Joel Embiid – więcej niż MVP?

Data:

Czwartkowy OFENS! Kajzerka

Opinia powtarzana konsekwentnie w ustach ekspertów w końcu zaczyna się utrwalać – staje się powszechna. Gdy dotyczy ona gracza, który ma być kolejnym wielkim tego sportu, robi się także interesująca. Amerykanie lubią dmuchać balon, aby potem przebić go nie czując żadnych skrupułów. Niemniej dużo przesłanek wskazuje na to, że gracze jak Joel Embiid rodzą się raz na kilka pokoleń. Na razie to wyłącznie hipoteza, którą bardzo łatwo nadużywać. Kolejne miesiące sezonu NBA skutecznie ją zweryfikują, bo gracze pokroju LeBrona Jamesa czy Kobego Bryanta zwyczajnie nie każą na siebie czekać.

Joel Embiid zadebiutował po dwóch latach od draftu. Po sezonie 2013/2014 w NCAA, o talencie wychowanka Kansas JayHawks mówili niemal wszyscy. W przeciągu zaledwie jednego roku przerósł potencjałem samego Andrew Wigginsa – złote dziecko kanadyjskiej koszykówki. Jednak tuż przed wyborem Embiid nabawił się kontuzji stopy. Uraz wystawił mu tzw. czerwoną flagę. Nagle generalni menadżerowie zaczęli się zastanawiać czy warto. W Filadelfii nie mieli nic do stracenia, więc wyciągnęli Embiida z trzecim pickiem. Wysoki miał opuścić cały sezon 2014/2015 i zadebiutować w kolejnych rozgrywkach.

Szybki rozwój Kameruńczyka nie był jednak adekwatny do wzrostu jego samodyscypliny. Zawodnik zlekceważył to jak ważna w przypadku kontuzji stopy jest rehabilitacja i wielokrotnie zdejmował but ortopedyczny m.in. po to, by imprezować bez żadnych ograniczeń. Badania przed rozgrywkami 2015/2016 wykazały, że uraz się odnowił. Embiid opuścił kolejny sezon. Na tamtym etapie zaczęto kręcić nosem. Problemy zdrowotne zawodnika sugerowały, że nigdy tak naprawdę nie będzie w stanie dojrzeć do swojej najlepszej formy, niczym Greg Oden.

Zaczęto żartować, że Embiid zamiast skupić się na pracy, publikuje w mediach społecznościowych wideo, jak gram sam na sam z… koszem. Wyglądał fantastycznie – ruchy w post, dynamika, balans ciała, ale to wszystko nie miało najmniejszego znaczenia. Defensorzy jak Dwight Howard czy Marc Gasol mieli sprowadzić Kameruńczyka na ziemię. W Filadelfii przyjęli, że nie będą forsować wysokiego i nałożą mu kaganiec minut. Problemy ze stopą Joela były zbyt poważne, aby od razu zapewnić mu trzy pełne kwarty i dominującą rolę w ataku.

Pierwszy mecz – 22 minuty, 20 punktów. Rzut z dystansu, zejście do środka, bieganie w kontratakach i obrona kosza. Embiid nie chciał czekać i odsłonił wszystko, powodując generalne poruszenie. Po trzech meczach Joel notuje średnio 17,3 punktu, 6,3 zbiórki, 1,3 asysty i 2,7 bloku trafiając 45,9% z gry. Biorąc pod uwagę fakt, że w optymalnych warunkach spędzałby na parkiecie średnio 14/15 minut więcej, to podane liczby otwierają oczy i przedstawiają naprawdę interesujący argument w kwestii tego, jak wielki graczem się stanie.

Przed nim jeszcze 78 meczów sezonu regularnego. Sixers nie włączą się do walki o awans do fazy rozgrywek posezonowych, wobec czego kolejny rok zespół poświęci na szlifowanie talentu młodych zawodników. Embiid jest obok Bena Simmonsa jedynym wątkiem drużyny, o którym fani drużyny chcą naprawdę dyskutować. Zatem presja będzie rosnąć zarówno po lepszych, jak i gorszych meczach. Odporność psychiczna środkowego odegra w tym procesie niezwykle ważną rolę. Jednak po dwóch latach oczekiwania na profesjonalny basket, zawodnik chce po prostu wyjść i pakować piłkę do kosza.

Jak dobry się stanie? Ma 22 lata, więc jego dorastanie musi toczyć się w bardzo dynamicznym tempie. Mając 26/28 lat powinien być jednym z najlepszych zawodników w lidze. Utrata dwóch sezonów będzie dla niego bardzo kosztowna, jednak pierwsze mecze nowych rozgrywek nie wskazują na to, by ubyło mu talentu. Jeśli te najśmielsze oczekiwania, co do jego potencjału zamienią się dla zawodnika w rzeczywistość tu i teraz, to Embiid przerośnie poziom MVP i zacznie być wkładany w kategorię tych, którzy zdarzają się raz na kilka pokoleń.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Michał Kajzerek
Współpracownik

Komentarze

Jedna odpowiedź