Historia spisana w książkach

Data:

Według raportu Biblioteki Narodowej w 2012 roku prawie 61% Polaków nie przeczytało żadnej książki. Według ostatnich danych statystycznych mecze ligowe w Polsacie Sport News ogląda ledwie około kilkanaście, w porywach do kilkudziesięciu tysięcy widzów. Czy w tych warunkach możliwe jest jeszcze pisanie i wydawanie książek o koszykówce ? Okazuje się, że tak!

Jeden z wielu tak samo wyglądających salonów Empiku, na półkach masa rozmaitych książek. W gąszczu przeróżnych poradników, albumów, podręczników mniej lub bardziej istotnych wyłaniają się twarze Adama Wójcika, Phila Jacksona, Dennisa Rodmana, Shaqa O’Neila, LeBrona Jamesa, a zaraz do tej gromadki dołączy jeszcze Michael Jordan. Jak na polskie realia do niedawna byłby to tylko surrealistyczny obrazek. Przez dwa lata jednak wydano w kraju, gdzie czytelnictwo pada na łeb i na szyję, więcej koszykarskiej literatury niż przez poprzednie piętnaście lat. Zaskoczenie? Tak?  Boom na kosza? Nie.

Tych książek pojawiło się trochę w ostatnim czasie, ale spójrzmy na to, kto je wydaje. Pięć z nich ukazało się nakładem Sine Qua Non, a cztery z nich były poświęcone NBA. Z tego co wiem, wielkim pasjonatem amerykańskich rozgrywek jest Przemysław Romański z krakowskiego wydawnictwa i to właśnie jego pasji kibice w Polsce zawdzięczają fakt, że ukazały się u nas takie książki jak „Dream Team” czy wspomnienia Shaquille’a O’Neala, a za moment pojawi się pozycja o Michaelu Jordanie. Znalazł się więc tam ktoś, kto interesuje się taką tematyką i tylko dlatego te książki pojawiają się na naszym rynku. Oczywiście nie jest tak, że jest to działalność filantropijna. W przypadku Sine Qua Non na pewno da się zarobić na publikacjach o koszykówce, szczególnie, jeśli mówimy o NBA, bo to wydawnictwo ma ugruntowaną pozycję rynkową. – uważa Piotr Stokłosa, który prowadzi blog ksiazkisportowe.blogspot.com

Mrówcza robota

NBA to marka sama w sobie, a każda z postaci, o której została wydana w Polsce książka to nie tylko ikona basketu, ale całego sportu i popkultury – towar, który dotrze do sporej grupy docelowej. W zupełnie innych warunkach nad swoimi książkami pracowali Krzysztof Łaszkiewicz, Łukasz i Marek Ceglińscy oraz Jacek Antczak, którzy jako jedni z bardzo nielicznych autorzy w Polsce w ostatnich dziesięciu latach wydali pozycje o krajowej koszykówce, które dostępne były do kupienia w całym kraju. Nie wypada nie zacząć od Krzysztofa Łaszkewicza, którego „Polska koszykówka męska 1928-2004” wydana przed dekadą to obecnie już swoisty biały kruk, gdyż cały nakład 1500 sztuk został już dawno wyprzedany. Do dziś pisząc jakiś historyczny tekst o starych klubach, rozgrywkach, zawodnikach nie sposób nie korzystać z analiz Łaszkiewicza, który poświęcił na to aż siedem lat niesamowicie mrówczej pracy, żeby udokumentować wyniki spotkań rozgrywanych na polskich parkietach od czasów II Rzeczypospolitej.

Pracując nad książką wielokrotnie jeździłem do bibliotek i archiwów w różnych częściach kraju, to były jeszcze czasy, gdy nie było w internecie bibliotek cyfrowych. Najwięcej trudu zajęło dokumentowanie wyników przed 1972 rokiem. Przez 6,5 roku zbierałem wszystkie informacje, a ostatnie pół roku to było dzień w dzień po 12-14 godzin pracy przy komputerze. wspomina Krzysztof Łaszkewicz.

Trochę krócej, ale podobnie wszystko wyglądało w przypadku książek, które ukazały się jesienią 2013 roku, czyli „Srebrni Chłopcy Zagórskiego” i „Rzut bardzo osobisty”. Łukasz Cegliński intensywnie pracował z ojcem około 9-10 miesięcy i w tym czasie odbył masę rozmów z bohaterami mistrzostw Europy z 1963 roku oraz dodatkowo wyszukiwał w archiwum każdą informację dostępną w ówczesnej prasie. Ślęczenie godzinami w bibliotekach nad starymi numerami Przeglądu Sportowego tylko po to, by zweryfikować często pojedynczą informację to jest bardzo żmudny proces, którego my jako czytelnicy już trzymając książkę w dłoniach często nie dostrzegamy.

wii1

Nad książką takiej intensywnej pracy było 11-12 miesięcy. Postanowiłem, że udokumentuję wszystkie punkty zdobyte przez Adama Wójcika, a były z tym spore trudności. W tym celu wysyłałem pisma do przeróżnych federacji na świecie od  Francji po Tajwan, choć bywały z tym problemy. Na przykład potrzebowaliśmy informacji z turnieju towarzyskiego we Francji z 1991 roku, ale okazało się, że mają oni dokładne statystyki prowadzone dopiero od 1993 roku. – wspomina z kolei Jacek Antczak, autor „Rzutu bardzo osobistego”.

Statystyki. Trudno od nich uciec pisząc o baskecie, a im starsze lata tym trudniej je zdobyć. Dziś w dobie nieprawdopodobnie zaawansowanych programów możemy odczytać praktycznie wszystko, ale jeszcze przeszło dwadzieścia lat temu były one prowadzone po macoszemu. Tu dotykamy jeden z problemów, który nie powinien tak naprawdę mieć miejsca. Prawdopodobnie nigdy nie doczekamy się pełnego odtworzenia ligowej historii polskiej koszykówki z dość prozaicznego powodu. Otóż jedynym posiadaczem protokołów meczowych był Alojzy Chmiel, wieloletni Przewodniczący Wydziału Gier i Dyscypliny, który zmarł w 2006 roku. Zresztą za życia również nie chciał ich nikomu udostępniać, co wpłynęło też na pracę Krzysztofa Łaszkiewicza. Dochodzi nawet do takich sytuacji, że PLK nie jest dziś w stanie oficjalnie odpowiedzieć kiedy po raz pierwszy miał miejsce mecz o Superpuchar Polski, mimo, że przecież odbył się on ledwie piętnaście lat temu.

Tam w PZKosz. chyba nie mają nawet archiwum – uśmiecha się Łaszkiewicz. Zresztą , gdy pracowałem nad swoją książką związek mi praktycznie nie pomagał, jeśli chodzi zarówno o dostęp do archiwalnych materiałów i promocję już po wydaniu, a przecież zajmowałem się opisywaniem rozgrywek prowadzonych przez PZKosz. – kontynuuje.

Wójcik był pierwszy

Materiały, które się zebrało to oczywiście dopiero początek pracy. Potrzebne oczywiście jest jeszcze sprawne pióro, ale przede wszystkim trzeba ogromnych chęci, by doprowadzić napisanie ponad 300-stronicowej lub jeszcze obszerniejszej książki do końca. Łaszkiewicz to postać kojarzona od lat z koszykówką jako dziennikarz, spiker, obecnie działacz w Inowrocławiu, Ceglińscy również doskonale są wszystkim znani, którzy choć trochę interesują się basketem. W tym gronie tylko Jacek Antczak uchodzi za osobę spoza środowiska, a nawet wręcz taką, która na koszykówce zna się słabo. W rozmowie z nami mógł to w końcu zdementować. Co prawda uważa siebie bardziej za reportażystę niż dziennikarza zajmującego się sportem, ale na mecze Śląska do Hali Ludowej chodzi od 1996 roku i o koszykówce pojęcie jednak ma. Mimo to uważa, że przy tworzeniu książki wcale nie jest najważniejsze czy ktoś „siedzi” w tym środowisku od lat, tylko jak potrafi opowiedzieć daną historię.

Może powiem coś, co nie spodoba się osobom znającym koszykówkę od podszewki, ale to nie jest tak, że jak ktoś jest jej naprawdę wielkim znawcą, zna przeróżne statystyki czy prowadzi bloga, to napiszę od razu dobrą książkę. To tytaniczna i specyficzna praca, której nie można porównywać nawet z większymi, ale jednak tylko pojedynczymi tekstami uważa Antczak.

 aw

Antczak, który mimo, że nie był do tej pory kojarzony jako dziennikarz zajmujący się basketem, już na stałe wpisał się do historii koszykarskiej literatury jako autor pierwszej biografii polskiego zawodnika. Kto myśli jednak, że od jego pomysłu do realizacji była krótka droga, jest w dużym błędzie.

Adamowi rzuciłem pomysł napisania biografii gdzieś w 2006 roku, ale na początku nie był zbytnio zainteresowany. Adam zgodził się na spisanie jego wspomnień po wielokrotnych namowach latem 2009 roku, kiedy przed EuroBasketem leczył kontuzję w Wyższej Szkoły Fizjoterapii we Wrocławiu. Adam leżał na jednej kozetce, a obok niego też kontuzjowany wówczas  Mariusz Wlazły, a niedaleko jeszcze Władysław Frasyniuk, a ja go „męczyłem” tymi pytaniami o biografię. Wtedy dał zielone światło na stworzenie książki, choć musiały minąć jeszcze ponad dwa lata zanim zaczęliśmy nad nią pracować.

Gortat skazany na książkę?

Adam Wójcik był pierwszy, kto będzie następny? Wiadomo już, że prawdopodobnie latem 2015 roku ukaże się autobiografia Andrzeja Pluty, poza tym na razie o dalszych planach wydawniczych nic nie wiadomo. Dobrym kandydatem na bohatera takiej publikacji mógłby być Maciej Zieliński, który od lat dobrze odnajduje się nie tylko na koszykarskim parkiecie. Gdyby nawet była taka koncepcja, poselski mandat póki co na razie raczej skutecznie takie pomysły torpeduje. Po piłce nożnej widać jednak, że najbardziej „sprzedają się” postacie wyraziste, wymykające się ze wszelkich schematów, ale też w pewien sposób niezależne, które mogą sobie pozwolić na uchylenie różnych tajemnic. A koszykarze?

Ciężko mi typować, którego polskiego zawodnika życie i kariera byłaby dobrym materiałem na całą książkę. Bardziej zamiast tego typu pozycji chętniej przeczytałbym coś większego o szerszym problemie, zjawisku i to uważam za bardziej interesujące niż pojedyncze biografie, choć pewnie kiedyś można spodziewać się takowej o Marcinie Gortacie. Marcin to „samograj”, którego cała historia i osobowość mogą zainteresować nie tylko nasze wąskie środowisko, ale także zdecydowanie większe grono odbiorców. Z drugiej strony chyba dobrze się stało, że o Gortacie nie doczekaliśmy się jeszcze żadnej publikacji, bo na tą chwilę byłaby to historia nieskończonauważa Łukasz Cegliński.

gorti

Gdy zapytaliśmy Piotra Stokłosę, który nie uważa się co prawda za wielkiego fana basketu, ale czyta bardzo dużo książek o bohaterach z różnych dyscyplin, o to jaki polski koszykarz byłby dobrym materiałem na napisanie o nim książki, również wskazuje na Gortata.

Miałby pewnie wiele do opowiedzenia, bo pamiętam jakiś wywiad z nim sprzed lat, bodajże zamieszczony w „Magazynie Sportowym”, który ukazywał się w piątki z „Przeglądem Sportowym”. Wtedy grał jeszcze w Niemczech, w RheinEnergie Kolonia. W rozmowie z dziennikarzem dziennika opowiadał o swoich początkach w Łodzi, o ojcu, który był pięściarzem i medalistą olimpijskim z Monachium i Montrealu, o tym, jak za młodu jeździł „maluchem” i jakim cudem się do niego mieścił. Była to naprawdę bardzo ciekawa rozmowa i myślę, że jako postać byłby świetnym bohaterem na książkę, ale gdy już  skończy karierę.

Basket drugą siłą

Nie będzie zbytnią przesadą napisanie, że w ostatnim czasie koszykówka pod względem publikacji stała się nawet drugą siłą, jesli chodzi o książki sportowe. W tyle zostaje nawet dużo popularniejsza u nas siatkówka, ale jak uważa Łukasz Cegliński, może to wynikać z prostego faktu – koszykówka w skali globalnej ma zwyczajnie więcej ciekawych historii do opowiedzenia niż dyscyplina, w której jesteśmy mistrzami świata. Czy jednak przerodzi się to w nowy stały trend, który sprawi, że doczekamy się następców Łaszkewicza, Ceglińskich i Antczaka? Stokłosa nie jest w tej kwestii wielkim optymistą.

Gdyby był to złoty interes, już dawno by wydawano podobne książki i to na masową skalę. Popatrzmy na piłkę nożną. Kiedyś mieliśmy może z dziesięć premier na pół roku. Teraz tylko w jednym miesiącu pojawia się np. 14 pozycji o futbolu! Na ten rynek zaczynają wchodzić wydawnictwa, które istnieją od wielu lat, ale nigdy nie wydały żadnej książki o piłce. To oznacza, że jest koniunktura na tego typu publikacje. W przypadku koszykówki raczej trudno o tym mówić. Żal serce ściska, kiedy słyszę, że tak świetna książka jak „Srebrni chłopcy Zagórskiego” sprzedała się przez pierwsze trzy miesiące w nakładzie 400 sztuk… Byłem w maju na Warszawskich Targach Książki, gdzie pozycję Ceglińskich można było nabyć na stoisku Wydawnictwa Kopalnia. Zapytałem, ile osób kupiło tą publikację i okazało się, że w ciągu trzech dni zainteresowało się nią ledwie kilku ludzi. To jest dramat, choć zgodzę się, że z koszykówką nie jest jeszcze tak źle. W przypadku książek o siatkówce czy piłce ręcznej byłoby jeszcze gorzej. Nie doszukiwałbym się jednak w zjawisku pojawiania się sporej liczby publikacji o baskecie jakiegoś wzrostu koniunktury. To wszystko dzięki pasjonatom, którzy albo decydują się o koszykówce pisać, albo książki o tej tematyce  przekładać i wydawać w Polsce.

Każdy z opisanych w tekście autorów pisze w różnym stylu, o różnych okresach w historii, ale jedno ich łączy – nie wspominają o pieniądzach, które w tych przypadkach nie były najważniejsze, bo też nie da się ukryć, ale literatura o polskim baskecie kokosów nie przynoszą. Mimo to bardzo możliwe, że autorzy-pasjonaci, którzy już wydali swoje książki, będą kontynuować w tym temacie swoją pracę. Łukasz Cegliński wspomina o różnych pomysłach, Jacek Antczak być może jeszcze zdecyduje się wrócić do pracy z którymś z koszykarzy, Krzysztof Łaszkiewicz od lat ma plany, ale bardzo ciężko jest je zrealizować. Marzy mu się stworzenie czegoś na wzór piłkarskiej Encyklopedii FUJI. Materiałów posiada jeszcze sporo i być może za jakiś czas jeszcze postanowi coś wydać. Chciałby nawet stworzyć większy zespół do współpracy, to na pewno przyspieszyłoby prace. Byłoby na co czekać!

Gdyby powstała jakaś grupa fachowców, pasjonatów, która chciałaby zająć się od początku do końca historią polskiej koszykówki lub jej różnych okresów, bardzo chętnie bym się włączyl w taki projekt – kończy Łaszkiewicz.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Piotr Grabowski

Z urodzenia mieszkaniec miasta, gdzie męska koszykówka z jej damska odmianą przegrywa na łopatki. Z wykształcenia historyk pamiętający o dokonaniach Walentego Kłyszejki, Witolda Zagórskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Komentarze