Halo, co tam słychać we Francji? – rozmowa z Pawłem Storożyńskim

Data:

EuroBasket mimo dziwacznego formatu turnieju, w którym gospodarzy jest dwa razy więcej niż gwarantowanych miejsc na igrzyska do Rio de Janeiro, z naszej perspektywy to przede wszystkim Montpellier, a może i Lille. Występująca jednocześnie w roli gospodarza i faworyta reprezentacja Trójkolorowych po trzech medalach na wielkich imprezach w ciągu czterech lat staje przed jasno wyznaczonym zadaniem, którym musi być obrona złota na własnej ziemi. Mieszkający prawie od urodzenia we Francji Paweł Storożyński przemierzał ostatnio ten kraj podczas swojej trasy koncertowej, ale znalazł też czas, by opowiedzieć nam też o tamtejszym baskecie.

To będzie specyficzny EuroBasket, bo rozgrywany w czterech krajach, ale z polskiego punktu widzenia najważniejsze będą i tak wydarzenia we Francji. Można już odczuć atmosferę zbliżającego się turnieju?

Tak, zdecydowanie, daje się zauważyć, że dla Francji to duży i bardzo ważny event. W mediach cały czas pojawiają się na temat EuroBasketu informacje, w praktycznie każdym mieście, gdzie jest jakiś klub, są widoczne plakaty zachęcające do kibicowania. Takie duże napięcie pewnie wynika też z powszechnych opinii, że to najlepszy zespół w historii reprezentacji Francji. Jestem przekonany, że na większość spotkań całego turnieju, nie tylko tych z udziałem gospodarzy, hale będą zapełnione. Teraz reprezentacja grała tutaj sparingi i też nie było ani jednego wolnego miejsca, od samego początku przygotowań jest wokół kadry duże zainteresowanie. To dla całego środowiska, kraju bardzo ważny turniej. Dodatkowo minęło już sporo czasu od ostatniej koszykarskiej imprezy o takiej randze we Francji.

Francja grała w dwóch ostatnich finałach EuroBasketu, więc u siebie brak złotego medalu będzie chyba przyjęty z pewnym rozczarowaniem?

Od początku zespół będzie pod wielką presją, ale to są zawodnicy na takim poziomie, że nie ma mowy, by dla kogokolwiek to byłby problem. Oczywiście nadzieje są mocno rozbudzone i wszyscy wierzą, że Tony Parker tak jak w 2013 roku, poprowadzi kadrę do złota. Potencjał jest spory, bo oczywiście najwięcej mówi się o Parkerze, ale także Nicolas Batum, Boris Diaw, Nando de Colo, Rudy Gobert w pierwszej piątce to siła, która na wszystkich musi robić wrażenie. Ostatnio doznali porażki w sparingu, ale to tylko testy, nikt się tym za bardzo nie przejmuje. Ta kadra ma być najmocniejsza już na samym turnieju.

Podczas tego lata współpracowałeś też z Tonym Parkerem podczas jego campów. Miałeś okazję z nim porozmawiać o zbliżającym się turnieju?

Z tego co miałem okazję rozmawiać i zaobserwować, Parker jest w znakomitej formie fizycznej, nieco schudł i prezentuje się teraz – nawet jak na niego – rewelacyjnie. Te nieudane zakończenie sezonu z San Antonio Spurs też wpłynęło na niego w jakiś sposób korzystniej – miał więcej czasu na wypoczynek, jest na maksa zmotywowany i nawet w tym wieku jest cały czas niesamowitym tytanem pracy. On każdego dnia podczas przerwy letniej codziennie ćwiczy od 6:00 rano! Przecież mógłby powiedzieć przy jego wszystkich osiągnięciach, latach kariery, że lepiej nieco zluzować, oszczędzić organizm. U niego to nie przejdzie. Facet żyje na innej, dla zdecydowanej większości, nieosiągalnej planecie.

A jak wyglądają jego campy? Jest obecny wszędzie przez cały czas jak Marcin Gortat czy tylko firmuje wszystko swoją twarzą?

Przez długi okres Tony bywał cały czas bardzo blisko, poświęcał na to bardzo dużo swojego wolnego czasu. W tym roku wyglądało to trochę inaczej. Wynika to też z przygotowań do EuroBasketu. Nie było go aż tak bardzo widać jak wcześniej, ale i tak, gdy tylko pojawił się w Villeurbanne ze swoimi dwoma braćmi, ze wszystkimi dzieciakami rozgrywał gierki 3×3, każdy mógł zrobić sobie z nim zdjęcie, każdemu poświęcał czas. Absolutna klasa, dlatego jest też tak lubiany w całym kraju. Mimo, że we Francji praktycznie w każdej dyscyplinie drużynowej są mocni i nie brakuje wielkich gwiazd, popularność Parkera jest i tak wyjątkowa.

Ostatnio spotkałem się z wypowiedzią w polskiej prasie ze strony francuskiego siatkarza Guillaume’a Samiki, który powiedział „We Francji liczy się tylko futbol, futbol i Tony Parker z NBA”. Tak w dużym skrócie to wygląda?

Coś w tym jest. Nawet w tej reprezentacji złożonej w dużej części z koszykarzy z NBA to praktycznie wszystko zależy od Parkera, to jest tam człowiek-orkiestra (śmiech). We Francji Parker jest osobnym bytem ponad całym basketem, on sam jest popularniejszy niż cała reszta dyscypliny. A co do tej wypowiedzi, oczywiście piłka nożna jest wszechpotężna jak prawie wszędzie w Europie, ale jeszcze wspomniałbym również o rugby, które jest tutaj bardzo popularne i to jest sport numer dwa przed koszykówką.

Montpellier i Lille. Co możesz powiedzieć o tych miastach?

Sporo eventów przejmuje ostatnio Montpellier, bo tam jest obecnie jedna z najnowocześniejszych hal we Francji. Kapitalne miejsce dla takich imprez jak EuroBasket. Można oglądać mecze w świetnej hali, a do tego cały czas jesteś nad morzem. Na nic tam koszykarze nie będą mogli narzekać. Lille natomiast zachwyci przede wszystkim obiektem, bo to jest nowość, żeby EuroBasket odbywał się na stadionie. To będą na pewno udane mistrzostwa, takie święto koszykówki, organizacyjnie Francja do takich imprez też jest zawsze dobrze przygotowana.

A co właściwie osoby interesujące się tam koszykówką wiedzą o reprezentacji Polski? 

Oczywiście najbardziej wszyscy znają Marcina Gortata i to myślę, że będzie standardowy widok jak Marcin w wolnej chwili będzie z każdej strony proszony o autografy. Z tego co rozmawiałem z różnymi osobami, Mateusz Ponitka również jest już znaną postacią i przede wszystkim A.J. Slaughter. On w PRO A występował przecież z dobrym skutkiem, jest tutaj ceniony.

A.J. Slaughter występował w PRO A, w nowym sezonie będzie tam grał Aaron Cel, dokładnie w AS Monaco, klubie kojarzonym przede wszystkim z piłką nożną. Ktoś jeszcze pytał Ciebie o jakąś poradę w sprawie Cela?

Nie, nie było takiej potrzeby, moja rola skończyła się na tym, że polecałem go do Turowa, teraz już gra na tyle dobrze, że niczego nie potrzebował (śmiech). Teraz współpracuje z nim ten sam agent, z którym kiedyś i ja byłem związany. Widać jak Aaron rozwinął się koszykarsko przez ostatnie lata, stał się dzięki występom w Polsce po prostu lepszym graczem i doceniono to we Francji. Z wyborem nowego klubu trafił idealnie. Aaron zdobył już odpowiednie doświadczenie, by poradzić sobie w PRO A. A samo Monaco jest super miejscem do życia, przez cały rok jest 25-30 stopni temperatury, wokół bajkowe widoki. Chyba każdy zawodnik chciałby grać w takim miejscu. Klub też wydaje się poukładany, ma dobry budżet. AS Monaco może nie kojarzy się jeszcze za bardzo z basketem, bo nie grali w PRO A przez około 25 lat, ale w ostatnich dwóch sezonach wywalczyło dwa awanse, nawet w niższych ligach ściągali graczy z dużymi nazwiskami, trochę już wiekowych, ale dzięki nim awansowali do elity. Wygląda to na całkiem ambitny projekt i dobrze dla Aarona, że znalazło się dla niego tam miejsce.

Aaron Cel to wyjątkowy przypadek, zresztą świetnie znany od wielu lat wśród klubów w lidze francuskiej, w której mieliśmy ostatnio też Michała Ignerskiego, ale generalnie raczej nie słyszy się nawet plotek o zainteresowaniu naszymi koszykarzami. Myślisz, że dobry występ kadrowiczów we Francji coś mógłby zmienić w tej kwestii?

Na podstawie rozmów z agentami lub skautami myślę, że Polska to nie jest rynek ich poszukiwań. Liga francuska jest na tyle atletyczna, że Polakom łatwiej może być nawet w lepszych ligach jak hiszpańska, co w swoim świetnym pierwszym sezonie pokazał Adam Waczyński. Kluby PRO A mają jasno sprecyzowany rynek poszukiwań i jakieś 85-90% obcokrajowców stanowią Amerykanie, którzy mając odpowiedni atletyzm najlepiej pasują do wymagań ligi. Te drużyny może nie biją się o zwycięstwo w pucharach, ale nie ma przypadku, że tak wielu Francuzów występuje w NBA lub przynajmniej jest wybieranych w drafcie. Ich przewagą oprócz dobrego szkolenia są także naturalne warunki fizyczne, z czego Francuzi akurat potrafią dobrze korzystać.

Maciej Zieliński opublikował na swoim Facebooku zdjęcie z meczu Polska – Czechy w Wałbrzychu, między innymi w Twoim towarzystwie. Jakie masz wrażenia na temat naszej kadry, po tym co zobaczyłeś na żywo w wykonaniu podopiecznych Mike’a Taylora?

Podoba mi się styl jaki ma trener Taylor. Z tego co zauważyłem, w jego systemie jest dużo ruchu, gra jest mocno zespołowa i na pewno ma swoją konkretną filozofię gry, w której atak jest rozłożony na wielu graczy. Po tym co zobaczyłem w Wałbrzychu, wydaje mi się, że ta kadra nie będzie miała jakiegoś jednego lidera, który będzie rzucał po 20 punktów. Sam Mike Taylor wygląda na faceta, który zna się na swojej robocie, przez chwilę miałem okazję z nim porozmawiać i wydaje mi się naprawdę dobrym człowiekiem. Zawodnicy sobie go chwalą nie tylko jako trenera, ale też jako człowieka, tak więc wszystko wygląda ok.

Wraz z kolejnymi sparingami role coraz bardziej się wyklarowały, a jednym z liderów jest wskazywany od początku do takiej roli A.J. Slaughter. Trudno jednak nie zauważyć, że wciąż tkwią w nim rezerwy i gdzieś zdarza się mu być na boisku w cieniu. A oglądając na bieżąco PRO A jak zapamiętałeś grę Slaughtera?

Pamiętam, że to był świetny strzelec grający na dwójce. Jak występował w Elan Chalon, sprzyjał mu też system, który preferuje trener Jean-Denys Choulet. Jego kluby grają ogólnie prostą koszykówkę, w której zawsze bardzo dużą rolę odgrywają strzelcy z USA na pozycjach 1-2. Slaughter świetnie się w tym odnajdywał, był jednym z najlepiej punktujących całej ligi i ma uznaną renomę jak każdy amerykański combo ze strzeleckimi umiejętnościami, co we Francji zawsze jest wyjątkowo cenione. W Polsce musi odnaleźć się w nowym zespole, w nowym systemie, nie będzie miał tylu możliwości do kończenia akcji, gdy grał w Chalon. Trochę czasu to zajmie, ale jestem przekonany, że ten facet dużo wniesie do kadry na EuroBasket.

Zapytam jeszcze o jeden klub z PRO A, w którym akurat kiedyś występowałeś. Mam na myśli słynne CSP Limoges, które po wielu sezonach wróciło na tron ligi francuskiej i występuje także w Eurolidze. Czy możliwy jest scenariusz, że Limoges tak jak przed laty, mogłoby znów stać się jedną z najlepszych drużyn w Europie? Występy klubów z PRO A w Eurolidze od dłuższego czasu przechodzą właściwie bez echa. 

W Limoges prezydentem jest mój przyjaciel Frederic Forte, z którym grałem wspólnie we Włoszech i wiem, że bardzo chcą tam zbudować sobie dużo mocniejszą pozycję w Europie, ją właściwie odbudować od nowa. CSP Limoges to wyjątkowy klub. Grałem tam przez trzy lata, kiedy akurat nastały gorsze czasy dla tej drużyny, gdy występowała w niższych ligach, ale nawet wtedy można było odczuć jak całe miasto żyje koszykówką. Wchodząc na halę czułem historię, te wszystkie trofea, zawieszone mistrzowskie banery i z każdej strony duże wymagania, ale tak zawsze jest, gdy kibice są przyzwyczajeni co chwilę do sukcesów. Taki klub zasługuje na więcej, ostatnie dwa mistrzostwa z rzędu mogą być dobrym nowym początkiem po tych wszystkich zawirowaniach i wierzę, że Limoges poważniej zaistnieje właśnie także w Eurolidze.

Jak Francja, to też drobne pytanie o Paryż. Dobry basket w tym słynnym mieście kojarzę głównie z McDonald’s Championship, gdy do Paryża przed swoim ostatnim sezonem z Chicago Bulls przyjechał Michael Jordan. Dlaczego w tak wielkiej metropolii nie ma wzorem innych europejskich stolic od lat naprawdę mocnego klubu w rodzimej lidze?

To jest dobre pytanie. Przypomniałeś mi też turniej McDonalds’a w Paryżu w 1991 roku, bo byłem wtedy na trybunach na meczu Los Angeles Lakers z Limoges. Paryż ma tak wiele wokół do zaoferowania, tyle tam się dzieje, że ciężko byłoby jeszcze tam zebrać tak zakochanych w baskecie fanów jak są właśnie w Limoges. Jednak są kluby z przedmieść Paryża, jest grające już w Eurolidze Nanterre, jest Paris-Levallois, które wygrało dwa mecze z Turowem i zaszło całkiem daleko w Eurocupie, a w lidze spisywało się również przyzwoicie. Na sam Paryż i klub w stylu PSG bym nie liczył, ale te drużyny grające na przedmieściach powinny być mocne.

Na koniec pytanie: komu będziesz kibicował w Montpellier w meczu Francja – Polska?

Och, ja się zawsze bardzo cieszę, gdy Polska gra z Francją, bo czerpię ogromną przyjemność, gdy mogę usłyszeć te dwa hymny przed meczem. To już jest wtedy wyjątkowa sprawa, jak jeszcze na ME we Francji, to tym bardziej. Wiadomo, że sam potencjał jest większy u rywali i będzie ciężko coś z nimi ugrać. Nie tylko Polsce, ale wszystkim innym reprezentacjom. W grupie jest pięć spotkań, byłoby super, gdyby Polska zagrała w Montpellier dobry basket na tyle, żeby zagrać potem na stadionie w Lille. Trzymam za chłopaków kciuki!

Rozmawiał Piotr Grabowski

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Piotr Grabowski

Z urodzenia mieszkaniec miasta, gdzie męska koszykówka z jej damska odmianą przegrywa na łopatki. Z wykształcenia historyk pamiętający o dokonaniach Walentego Kłyszejki, Witolda Zagórskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Komentarze