Eurobasket.com, czyli Polak potrafi

Data:

Każda dyscyplina sportu ma jedną stronę internetową, na którą za sprawą ogromnej bazy danych wchodzą wszyscy – sportowcy, trenerzy, działacze, dziennikarze, kibice, agenci, sędziowie. W koszykówce niewątpliwie jest to portal eurobasket.com. Mało kto wie, że w 1997 roku założył ją Polak, Marek Wojtera.

Informatyk pochodzący z Siedlec grający w koszykówkę na poziomie drugiej ligi (Rozwój Katowice) oraz trzeciej (SKK Siedlce). Swoich sił próbował także jako dziennikarz, pisząc do koszykarskich magazynów. Pod koniec lat 90’tych wyjechał do Kanady, gdzie zaprogramował eurobasket.com. Na stronie znajdujemy taki cytat Marka Wojtery:

Jestem szczęśliwcem, że w eurobaskecie.com pracuję z grupą oddanych, pełnych pasji ludzi. Nie każdy ma szansę łączyć pracę ze swoją pasją.

W jednej z warszawskich kawiarni na Placu Zbawiciela spotkaliśmy się z Grzegorzem Kuligiem website managerem, który dziś odpowiada za jeden z największych portali koszykarskich na świecie. Opowiedział nam o historii oraz codziennym funkcjonowaniu strony.

Marek gromadził wszelakie statystyki, mówimy głównie o wynikach w zwykłym zeszycie. Znajdywał je na różne sposoby, ale najczęściej głównym źródłem były gazety. Wówczas mając zdolności informatyczne wpadł na pomysł aby założyć portal. Początkowo była to bardzo prosta strona, na której nie było zbyt dużo informacji. Z biegiem czasu zaczęło powstawać coś wyjątkowego. Dla Marka eurobasket.com jest oczkiem w głowie, traktuje je jak dziecko. Nie ma co się dziwić. To on siedział po nocach, wszystko zaprogramował, a później aktualizował – opowiada Grzegorz Kulig, który w społeczności strony nazywany jest „Greg”.

Eurobasket_1997_1

Pierwsze biuro eurobasket.com 1997 rok, Windstor.

Wojtera gromadził dane o wiele wcześniej. Był prawdziwym pasjonatem. Pewnie do końca przypuszczał, że zeszyt, od którego wszystko się zaczęło będzie wart miliony. Po skończeniu studiów w 1993 roku udał się na wycieczkę do Belgradu. Była to nietypowa wizyta, ponieważ trwała zaledwie… 3 godziny.

Żona pracowała na stacji PKP, więc raz do roku przysługiwał nam darmowy bilet na całą Europę. Trzy godziny wystarczyły aby wpaść do redakcji jugosłowiańskiego miesięcznika  „Kos” i kupić wszystkie numery z poprzednich dwóch lat. Nie chcieli uwierzyć, że przyjechałem do Belgradu tylko w tym celu – opowiada nam Marek Wojtera.

Od wielu lat eurobasket.com jest liderem w swojej branży. Wszystko za sprawą ogromnej bazy danych, której nikt inny nie ma. Dlatego nie ma możliwości, aby zatrudniając zawodnika klub nie wszedł na portal Marka Wojtery. Po prostu nie ma wyjścia. To trochę tak jak dzieci szukają informacji, aby odrobić pracę domową. Zawsze wylądują na Wikipedii. Tak samo jest w przypadku wyszukiwania informacji o koszykarzach. Dziś Eurobasket.com to sprawnie działająca firma.

Eurobasket.com to narzędzie pracy. Głównie korzystają z tego trenerzy, dyrektorzy sportowi, a chyba przede wszystkim agenci. Pewnie będę nieobiektywny, ale każdego dnia przekonuje się, że bez dostępu do naszej bazy danych, trudno działać. Jeżeli mamy awarię to uwierzcie, że w ciągu kilku minut otrzymujemy po kilkanaście sygnałów, że coś jest nie tak – mówi Greg.

Aby strona miała rację bytu potrzeba danych. Z kolei ktoś te wszystkie wyniki, czy statystyki musi wprowadzać. W Eurobaskecie.com na stałe zatrudnionych jest osiem osób. Każdy odpowiada za co innego, ale są miesiące kiedy wszyscy zajmują się tylko jednym – aktualizowaniem bazy. Najgorsze miesiące to marzec (March Madness) oraz wrzesień i październik. Wówczas na całym świecie panuje jeden wielki ruch. Koszykarz w sezonie X zagrał w Korei Południowej, a teraz przenosi się do Belgii. I tak dalej, i tak dalej.

Z tym wszystkim pilnuje nas Marek. On jest bardzo dokładny i sumienny. Pamiętam sytuację z września, kiedy zwrócił nam uwagę, że w ten weekend startuje druga liga żeńska(!) i musimy mieć pewność, że wszystkie składy się zgadzają. Można można zadać pytanie: po co nam druga liga żeńska, kto się tym interesuje? Ale właśnie tak wygląda eurobasket. Gdziekolwiek ktoś gra w koszykówkę, my chcemy to mieć! I mamy! Czasem bardzo trudno jest o rzetelne, oficlajne informacje. Z pomocą przybywają nam nasi lokalni korespondenci, których mamy około 300 z każdego zakątka świata. Dlatego najświeższe informacje z, Omanu, Zimbabwe, czy Haiti są u nas, a nie na stronach federacji – zdradza Kulig.

StKitts_Day5_Wallis Marek Wojtera (z lewej) z szefem federacji St. Kitts.

Mało kto wie, że jednym z korespondentów wiele lat temu był selekcjoner reprezentacji Polski, Mike Taylor. Kiedy był asystentem w Ratiopharm Ulm w drugiej Bundeslidze zaczął pisać dla Eurobasket.com. Pisał relacje z meczów, dostarczał komplet wyników, a także przemycał różne dziennikarskie ploteczki z niemieckiego rynku.

Zacząłem pisać o niemieckiej lidze, bo tak naprawdę nikt tego nie robił. Poza niemieckimi portalami trudno było znaleźć jakąkolwiek informację o Bundeslidze w języku angielskim. Dlatego robiłem to z przyjemnością przez cztery lata. Później pomagałem w relacjonowaniu Eurobasket Pro League i ligi letniejj NBA w Las Vegas – opowiada Mike Taylor, trener kadry Polski.

Kontynuując wątek korespondentów to warto przytoczyć jednego z Niemiec. Ile trzeba mieć w sobie energii i pasji, aby regularnie dostarczać wyniki z czwartej, piątej, a także szóstej ligi niemieckiej.

Moritz Korff nie dość, że aktualizuje składy, czy wyniki, to dzięki niemu mamy dokładną informację o każdym graczu z tamtejszych lig. Data urodzin, wzrost, a nawet ciekawostki. Właściwie z każdego szczebla rozgrywek BBL, przez juniorów, po Regionallige, a nawet Oberlige (szósta liga)

Eurobasket.com tak naprawdę nie ma sobie równych. W ostatnim czasie próbowano stworzyć konkurencję, ale nikt nie utrzymał się dłużej na rynku. Zdarza się nawet, że portale, które także chcą być na bieżąco z wynikami po prostu kradną dane z Eurobasketu.com.

Taka sytuacja była z dobrze znanym kibicom NBA portalem Realgm.com. Kilkakrotnie złapaliśmy ich na tym, że specjalnie wpisaliśmy fałszywe dane, aby sprawdzić, czy jakimś sposobem nie biorą od nas danych. Okazało się, że żywcem to co pojawiało się u nas, po chwili było u nich. Zresztą dziennie na stronę jest kilka ataków hakerskich. Wszystkim chodzi o dane. Co ciekawe atakują nas głównie firmy bukmacherskie z Rosji i Turcji – mówi Greg.

baza

To co najcenniejsze. Dokładna baza danych każdego zawodowego koszykarza.

Jak wspominaliśmy wcześniej eurobasket.com to narzędzie pracy. Swoje konta mają kluby z całej Europy oraz z NBA. Z najlepszej ligi świata jako pierwsi zgłosili się Detroit Pistons. Chcieli mieć dostęp do statystyk, więc informatycy stworzyli dla nich specjalną platformę. Dziś korzysta z tego kilka klubów NBA (trwają rozmowy z następnymi przyp. red.) oraz większość Euroligi. Jeśli chodzi o popularność to o dziwno najwięcej wejść jest z Niemiec i… Finlandii.

Trudno to wytłumaczyć, ale tak jest. Finlandia grała ostatnio w Mistrzostwach Świata, mają bardzo dobre szkolenie młodzieży. Zresztą ze Skandynawii mamy sporo klientów. Jeśli chodzi o wejścia z Polski to plasujemy się w trzeciej dziesiątce – zdradza Greg.

Kilka lata temu inwestor z Kanady chciał wykupić całą bazę danych Eurobasketu.com. W internecie można znaleźć ślady, gdzie firma ratingowa wyceniała wartość naszej bazy danych na 25-30 milionów dolarów. Kiedy to usłyszeliśmy o mało co nie spadliśmy z krzesła. Z drugiej strony nie powinno to nikogo dziwić. Koszykówka w skali światowej doskonale sobie radzi. Eurobasket.com dysponuje największą bazą danych automatycznie pozbywając się jakiejkolwiek konkurencji. Aż chciałoby się powiedzieć – Polak potrafi!

Najbardziej imponuje mi, że stworzyła to jedna osoba. Nie było grupy wsparcia, ani nic z tych rzeczy. Ok, teraz mamy dział IT z Indii, ale wcześniej wszystko sam zaprogramował Marek – mówi Kulig.

W 2010 roku Marek Wojtyra zdecydował się otworzyć biuro w Polsce. Szukał ludzi pod hasłem „Kochasz koszykówkę? To może być praca twoich marzeń”. Chętnych do pracy zgłosiło się blisko 60 osób. Rekrutację przeszło dwóch ludzi – Grzegorz Kulig oraz Emiliano Carchia, właściciel Sportando.com.

Emiliano był z nami przez rok. Wówczas już grzebał przy Sportando.com, ale sam nie przypuszczał, że tak to się rozrośnie. Kiedy mu wypaliło to od nas odszedł. Szkoda bo współpraca z nim to była sama przyjemność. Do dziś mamy kontakt – wspomina Greg.

28_Full

Początki biura w Polsce (2010 rok). Z lewej Emiliano Carchia, z prawej Grzegorz Kulig.

W Polsce tak naprawdę mało kto wie kim jest Grzegorz Kulig. Prawdopodobnie częściej usłyszelibyśmy, że to brat Damiana Kuliga, niż osoba prowadząca eurobasket.com. Co innego na świecie. W środowisku koszykarskim wystarczy powiedzieć Greg eurobasket.com i właściwie wszystko jasne. Sami byliśmy świadkami takich sytuacji w Treviso podczas Adidas Eurocamp.

To ty jesteś Greg? Przecież ja do ciebie piszę po kilka wiadomości tygodniowo – dziwił się jeden z hiszpańskich agentów.

Popularność eurobasketu.com w naszym kraju jest mała. Jak wcześniej powiedział Kulig Polska plasuje się w trzeciej dziesiątce wynikach wejść na stronę. Ten artykuł pewnie wielu też uświadomi, bądź zdziwi, że prowadzą go nasi rodacy.

Od samego początku zastanawiałem się dlaczego bardziej znani i cenieni jesteśmy na świecie, niż w Polsce. Kwestia językowa? To, że główna część serwisu jest płatna? W innych krajach (szczególnie dla profesjonalnych klubów) nie jest to żadnym problemem. Od jakiegoś czasu pracuję nad tym aby to zmienić. Widać już pierwsze efekty – mówi na sam koniec naszej rozmowy Grzegorz Kulig.

Cały tekst o eurobasket.com i jego „problemach” na polskim, rodzimym rynku, niech będzie puenta anegdota Marka Wojtery, założyciela portalu.

W 1993 roku współpracowałem z miesięcznikiem „Koszykówka” wydawanym w Lublinie. Jak napisałem artykuł o mistrzostwach NCAA to redaktor naczelny poprosił abym… przestał pisać. Chodziło o to, że było tam za dużo statystyk i nie było to za bardzo „strawne” dla przeciętnego kibica koszykówki. A w końcu tak dziś wygląda mój eurobasket.com – wspomina Wojtera.

1999_Superior_Eurobasket

Marek Wojtera na „wakacjach” w 1999 roku.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze