Jaką rolę powinien pełnić w kadrze Marcin Gortat?

Data:

Wtorkowy OFENS! Gebela

Na wstępie chciałbym wyjaśnić jedną sprawę. Nigdy nie byłem przeciwnikiem, tym bardziej medialnym hejterem Marcina Gortata. Cały czas wzrok mam dobry, mózg też pracuje należycie (z drobnymi przestojami, ale to jak u każdego). Także doskonale widzę, że to nadal najlepszy polski koszykarz. Nadal, bo młodzi depczą po piętach. Taka kolej rzeczy.

Dlatego chciałbym poruszyć sprawę „młodych”. Ostatnie mecze reprezentacji w Hamburgu  dały nam sygnał. Gra z Marcinem Gortatem w składzie nie pozwala reprezentacji Polski do końca rozwinąć skrzydeł. Nie sprawdza się scenariusz: Gortat – opcją numer jeden w ataku i w obronie. Stąd zaczynam się zastanawiać, czy w tej konfiguracji nie jesteśmy bardziej przewidywalni dla przeciwnika?

Dużo więcej piłek kierowanych jest do środkowego Wizards, a przecież cały mecz nie będziemy grać akcji pick’n’roll. Tym samym te dwie, trzy, nawet cztery piłki opuszczają Damiana Kuliga, Mateusza Ponitkę czy Adama Waczyńskiego. Może Marcin Gortat powinien w kadrze pełnić rolę podobną do tej, którą mu przydziela na co dzień trener Randy Wittman, czyli ważnego ogniwa, nie najważniejszego. Takiego faceta od czarnej roboty. Pytanie czy zawodnik z NBA byłby w stanie pogodzić się z tą rolą?

Już za późno, żeby łodzianin stał się zawodnikiem pokroju Pau Gasola czy chociażby Dirka Nowitzkiego, wysokich zawodników potrafiących z piłką zrobić wszystko. Ten drugi w ostatnim czasie najlepiej pokazał na czym polega różnica. To inny typ zawodnika, kompletnie. Niemcy bez Nowitzkiego tracą 75 procent wartości, my bez Gortata… no właśnie, ile?

Od dwóch lat, czyli ostatniego EuroBasketu naprawdę wiele się zmieniło i wielu koszykarzy zrobiło postęp. Ostatnie eliminacje dobitnie pokazały, że do roli liderów nadaje się wyżej wspomniana trójka. Za chwilę ktoś powie, że rywale nie z tej półki itd., itp.

W sezonie ligowym półka była już jednak inna. Kulig przez dłuższy czas był najskuteczniejszym zawodnikiem Euroligi(!). Potrafi rzucić z dystansu, półdystansu, spod dziury tym bardziej. Warunki fizyczne gorsze od naszego lidera, ale wachlarz możliwości całkiem niezły, chyba przyznacie.

Adam Waczyński wybierany zawodnikiem kolejki najlepszej europejskiej ligi to też nie przypadek. Nie rzucał z zawiązanymi oczami i po prostu wpadało (mimo, że w jego przypadku i to się zdarza). To chłopak, który w niesamowitym tempie robi postępy, aż czasami boję się do niego podejść. Tutaj żartuję oczywiście i ślę małe sprostowanie. Adam, dwa lata temu także odpowiadał na każde pytania dziennikarzy obok Łukasza Koszarka. Świetny gość swoją drogą.

Na koniec, co nie znaczy, że najmniej nadaje się do tej roli – Mateusz Ponitka, czy też „polski dynamit”, bo tak go nazywali kibice z Ostendy, którzy już za nim tęsknią. Dla niego nie ma znaczenia półka. On gra po prostu swoją koszykówkę i nikogo się nie boi, przez co może być uważany za bufona, ignoranta, cwaniaczka. Ale taki wałaśnie powinien być lider!

I o tych chłopaków jestem spokojny. Kilka lat temu tęskniliśmy za sytuacją, żeby nasi koszykarze byli wyróżniającymi się postaciami w mocnych klubach i ligach. Dlatego śmiem twierdzić, że właśnie teraz mamy najsilniejszą kadrę od wielu lat, a nie tę, która grała dwa lata temu w Celje. Więc Marcinie, potrzebujemy Cię jak nigdy wcześniej, a Ci chłopacy najbardziej. Może niekoniecznie w roli lidera, a bardziej mentora.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Marcin Gebel

Komentarze