GOLF – Ukochany sport Michaela Jordana

Data:

Jeśli ktokolwiek dziwi się, że młody, będący w sile wieku, formy fizycznej i siedzący na szczycie świata Michael Jordan uwielbia postrzegany jako sport dla starych ludzi golf, to po tym tekście zmieni zdanie.

Wolę golf od koszykówki – mówi mi Krzysztof Skiba, agent koszykarski i dyrektor pola golfowego Toya Golf & Country Club.

Nie dziwię się. Ja też. Skiba wypchnął mnie na pole golfowe i dokończył dzieła Ryszarda Kozierasa, trenera i członka Polskiego Związku Golfa. Ci dwaj panowie pokazali mi też dlaczego Michael Jordan kocha ten sport tak mocno.

Skiba siedzi w fotelu. Do rozpoczęcia sezonu pozostaje jeszcze kilka tygodni. Rozmawiamy o kadrze narodowej, ale wiemy obaj, że minie może dziesięć minut, jak przejdziemy do czegoś zupełnie innego. Krzysiek siedzi w koszykówce od lat … nie wiem nawet ilu. Dla mnie od zawsze, podobnie jak Maciej Zieliński, Adam Wójcik.

Co sądzisz o kadrze Mike’a Taylora? Ten awans to sukces? Czy Koszarek powinien grać na Eurobaskecie? Te pytania nie padły. Padły za to inne. Cały czas puszczam slice, zobaczysz co jest grane? W którym momencie odkręcić nadgarstki przy swingu?

Słyszę odpowiedzi. Nie będziemy się w nie zagłębiać.

Jak już zejdziesz z driving range i wejdziesz na pole, to podjadę do Ciebie, zagramy choćby przez chwilę – mówi Skiba.

Przychodzi. Bierze kij i posyła piłkę pod dołek. Jesteśmy na małym polu, dziewięcio-dołkowym i na dołku, na którym odległość od tee (miejsce startu) do chorągiewki to jakieś 98 metrów.

Rozmawiamy dalej, a ja z każdym słowem rozumiem coraz więcej, chłonę wiedzę i golfa. Z każdym pojawieniem się na polu coraz bardziej zaczynam rozumieć dlaczego w tym sporcie można się zakochać tak łatwo i to dlaczego kochają go byli, ale także i aktywni sportowcy.

Odpowiem krótko rozwiewając Wasze pytanie – nie ma sportu, w którym prowadzisz większą rywalizację z samym sobą niż golf.

To dlatego Michael Jordan wychodzi na pole golfowe i uderza i uderza i uderza. Widzom, tym którzy nie grają i nie znają się na golfie wydaje się, że uderzenie było dobre. Ale w głowie sportowca perfekcjonisty, kogoś kto jest skażony i chory na przesadną ambicję, pragnie zwycięstwa jak niczego innego, a nie jest w stanie wygrać ze swoimi wadami, rywalizacja która nigdy się nie zakończy jest tragicznym, ale także idealnym rozwiązaniem dla umysłu i mentalności gracza. On zawsze chce być lepszy.

A oni znowu o golfie.

Tak mówią nasi znajomi koszykarze, dziennikarze i fani basketu, którzy czasem podsłuchają, albo są w środku rozmowy mojej i Krzyśka gdy spotkamy się w jednej z hal. Nie rozmawiamy o koszykówce. W grudniu spytałem czy Toya G&CC ma otwarty driving range, bo muszę iść poprawić swing.

Ma.

I jeśli myślicie, że golf to machanie kijem i uderzanie w piłeczkę, to jesteście w błędzie. Przywołam fragment tekstu, który kiedyś napisałem.

Uderzenie kijem golfowym, tak aby piłka poleciała do góry i prosto, nie jest tak łatwe, jak kopnięcie piłki. Golf to niezwykle techniczny sport i o zwycięstwie zawsze decydują tutaj detale i milimetry. Sam zamach można trenować latami, a i tak pozostanie tak niedokładny, że piłka zawsze skręci w prawo lub w lewo. Ustawienie stóp, bioder i pochylenie się nad piłką, a także śmiesznie wyglądające wypięcie pośladków czy wyprostowane plecy – to wszystko wpływa na odpowiedni zamach.

Te elementy, to dopiero początek, bo nie doszliśmy jeszcze do ramion i dłoni. Zdecydowana większość już w tym momencie – jeszcze przed pierwszym uderzeniem – czuje się niekomfortowo ze względu na nienaturalną pozycję, którą przyjmuje. Czary zaczynają się dopiero za chwilę. Ramiona i ręce muszą być sztywne, ale na tyle rozluźnione, żeby nie stać spiętym.

Dłonie… Tego nie da się  wytłumaczyć w kilku słowach. Zwykle początkujący golfiści po jednym dniu rozumieją dlaczego instruktorzy mówią, że kij należy trzymać lekko, delikatnie i palcami, a nie całą dłonią. Gdy trzymamy kij jak cep i w ten sposób nim machamy, kilkanaście godzin później nasze dłonie wyglądają jakby miały styczność z papierem ściernym – pełne są odcisków i odparzeń.

A potem podnosisz się na kolanach o 2 centymetry i nawet jak dłonie, ramiona, plecy i tyłek były ułożone idealnie, nie trafiasz w piłkę.

Michael Jordan kocha golf, bo ten sport zmusza i zmuszał go do bycia perfekcyjnym.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Szczepan Radzki

Twórca i kreator treści – ex (o ile się da) dziennikarz, specjalista d.s. komunikacji społecznej, public relations i marketingu sportowego, media worker, bloger, miłośnik mediów społecznościowych, nowych technologii i sportu. Uważny obserwator świata i zjawisk w nim zachodzących

Komentarze