Grabowski: Kadra nie za zasługi

Data:

Kilka tygodni przygotowań i eliminacje do EuroBasketu udowodniły, że jako fani polskiej koszykówki generalnie mamy słabą pamięć. Nagle trochę zapomniano, że ten ciężki wózek przez lata ciągneli Łukasz Koszarek, Marcin Gortat i Maciej Lampe, którzy pod swoją nieobecność szybko znaleźli swoich następców.

Przyglądając się dyskusjom i różnym tekstom ostatnio pojawiających się w sieci czasami odnoszę wrażenie, że po 27 sierpnia obudziłem sie w innej rzeczywistości. Nagle to polską wersją duetu Tim Duncan – David Robinson są Damian Kulig i Przemysław Karnowski, a nie utarty przez lata schemat Lampe – Gortat. Nagle okazało się, że Łukasz Koszarek wcale nie jest taki niezastąpiony, kiedy dobrze kolegów obsługiwali podaniami Robert Skibniewski i w mniejszym wymiarze Kamil Łączyński. Dodatkowo obraz wspomnianej na samym początku trójki długo jeszcze będzie kojarzony wyłącznie ze słoweńskim blamażem, więc to w porównaniu do kadry AD 2014 tylko pogarsza ich położenie.

Eliminacje się skończyły, euforia opadła i wrócił niczym bumerang temat, o którym mozna byłoby napisać niejedną ciekawą pracę magisterską. Wiele szumu jest wokół starań PZKosz. o zawodnika naturalizowanego i ten szum jest zrozumiały. Jestem zdania, że takie przyznawanie paszportu nie różni się niczym od handlu butami na bazarze pod stołem. Grunt, żeby dwie strony miały doraźne korzyści. Jak napisał dziś w swoim tekście Paweł Łakomski, nadawaliśmy obywatelstwa zawodnikom o różnym charakterze, podobnym poziomie sportowym, ale za każdym razem efekty były podobne. Czy naturalizowaliśmy, czy nie i tak jesteśmy w podobnym miejscu, w którym byliśmy wcześniej.

A.J. Slaughter i jego ewentualne występy w kadrze to jednocześnie bardzo prawdopodobne zatrzaśnięcie do niej drzwi dla Roberta Skibniewskiego i Kamila Łączyńskiego i kolejnych, którzy jakimś cudem na to by zasługiwali. „Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść”, obaj nasi playmakerzy być może będą mogli w przyszłe wakacje tak powiedzieć. Tylko ironią losu jest, że prawdziwy osobnik o ciemniejszym kolorze skóry dopiero nadejdzie. Nie jestem jednak zdania, że za rok w kadrze muszą grać lub dostać szansę zawodnicy, którzy wygrali nam te eliminacje, bo „im się należy”. Taka wręcz postawa roszczeniowa w zawodowym sporcie nie powinna mieć miejsca.

Za rok powinni być brani pod uwagę tylko Ci, którzy udowodnią swoim sezonem w klubie, że zrobili postęp lub chociaż grają na podobnym poziomie. Nie wyniknie nic dobrego, jeśli będziemy znali jakieś 85% składu na prawie rok przed turniejem. Tak postępował Jerzy Engel z piłkarzami w 2002 roku, kiedy zakończył selekcję praktycznie na ostatnim spotkaniu eliminacji, ale jednocześnie zupełnie nie zważając na aktualną formę. Dla mnie to ona powinna być głównym wyznacznikiem, kto zasługuje na grę w kadrze, a nie to co miało miejsce w tegoroczne wakacje i jak ten zespół dobrze się ze sobą dogadywał podczas prywatnych rozmów lub oblewania się wodą w ramach akcji Ice Bucket Challenge. Atmosfera jest ważna, ale nią samą niestety nie wygramy z zespołami z pierwszych kilku koszyków, a jednak i takie nieśmiało pojawiają się ambicje.

Mike Taylor mówi, że najlepsi zawodnicy nie zawsze tworzą najlepszy zespół. Pełna zgoda, to on powołuje zawodników i on odpowiada za wyniki. Sugestia jednak, że będzie pamiętał kto grał w kwalifikacjach, już nieco mnie zaskakuje. Za rok nikogo nie będą obchodziły mecze z Austrią, Niemcami i Luksemburgiem i poświęcony własny czas na przygotowania, tylko to, czy cały zespół będzie w stanie zagwarantować godną rywalizację z gwiazdami europejskiego i światowego formatu, a nie tylko z jednym Rasidem Mahalbisiciem. Widząc dużą część tegorocznej kadry nie jestem w stanie dziś na to pytanie jeszcze odpowiedzieć twierdząco, ale przez cały sezon może się dużo zmienić. Dla mnie może i na EuroBaskecie zagrać cały tegoroczny skład, jeśli swoją postawą udowodni to w rozgrywkach ligowych i potem na treningach kadry.

Z naszą reprezentacją jest też tak, że wszyscy chcieliby, aby była przyszłościowa, żeby ważną rolę odgrywali młodzi gracze itd. Nawet trener Taylor i sami zawodnicy wspominali, że w tym roku kadra jest odmłodzona i już na to hasło można było przyklasnąć, tak jakby znaczenie miał rok urodzenia, a nie sportowa forma. Koszarek i Gortat mają dopiero 30 wiosen na karku i dobrych kilka lat gry na wysokim poziomie, a najlepsze wrażenie z Polaków w minionym sezonie sprawiali 34-latkowie – Michał Ignerski i Filip Dylewicz, którzy niestety nie są zainteresowani występami w reprezentacji. Gdyby ich decyzja była inna, zdziwiłbym się bardzo, gdyby to nie od nich rozpoczynało się ustalanie składu.

Paweł Łakomski w swoim tekście pisze o dwóch zmianach w kadrze na ME, ja możliwie widzę ich nawet sześć. Nic złego nie nastąpi, jeśli za rok średnia wieku zespołu skoczy z ponad 26 do prawie 30 lat. Wystarczy popatrzeć na mistrzostwa świata i Brazylię. Zespół z Ameryki Południowej gra świetnie, a jest najstarszym teamem na MŚ, w którym przeważają gracze z kategorii wiekowej +30. Jeśli na kolejnym zgrupowaniu w wewnętrznych sparingach hipotetycznie Adam Hrycaniuk lub Szymon Szewczyk będą gładko rozprawiali się z Przemysławem Karnowskim, tego ostatniego powinno odesłać się bez żalu, jeśli będzie to walka o jedno miejsce w składzie.

Jako podsumowanie napiszę, że chciałbym widzieć w kadrze zawsze takich graczy jak Damian Kulig. Takich, którzy po najlepszym sezonie w karierze potwierdzają następnie formę w kadrze, z której wcześniej szybko było się tylko odstawianym na boczny tor. Taka postawa powinna być najlepszym powodem do otrzymania miejsca w rotacji zespołu, a nie wcześniejsze eliminacyjne zasługi czy perspektywiczny wiek. Droga Kuliga do reprezentacji Polski była trochę wyboista. Podobna teraz droga przed PZKosz. – załatwić paszport jakiemukolwiek Amerykaninowi można jeszcze na skróty, ale już sukcesu na EuroBaskecie rozgrywanym poza polskimi halami tak łatwo zapewnić się nie da.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Piotr Grabowski

Z urodzenia mieszkaniec miasta, gdzie męska koszykówka z jej damska odmianą przegrywa na łopatki. Z wykształcenia historyk pamiętający o dokonaniach Walentego Kłyszejki, Witolda Zagórskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Komentarze