Janusz Jasiński o koszykarskim biznesie „Stelmet Zielona Góra”

Data:

Janusz Jasiński – jedna z najciekawszych osób w polskiej koszykówce. Kiedy Łukasz Koszarek z radości podrzucił piłkę pod sufit hali CRS właściciel Stelmetu Zielona Góra oszalał ze szczęścia. Oszalał po raz drugi. Z właścicielem Stelmetu rozmawiamy tuż po dekoracji. Nie pytamy jednak bezpośrednio o koszykówkę, a o biznes. Koszykarski biznes.

Paweł Łakomski: Przypuszczam, że dla pana finały to ciągły stres. Czego stracił pan najwięcej nerwów, czy – przepraszam najmocniej – kilo?

Janusz Jasiński: Pieniędzy (śmiech). Z nerwów dużo jem, więc kilogramów nie straciłem. Między godziną 23 a 24 wyjadam wszystko z lodówki. Nie jestem przykładem zdrowego trybu życia. Póki jednak pompka działa to będę dalej działać.

Jest pan człowiekiem biznesu. Czy da się porównać jakikolwiek moment z prowadzenia firmy do tego co przeżył pan, przez ostatnie dwie godziny w hali CRS w szóstym spotkaniu finałów TBL?

W biznesie jak wykona się całą pracę bezbłędnie to na koniec cieszysz się z sukcesu. W sporcie tak nie jest. Czasami o chwale decyduje jeden rzut. To jest właśnie najpiękniejsze. Złotego medalu nie da się kupić. Trzeba go wywalczyć. Zawsze jest pierwiastek ryzyka i szczęścia.

Dziś sport to w dużej mierze biznes. 

Zgadzam się. Jeśli tego nie zrozumiemy to koszykówka zniknie. Nastały czasy, w których wszystkie dyscypliny walczą jak tylko mogą o swoje. Mam tutaj namyśli czas antenowy w telewizji. Mocno pracujemy także aby zachęcić firmy do współpracy, ale to jest długa ciężka praca. Co gorsze – nie możemy być sami. Koszykarskim produktem nie jest jedna drużyna, tylko liga. Dziękuje PGE Turowowi Zgorzelec za piękne widowisko. Bez nich nie byłoby nerwów, emocji, strachu i tak dalej. Do tańca trzeba dwojga. Z kolei do tańczenia w lidze potrzeba co najmniej ośmiu.

Zdobyliście złoty medal i zapytam wprost. Zarobiliście na tym?

(chwila zastanowienia) Generalnie tak. Wielkość premii, które dostajemy od sponsorów jest mniejsza, którą sami wypłacamy zawodnikom. U nas premia była tylko i wyłącznie za złoty medal. Za nic innego nie płaciliśmy. Aczkolwiek patrzę na to wszystko nieco inaczej. W kwestii napędzenia promocji koszykówki w Zielonej Górze to zarabiamy. Udział w Eurolidze jest korzystniejszy od Eurocupu. Mi najbardziej zależy, aby dać kibicom to na co zasłużyli – mistrzostwo Polski. Udało nam się zwiększyć frekwencję na meczach. Odbudowaliśmy zaufanie fanów. Nowy klub kibica pokazał w finałach klasę, a ciągle będzie się rozwijać.

Uporządkujmy parę spraw. Firma Stelmet dalej będzie waszym tytularnym sponsorem?

Powiem tak. Jeszcze jest „stary” sezon. Za chwilę będzie „nowy” i będziemy rozmawiać.

Jak klub wygląda od strony finansowej? Plotek na ten temat jest mnóstwo. 

Przyzna pan, że gdyby to wszystko było prawdą to nas nie powinno tutaj być.

Czyli pan się z tego śmieje?

Ludzie nie rozumieją świata czasami. Największymi sportowymi bankrutami są Real Madryt i FC Barcelona. Nie dajmy się zwariować. Kluby muszą być wypłacalne i wiarygodne. Dziś w Polsce nie jesteśmy w stanie zbudować klubu, który będzie zarabiać pieniądze. W takim mieście jak Zielona Góra zorganizować środki finansowe jest niezwykle trudno. Niech pan uwierzy, że 90% naszej aktywności wykorzystujemy tylko po to.

Na dzień dzisiejszy macie zaległości wobec koszykarzy?

Każdego zawodnika sytuacja jest inna. Wszystko jest jednak pod kontrolą.

Pod kontrolą?

Pod kontrolą.

Od kilku lat odnoszę wrażenie, że panu, poza sukcesami sportowymi Stelmetu Zielona Góra, tak po ludzku mocno zależy aby Stelmet w Polsce był lubiany. 

To jest najtrudniejsze. Chciałbym żeby też mnie lubili, ale niestety mam niewyparzoną gębę i za często mówię to co myślę. Czasem to popłaca, ale nie do końca przysparza przyjaciół. Apeluję zawsze do wszystkich kibiców o zrozumienie. To nie jest tak, że my się wypowiadamy w mediach, bo przed komputerem z piwkiem na coś wpadliśmy Robimy to dlatego, że pewne rzeczy nas bolą. Od razu podam przykład. W finałach na parkiecie są dwie ligowe naklejki na parkiecie „FINAŁ 2015”. Co one dają? Nic. Gdybyśmy mogli to sprzedalibyśmy na to miejsce każdą po 20 tys. zł. Szkoda, prawda?

Każdy z nas uczy się na błędach. Czego nauczył się Janusz Jasiński od zdobycia pierwszego złotego medalu w 2013 roku? 

Pokory. Koszykówce w Polsce potrzebni są tak kolorowi ludzie jak ja, którzy rozweselają fora internetowe. Nie brałbym ich jednak zawsze na poważnie, bo często są wyciągnięte z kontekstu. Delikatnie mówiąc są pocięte. Tego najbardziej nienawidzę. Jedna moja długa wypowiedź jest dzielona i publikowana przez kilka dni. Nie dziwię się później, że kibice zadają sobie pytanie czy ten Jasiński jest normalny.

Euroliga ponownie zawita do Zielonej Góry?

Jeżeli spełnimy kryteria to tak. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nie zbudujemy zespołu na Euroligę, który będzie w stanie powalczyć o TOP16. Próbowaliśmy dwa lata temu, teraz próbował Turów. Dobrze wiemy, że kto tam grał później tracił tytuł mistrza Polski. Dlatego Euroligę traktowałbym w formie promocji tej organizacji w naszym kraju. Będę apelował o to aby była dobrze pokazana. Dzięki koszykówce możemy rywalizować z europejskimi potęgami, które kibice uwielbiają za sprawą piłki nożnej. W Polsce można to sprzedać jako naszą walkę z Realem, czy Barceloną.

Rozmawiał Paweł Łakomski

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze