Fakty o kadrze, o których mogłeś nie mieć pojęcia

Data:

EuroBasket dla tych nielicznych wierzących jeszcze w polską koszykówkę to takie rozstawiane drzwi do lepszego świata, w którym ostatnio na szczęście nie jesteśmy gośćmi na krótką chwilę, tylko regularnie uchyla się on dla nas co dwa lata. Dla Polski to kawał prawie 80-letniej imprezy, w której mogliśmy i spoglądać na innych z góry i później znacznie częściej przebywać w odosobnieniu. Kadra 2015 dopiero zapisze swoją kartę, ale w kilku wątkach na tle poprzednich lat wygląda całkiem intrygująco jeszcze przed turniejem.

Dinozaur Koszarek

Łukasz Koszarek dzięki występowi na EuroBaskecie 2015 stanie się jednym z największych dinozaurów naszej reprezentacyjnej koszykówki w całej jej historii. Były tabuny graczy z jednym, dwoma startami w turniejach, ale pięć występów lub więcej jak miało to miejsce w przypadku Dariusza Zeliga zaliczyło tylko naprawdę wąskie grono. Rzadko kto nawet z tych największych miał jednak taką ciągłość jak Koszarek, który jest jednym z czterosobowej elity, która miała okazję wystąpić na pięciu turniejach z rzędu w ciągu ośmiu lat. Tym samym 31-letni etatowy playmaker reprezentacji od czasów wejścia Polski do Unii Europejskiej dołączył do „Srebrnych Chłopców Zagórskiego” – Andrzeja Nartowskiego, Andrzeja Pstrokońskiego i Janusza Wichowskiego, którzy grali w kadrze na przełomie lat 50-tych i 60-tych. Bez względu na zaledwie pięć zwycięskich spotkań na kolejnych EuroBasketach przez te wszystkie lata i konkurencję na swojej pozycji, a raczej jej chroniczny brak, piąte mistrzostwa z rzędu to wynik, za który wypada w tym miejscu docenić Łukasza Koszarka.

Klub U-22

„Młody i zdolny” w polskich warunkach nie musi oznaczać tylko gracza, którego wiek nie uprawniałby już do korzystania z ulg PKP. Mateusz Ponitka i Przemysław Karnowski podobnie jak Koszarek, znaleźli się w bardzo wąskim gronie dużo starszych kolegów po fachu. Czym się wyróżnili? „Srebrni chłopcy Szambelana” zaliczając do 22. roku życia dwa występy na EuroBaskecie powtórzą, to co wcześniej dokonali tylko Adam Fiedler (1985-1987), Jarosław Jechorek (1981-1983), Tadeusz Grygiel (1973-1975), Marek Ładniak (1969-1971) i Waldemar Kozak (1967-1969). Oczywiście byli tacy, którzy debiutowali w jeszcze wcześniejszym wieku, ale jednak swój drugi turniej z racji braku awansu zaliczyli później albo wcale. Niestety z racji zmian w kalendarzu FIBA po 2017 roku ciężko będzie Ponitce i Karnowskiemu pobić liczbę występów Łukasza Koszarka.

Stare chłopy

Marcin Gortat powiedział mediom po przyjeździe z turnieju w Hamburgu, że „Mamy wielu zawodników bardzo młodych, niedoświadczonych…”. Jest to często powtarzany slogan przez część osób, być może z powodu pewnej asekuracji, ale ma niewiele wspólnego ze stanem faktycznym. Pod względem średniej wieku mamy nawet minimalnie starszy skład niż dwa lata temu w Słowenii! Zawodników do 25. roku życia w kadrze Mike’a Taylora jest zaledwie trzech, czyli został zachowany status quo z drużyny Dirka Bauermanna. Pod tym względem dużo lepiej było w naszych poprzednich startach, gdzie 25 lat nie przekraczało albo pięciu (2011,2009) albo aż sześciu zawodników (2007). Ponadto obecnie w składzie znajduje się siódemka, która ma minimum 28 lat. Często wracają wspominki z występu w 1997 roku, więc warto przypomnieć jeszcze jedno. W tamtym zespole 28-latek był jeden. Najstarszy w kadrze Robert Kościuk. Przy tym obecna kadra to stare chłopy, które mają jechać po zwycięstwa, a nie po naukę.

Robert Horry z Wrocławia

Adam Romański na informację, że Robert Skibniewski będzie miał więcej udziałów na turniejach ME niż takie tuzy jak Mieczysław Łopatka, Edward Jurkiewicz, Mieczysław Młynarski, Eugeniusz Kijewski i Maciej Zieliński, z przymrużeniem oka na Twitterze stwierdził, że Skiba stał się polskim odpowiednikiem Roberta Horry’ego. Coś w tym może jest, bo Skibniewski również potrafił znaleźć się często w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Mistrzowskich pierścieni co prawda nie zdobywał, ale droga jaką przebył, by znajdować się w kolejnych wersjach narodowej kadry, nieraz była prawie tak samo wyboista, co losy Los Angeles Lakers, gdy w składzie był Big Shot Rob. EuroBasket 2009? Funkcjonował jako pierwszy rezerwowy, ale na sam koniec przygotowań wskoczył do składu w miejsce Iwo Kitzingera. EuroBasket 2015? Jeszcze w niedzielę 23 sierpnia zawodnik już Anwilu Włocławek robił sobie selfie z Robertem Tomaszkiem na Biesiadzie Kasztelańskiej, a już następnego dnia znalazł się w kadrze na czwarte ME w swojej karierze. Tylu turniejów, co Horry pierścieni, Skibniewski mieć nie będzie, ale z reprezentacyjnej kariery na tę chwilę wycisnął już maksimum.

Snajper Grucha

Karol Gruszecki szykowany w kadrze od początku przygotowań głównie do zadań defensywnych miał wyjątkowy sezon. Banał, ale jak się popatrzy na liczbę zdobywanych punktów w porównaniu ze wszystkimi kadrowiczami z polskiej ligi, którzy w XXI wieku zagrali na ME, wyczyny byłego już zawodnika Czarnych Słupsk stają się jeszcze bardziej zjawiskowe. 26-latek w całym ostatnim sezonie zdobywał średnio 14,4 punktów i z naszych reprezentantów w sezonie poprzedzającym ME w polskiej lidze więcej rzucali tylko Andrzej Pluta w rozgrywkach 2006/2007 oraz David Logan i Adam Wójcik w 2008/2009. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę tylko mecze ligowe rozegrane już samym w roku kalendarzowym, w którym odbywał się EuroBasket, Gruszecki ze swoją średnią przeszło 16 punktów w 2015 roku przegrywa już tylko z Davidem Loganem sprzed sześciu lat (ponad 19 punktów). Tak dość nieoczekiwanie, ni z gruchy, ni z pietruchy, Karol Gruszecki wdarł się do reprezentacji Polski, na którą zasłużył po ostatnim sezonie jak żaden inny rookie w ubiegłych latach. Może we Francji będzie miał możliwość pokazania tych atutów z ofensywnego arsenału, z którego dał się najbardziej zapamiętać w lidze.

XX wiek powraca

Mike Taylor na ławce trenerskiej to nowy, ale jednocześnie i stary trend. Nowy, bo amerykańskiego kierunku wcześniej PZKosz nie obierał. Stary, bo Taylor, pewnie sam tego zupełnie nieświadomy, wraca do krajowych wzorców, które sprawdzały się w przypadku naszej reprezentacji na ME w XX wieku. Wtedy żaden selekcjoner w czasie swojego debiutu na tej imprezie nie miał więcej niż 45 lat. Tak było z każdym, od Walentego Kłyszejki przez Witolda Zagórskiego, Jerzego Świątka po Eugeniusza Kijewskiego. Taylor ze swoimi niedawno obchodzonymi 43. urodzinami wpisuje się w ten trend, który obowiązywał na trenerskiej ławce od 1937 do 1997 roku. Oby pod względem osiąganych wyników wpisał się też w trend swoich relatywnie młodych poprzedników, a nie panów po 50-stce na karku wracających na tarczy z ostatnich turniejów.

#TBLPL Five

W składzie kadry znajduje się tylko piątka, która na dziś ma podpisane kontrakty w #TBLPL, a mogło być jeszcze słabiej, gdyby w zespole został Dardan Berisha. Mając na uwadze rozwój każdego zawodnika, w tym przypadku jednak im mniej, tym lepiej. Jak skromna jest obecnie reprezentacja rodzimej ligi, może świadczyć fakt, że nie jest ona nawet większa niż w 2001 roku, gdy Polakom marzenia o EuroBaskecie wybili Martin Muursepp i Jiri Żidek. Wtedy w Turcji o polską flagę przy klubach w skarbach kibicach zadbali Raimonds Miglinikes, Uvis Helmanis, Gintaras Einikis, Josip Vrankovic i Vladimir Krstic. Dobra, to się już nie powtórzy, a i tak lepiej mieć na turnieju reprezentację Polski niż Śląska Wrocław.

Rywale z poprzedniej epoki

Litwa, Turcja, Hiszpania. Jak odbywały się losowania, któryś z tych zespołów zawsze się ostatnio znajdował w naszej grupie. Z racji niskiego położenia w koszykach zawsze trafiamy na teoretycznie lepszych od siebie, ale w tym roku grupa jest ciekawa i po prostu inna. Poza Francją, z którą kadra Andreja Urlepa rywalizowała osiem lat temu, Polska zagra mecze, o których będzie można napisać „na EuroBaskecie pierwszy raz od lat” i dalej będzie można wstawić nazwę państwa. Izrael? Ostatni mecz, zresztą wygrany, miał miejsce 28 lat temu. Rosja, a właściwie ZSRR, to rok 1985 a Finlandia to odległa podróż do ME 1967, które większość czytających może kojarzyć wyłącznie z książki Łukasza i Marka Ceglińskich. Szmat czasu od gry z tymi zespołami na mistrzowskiej imprezie, nie wspominając już o tym, że z Bośnią i Hercegowiną nie zagraliśmy na ME jeszcze nigdy. Na pewno jest to interesująca grupa, teraz pozostaje tylko wierzyć, że jeszcze bardziej interesująca będzie sama gra polskiej reprezentacji w Montpellier i oby nie tylko tam.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Piotr Grabowski

Z urodzenia mieszkaniec miasta, gdzie męska koszykówka z jej damska odmianą przegrywa na łopatki. Z wykształcenia historyk pamiętający o dokonaniach Walentego Kłyszejki, Witolda Zagórskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Komentarze

Jedna odpowiedź