Kadra U20 na ME, czyli kabaret. Jesteśmy beznadziejni!

Data:

Trzeci mecz, kolejne bęcki od rówieśników. Tak w skrócie można podsumować dotychczasowy występ orłów z kadry U20 prowadzonej przez Mariusza Niedbalskiego. Choć drwimy z naszych młodych koszykarzy to uwierzcie, że wcale nie czerpiemy z tego radości. Ich dotychczasowe wyniki to jeden wielki kabaret. Użylibyśmy innych słów, ale prosiliście nas, abyśmy na stronie więcej nie przeklinali.

Polska – Ukraina 55:79

Polska – Czechy 67:102

Polska – Rosja 56:81 

OK. Przegrać zawsze można. Nikt nie wymagał od tej reprezentacji Bóg wie czego. Mieli nie przynieść wstydu, spróbować powalczyć.  Tym bardziej, że roczniki 1995 oraz 1996 nie należą do naszej najlepszej generacji. Z „srebrnym” rocznikiem 1993 mają wspólnego jedynie asystenta trenera, Piotra Bakuna. Pozostałe elementy koszykarskiego rzemiosła to jedna wielka przepaść.

I wiecie co? To już nawet nie chodzi o umiejętności koszykarskie. Jedni mają większe predyspozycje, drudzy mniejsze. Zespół, który tworzyli Mateusz Ponitka, czy Przemysław Karnowski, miał charakter. Ogromne „jaja” na parkiecie. Przegrywali, ale po walce. Trudno sobie przypomnieć sobie abyśmy z tamtego zespołu drwili. Charakter i zaangażowanie – tego nie można było im odmówić.

Kiedy oglądamy zespół Mariusza Niedbalskiego to nie widać tam chemii. Podczas spotkania z Rosją zaczęliśmy się zastanawiać, czy podczas zgrupowania koszykarze pozwolili sobie na „piwko”, aby zintegrować grupę, poprawić atmosferę. Po trzech spotkaniach biało-czerwoni przypominają grupę chłopców, którzy zebrali się parę dni temu na lotnisku, dostali reprezentacyjne dresy i próbują grać w koszykówkę. Nie widać tam złości, serca, dania czegoś z wątroby, jak to często mówi w stosunku do polskich piłkarzy Mateusz Borek. I z tym nie możemy się pogodzić. Szkoda.

Przejdźmy do spraw czysto koszykarskich.

Kadra U20 ma pecha. Wszystkie ich spotkania są dostępne na YouTubie w doskonałej jakości. I dobrze. Szef wydziału szkolenia PZKosz Mirosław Noculak nie wmówi nam , że „na żywo” wyglądało to zupełnie inaczej. Zarzut wobec najstarszych juniorów jest prosty – na ich grę nie da się patrzeć. Składa się na to kilka czynników. Jeden wielki chaos w ataku i dziurawa obrona. Dlaczego tak jest? Nie są przygotowani do rywalizacji na takim poziomie. Koszykarsko „leją” nas dziś Ukraińcy i Czesi. Przyznajcie, że jeszcze parę dni temu nikt by nie przypuszczał, że z nimi można przegrać różnią ponad 20 punktów!

W ofensywie na palcach jednej ręki można policzyć akcję w każdym spotkaniu, po których trener Niedbalski mógł być zadowolony. Reszta to rozwiązania sytuacyjne, najczęściej rzut za 3. Żebyśmy nie byli gołosłowni. Dziś przeciwko Rosji kilka razy dochodziło do akcji, w których z „topu” akcję dwójkowe grali Mikołaj Witliński i Damian Jeszke. Dla niezorientowanych wyjaśnimy, że nie są to nasi obwodowi. Witliński gra jako center, Jeszke jako silny skrzydłowy. Organizacja – to podstawowy problem tego zespołu. Aby tego było mało jesteśmy we Włoszech niedokładni. Przeciwko Rosjanom popełniliśmy 18 strat.

Między meczami dzwonimy do różnych ludzi ze środowiska i pytamy o przyczyny takiego stanu rzeczy. Odpowiedź jest prosta.

Brak rozgrywającego. Dzierżak, Wadowski i Włodarczyk mogą sobie klepać w Polsce, ale w Europie nigdy to nie przejdzie – mówią zgodnie.

Trudno się z tym nie zgodzić. Wymienieni zawodnicy nie są źli. Są to na pewno ciekawi chłopcy, ale predyspozycji do rozgrywania nie mają. Najbliżej do miana „jedynki” jest Pawłowi Dzierżakowi. Niestety, nie na poziomie U20 w Europie. Wadowski to tzw. combo. Włodarczyk? Warunki fizyczne przekreślają go na samym stracie.

O obronie trudno cokolwiek napisać. Ten element w naszej taktyce nie istnieje. Jesteśmy mijani w pierwszym kroku, następnie spóźnieni, nie pomagają podwojenia. W trzech spotkaniach straciliśmy łącznie 262 pkt., co daje średnią 87 pkt. Słowem – dramat.

Polacy są na najlepszej drodze, aby pożegnać się z dywizją A. To będzie oznaczać, że ani jedna z reprezentacyjnych młodzieżówek nie będzie w rywalizować z najlepszymi. Czas najwyższy pociągnąć do odpowiedzialności osoby, które w Polskim Związku Koszykówki zajmują się szkoleniem młodzieży. Tyczy się to Mirosława Noculaka i Zdzisława Kassyka, a także najważniejszych włodarzy federacji.

Miejmy świadomość, że dzięki przepisowi o dwóch Polakach na parkiecie w TBL zawodnicy, którzy tworzą kadrę U20 są następnymi w kolejce po kontrakty w klubach ekstraklasy.

Czyli, pchanie, pchanie i jeszcze raz pchanie. Wszystko za darmo. Zresztą, o czym my mówimy. Odpowiedzią na przepis o dwóch Polakach jest naturalizacja A.J. Slaughtera. Koniec, kropka. Ktoś kto twierdzi inaczej jest oderwany od rzeczywistości.

Obiecujemy wam, że problemu szkolenia młodzieży przez PZKosz nie zignorujemy. Za daleko to zaszło, aby tak to zostawić.

Na podsumowanie słowa Maćka Zielińskiego dla Mateusza Zborowskiego oddają wszystko.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze

4 komentarze