Emocje wszędzie, ale nie w TVP

Data:

Największe koszykarskie wydarzenie w naszej telewizji od dwóch lat, najlepsza gra kadry od dobrych paru sezonów, ale i niestety najgorsza forma komentatorów Telewizji Polskiej od dawna. TVP przynosi względne szczęście w porównaniu z Polsatem w kwestii osiąganych wyników, ale to chyba jedyny atut nadciągający z Woronicza. Reszta wzbudza spore kontrowersje.

Jeśli ogłaszasz oficjalnie zakup praw na 11 dni przed rozpoczęciem, to  można już się tylko domyślać, że turniej będzie traktowany po łebkach. Z oficjalnych komunikatów ze strony TVP jeszcze przed turniejem można było wyczytać, że nie będzie różowo – komentarz wyłącznie z dziupli, mecze Polaków (w przeciwieństwie np. do 2011 roku) na płatnym kanale i zdawkowe relacje z pozostałych wydarzeń. Nastał jednak dzień 5 września i konsternacja rosła w jeszcze szybszym tempie niż rola Mateusza Ponitki w tej drużynie.

TVP zaserwowała nam zestaw komentatorski Piotr Sobczyński – Walter Jeklin. Redaktor Sobczyński ma spore doświadczenie, wiele skomentowanych meczów na koncie. Cenimy go za elokwencję, znakomitą dykcję i tak dalej. Brakuje mu jednego: nie potrafi kompletnie sprawić, żeby jego komentarz wzbudzał ciarki na plecach zwłaszcza, gdy gramy o zwycięstwo do ostatnich sekund, jak miało to miejsce w każdym kolejnym meczu w Montpellier. Może i Pan Sobczyński bardzo dobrze wywiązywałby się z roli komentatora w meczu postronnym, gdzie nie trzeba aż tak generować dodatkowych pokładów emocji. Emocji, których nie potrafi przekazać, gdy gra drużyna Mike’a Taylora.

Szkoda, bo Piotr Sobczyński potrafi dobrze skomentować mecz. Pamiętacie EuroBasket 2009 i trzy fantastyczne trójki Michała Ignerskiego?

Walter Jeklin to osobny temat. Czy w tak dużym kraju jak Polska nie można znaleźć  nikogo właściwego do komentowania i trzeba koniecznie za eksperta brać Słoweńca? Byłoby to jeszcze w miarę zrozumiałe, gdyby EuroBasket odbywał się w Słowenii, a Jeklin opowiadałby rzeczy od kuchni, ciekawostki niedostępne dla widzów. Nie ma jednak rzeczy od kuchni, bo Jeklin siedzi w Warszawie, a nie w hali.

Wydaje się, że były zawodnik, a obecnie menedżer, byłby dużo lepszym uzupełnieniem kogoś, kto potrafi komentować w bardziej „żywy” sposób. Może z Markiem Rudzińskim lub Ryszardem Łabędziem by to wyglądało lepiej, ale przy mikrofonie Jeklin nie prezentuje nic z czego był znany na boiskach, czyli pewnej formy ekspresji i charyzmy. Nic więc dziwnego, że potem w poszukiwaniu tych cech musimy uśmiechnąć się do komentarza Jeffa Taylora z FIBA („Ponitka Time!”).

Można byłoby Jeklinowi nawet jeszcze wybaczyć to, że jest pracownikiem klubu i komentuje poczynania graczy ze swojego podwórka, że kaleczy czasami polskie słownictwo, ale tylko gdyby naprawdę jego komentarz mógł się czymś wyróżnić. GM Stelmetu Zielona Góra potrafi od czasu do czasu mówić i ciekawie, ale w połączeniu z Piotrem Sobczyńskim wszystko jest tak miałkie, że tylko w miarę wczesne godziny rozgrywania spotkań i dobra gra Polaków nie powodują u widzów odpływania w objęcia Morfeusza.

Najbardziej wymowny jest komentarz Jacka Winnickiego, trenera Polskiego Cukru Toruń. Na swoim Facebooku zamieścił komentarz, co sądzi na temat komentowania spotkań kadry Polski przez Waltera Jeklina. Do publicznej wiadomości przemycił Karol Wasiek ze SportowychFaktów.pl na Twittera.

Niestety nie tylko ze sposobem komentarza, ale także realizacją Telewizja Polska wiąże się pewna wpadka. Rozpoczęcie transmisji niedzielnego spotkania z Rosją dopiero po polskim hymnie(!) i w trakcie trwania rosyjskiego trudno w ogóle skomentować, ale to tylko pokazuje jak po macoszemu potraktowany został na Woronicza ten EuroBasket.

Jednym z pozytywów jest reporter TVP. Robert El Gendy na miejscu robi naprawdę dobrą robotę. Widać, że wie o co chodzi w baskecie, a przede wszystkim zawodnicy lubią z nim rozmawiać. Jego tzw. setki nie są oparte na banale. Nie są nudne. Naprawdę dobrze się to ogląda.

Szkoda, bo nawet rosnące słupki oglądalności na poziomie ponad 300 tysięcy widzów to ciągle niewielka liczba. Jest to wynik podobny do widowni jaka zasiadła w ubiegłym roku przed telewizorami podczas eliminacyjnego meczu w Bonn z Niemcami. Sam fakt poinformowania po głównych Wiadomościach o meczach Polaków to dziś chyba już za mało, by przyciągnąć większa grupę osób. Szkoda, że wszystko dzieje się w telewizji mieniącej się „publiczną”, dla której jednak pojęcie „misyjności” jest już dawno przebrzmiałym sloganem.

A mecze komentuje się tak!

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Piotr Grabowski

Z urodzenia mieszkaniec miasta, gdzie męska koszykówka z jej damska odmianą przegrywa na łopatki. Z wykształcenia historyk pamiętający o dokonaniach Walentego Kłyszejki, Witolda Zagórskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Komentarze

Jedna odpowiedź