszystkie spotkania?

Na pewno T-Mobile Ekstraklasy. I to w telewizji.

Ok, piłka nożna z uwagi na popularność zawsze będzie działała na nieco innych zasadach. Realizowaliśmy w internecie dla PZPN-u mecze kadr młodzieżowych i one cieszyły się naprawdę sporą oglądalnością. Dużo zmieniło się tam po przyjściu nowej ekipy, zmianach dokonanych przez przez Janusza Basałaja w Departamencie Mediów, który stawia na technologiczne nowinki, żeby wymienić tylko youtubowy kanał Łączy nas piłka. W PLK też wiedzą, że warto iść tą drogą. Pomysły się pojawiają, tylko potrzebne na ich realizację są fundusze. Wiem, że na forach krytykuje się konkretne osoby z władz ligi, nie wnikam w jakieś prywatne animozje, ale osobiście mogę zapewnić, że z ligą pracuje nam się dobrze i mogę stwierdzić po doświadczeniach z innymi sportowymi związkami i organizacjami, że w PLK jak najbardziej rozumieją jak ważne jest otwarcie się na nowe kanały dystrybucji, na transmisje w sieci. Przed sezonem każdemu zależało, żeby było pokazywanych jak najwięcej spotkań. Przecież jeszcze niedawno po zaniechaniu projektu Ipli mogło być tak, że zostałby tylko w telewizji jeden mecz w tygodniu i nic więcej. Tymczasem poza piłką żadne rozgrywki w kraju teraz nie są pokazywane w tak obszernym stopniu jak Tauron Basket Liga.

Dziś jeszcze ciągle pierwszeństwo ma telewizja w tradycyjnej formie. A jak prognozujesz, jak może się zmienić w najbliższej przyszłości rynek telewizyjny?

Widzę duży potencjał w rozwijaniu relacji internetowych i oglądanie ich czy to na YouTube czy w innych serwisach nie będzie musiało być tylko dodatkiem, ale i jednym z priorytetów. Dzisiaj ten rynek praw do pokazywania różnych wydarzeń sportowych jest niesamowicie rozbudowany, każda stacja wykupuje na wyłączność kolejne rozgrywki, wiedząc od razu, że z całości i tak nie będzie możliwości skorzystać. Dlatego alternatywą są takie transmisje jakie robimy na Emocjach czy transmisje w IPLI – pokazujemy wszystko, a widz sam wybiera za co chce płacić i co oglądać.

Rozmawiał Piotr Grabowski

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Piotr Grabowski

Z urodzenia mieszkaniec miasta, gdzie męska koszykówka z jej damska odmianą przegrywa na łopatki. Z wykształcenia historyk pamiętający o dokonaniach Walentego Kłyszejki, Witolda Zagórskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Komentarze