Kiedyś III liga, dziś czołówka #tblpl

Data:

Po ligowych parkietach biega wielu zawodników, ale nikt nie przeszedł tak specyficznej drogi do TBL jak Jakub Zalewski. Wychowany i związany z Radomiem już od dekady rośnie w siłę wspólnie z Rosą, a marsz ten rozpoczął się jeszcze podczas występów w półamatorskiej trzeciej lidze.

W nadchodzącym roku Jakub Zalewski będzie obchodził już 29. urodziny. Gdy rozpoczynał koszykarskie treningi w wieku dziesięciu lat, w Radomiu właśnie gruntownie zmodernizowano halę MOSiR, w której do dziś występują koszykarze Rosy. Wtedy, w 1996 roku 10-letni mały Kuba zupełnie nie mógł jeszcze myśleć, że zostanie profesjonalnym sportowcem i będzie reprezentował w tej hali koszykarski klub z rodzinnego miasta, który będzie za kilkanaście lat uznawany za jeden z czołowych w Polsce.

Zresztą dzieciaki wtedy w Radomiu zamiast popisów Tyrice’a Walkera i innych ligowych wirtuozów chętniej oglądali Pawła Zagumnego, który w radomskiej hali występował w barwach Czarnych. To siatkarze byli w latach 90-tych prawdziwą chlubą radomskiego sportu – dwukrotnie stawali na podium mistrzostw Polski, zdobywali Puchar Polski, a młodzież najbardziej była zapatrzona między innymi w Piotra Gabrycha czy Marcina Kocika. Dlaczego więc Zalewski poszedł nieco pod prąd?

Od małego interesowałem się sportem i chciałem go uprawiać. Najchętniej grałem w piłkę nożną, najbliżej mi było, żeby zapisać się na treningi do Broni Radom, ale gdy ogłoszono nabór do czwartej klasy szkoły podstawowej, stanęło na koszykówce. A siatkówka jakoś mnie nie interesowała. W tamtych czasach oglądałem przede wszystkim te wszystkie finały PLK, które leciały w telewizji. Śląsk Wrocław z Adamem Wójcikiem, Maciejem Zielińskim, Raimondasem Miglinieksem, od tamtej pory zawsze podobała mi się gra Andrzeja Pluty, do tego pamiętam ten ostatni rzut Michaela Jordana z Utah Jazz. To było niesamowite, przed jego ostatnią akcją w szóstym meczu Finałów w 1998 roku rozgrywałem sobie to wcześniej w głowie jak to rozegra, że wszyscy będą rozstawieni po bokach, a on trafi w swoim stylu. I tak byłoz uśmiechem opowiada Jakub Zalewski.

waczynski

Wtedy mogło się wydawać, że jeśli chce być zawodowym sportowcem z Radomia, powinien wybrać wszystko, tylko nie basket. Okazało się, że ta decyzja o trenowaniu koszykówki okazała się absolutnym strzałem w dziesiątkę, choć jeszcze długo nic się na to nie zapowiadało. W Radomiu w okresie młodzieńczym Zalewskiego tylko przez jeden sezon była pierwsza liga, czyli zaplecze PLK – w sezonie 1998/1999 AZS Politechnika Radom z trzydziestu meczów w lidze wygrał jednak zaledwie jeden, będąc zdecydowanie najsłabszym zespołem całych rozgrywek.

Lata szkolnych treningów mijały, a Zalewski po ukończeniu podstawówki i gimnazjum, w 2002 roku rozpoczął naukę w szkole średniej. Rozgrywał w tamtym czasie sporo pojedynków na szczeblu wojewódzkim z zespołami o ugruntowanej marce, które od lat słynęły z co najmniej solidnego szkolenia. Teoretycznie najlepszym pomysłem na doskonalenie umiejętności byłaby przeprowadzka do bardziej koszykarskich miast, ale stanęło na kontynuowaniu kariery w Radomiu.

Wielu chłopaków z tych teoretycznie lepszych zespołów szybko przecież skończyło kariery. Wiele razy występowaliśmy przeciwko drużynom z Pruszkowa, Polonii Warszawa, to byli wtedy potentaci, takie klasyczne koszykarskie ośrodki. Czy myślałem, żeby kiedyś wyjechać z Radomia? Może pojawiała się jakaś taka myśl, że może warto byłoby spróbować, ale mi tu zawsze było najlepiej. Do nas może mało kto wtedy zaglądał z zewnątrz, nie przyjeżdżali tu poszukiwacze talentów, ale ciężko przewidzieć, czy gdybym grał wcześniej np. w Pruszkowie, a nie w Radomiu, w ogóle dziś byłbym w tym miejscu, w którym jestem. – stwierdza koszykarz Rosy.

Perspektywy na to, by w swoim rodzinnym mieście występować w jakiejkolwiek lidze, pojawiły się dopiero w 2003 roku. Tu dochodzimy do początków historii Rosy. Był to oczywiście zupełnie inny klub, działający jeszcze na bardziej amatorskich zasadach. W składzie zespołu zgłoszonego do rozgrywek ledwie III ligi był wówczas właśnie 17-letni Zalewski. Czy w ogóle można porównywać tamte czasy z obecnymi?

To był zupełnie inny klub, działało to jeszcze głównie oczywiście bardziej amatorsko niż „pro”, ale nie ma co się dziwić, to była trzecia liga. Część chłopaków pracowała, część się uczyła, dlatego też tych treningów było siłą rzeczy mniej, a sam na przykład wtedy jeszcze nie trenowałem na siłowni. Pod względem treningu trochę się zmieniło, gdy przyszedł do nas Piotr Ignatowicz, który miał już za sobą sporo doświadczenia i wiedział jak to powinno być wszystko zorganizowane. Z  czasem, gdy klub stawał się coraz silniejszy, trzeba było też samemu się rozwijać, żeby nie odstawać. III liga, II liga, potem już zaplecze PLK, wymagania były coraz wyższe i trzeba było ciągle dodatkowo pracować i rosnąć w siłę wraz z klubem i w nim dalej występować. – opowiada Zalewski.

W 2006 roku dzięki „dzikiej karcie” Rosa mogła zadebiutować w II lidze. Wtedy 20-letni Zalewski ani wcześniej ani później nie bywał pierwszym strzelcem, takim klasycznym liderem zespołu. Jak spojrzy się w jego statystyki nawet z II ligi, to pod względem zdobyczy punktowych w najlepszym sezonie osiągał tylko średnio 11,9 punktów. Nie miał też nigdy dobrych warunków fizycznych – jego 184 cm wzrostu od początku kariery nie mogły stanowić poważnego atutu. Mimo to przez lata spokojnie utrzymywał miejsce w składzie radomskiego zespołu, który charakteryzował nieustanny progres.

Na pewno coś w tym jest, że zawsze potrafiłem dostosować się do swojej roli w drużynie. Może to, że nawet w drugiej czy trzeciej lidze nie byłem takim liderem zespołu, pomogło mi w odnalezieniu się później na wyższym poziomie. Tak jak teraz w Rosie, gdzie może nie gram wiele minut, ale staram się wykonać określone zadania. Co do warunków fizycznych, oczywiście zdawałem sobie sprawę, że nie będzie to już nigdy mój atut, dlatego cały czas starałem się sporo pracować nad rzutem, bo to wraz z odpowiednim dostawaniem się do roli w zespole mogło stanowić moje plusy. – kontynuuje.

Po 2010 roku Zalewski grając w I lidze i widząc, że daje sobie radę w czołowym klubie tej ligi, już w pełni uwierzył, że szansa debiutu w krajowej elicie jest coraz bliżej. Do tego doszło w sezonie 2012/2013, kiedy Rosa Radom była tylko beniaminkiem i w wielu spotkaniach wyraźnie płaciła frycowe. Wtedy trąciło jeszcze to wszystko wesołym i mało zorganizowanym basketem z dolnych rejonów tabeli. Dziś jednak jest to już inny zespół, który walczy o praktycznie najwyższe cele.

rosateam

Lata mijają, czasy się zmieniły, a Jakub Zalewski nadal trzyma się w składzie Rosy. Mimo, że jego rola nie jest pierwszoplanowa, to cały czas jest przydatny klubowi, w którym występuje już od ponad dekady. Zalewski w obecnym sezonie w ciągu niecałych dziesięciu minut na parkiecie zdobywa prawie 5 punktów, oddając w tym czasie średnio ponad trzy rzuty. To wynika z jego obecnej roli – na boisko ma umiejętnie wejść, kiedy wymaga tego sytuacja i wtedy „ukąsić” przeciwnika.

Historia Jakuba Zalewskiego to ewenement w krajowej skali, bo aktualnie ze świecą szukać drugiej takiej kariery w klubach TBL. Jest jeszcze wierny od wielu lat Szczecinowi Maciej Majcherek, ale jego droga nieco się różni, bo za młodych lat zdołał jednak zostać mistrzem Polski juniorów oraz zaliczyć występy w PLK. 28-latek z Radomia przebrnął przez drogę, która może zadziwiać wszystkich. Startując z całkowitych nizin wylądował w krajowej czołówce. Przez to zamiast do mającego za sobą występy w Radomiu Pawła Zagumnego bliżej mu do Dariusza Sztylki z piłkarskiego Śląska Wrocław. Sztylka przeszedł drogę z piekła do nieba ze Śląskiem, wszak w przeciągu dwunastu sezonów zaliczył występy w III lidze jak i zdobył mistrzostwo kraju.

Wspominając tą historię Sztylki, Zalewski tylko się uśmiecha. Rosa na tą chwilę nie jest jeszcze zespołem, która byłby w stanie wywalczyć mistrzostwo Polski. Gdy osiemnaście lat temu 10-letni Jakub rozpoczynał koszykarskie treningi, tym bardziej nikt o zdrowych zmysłach też w to nigdy by nie uwierzył. W Radomiu zmieniło się jednak wiele, ale nie hala, która ciągle jest domem zarówno dla Rosy jak i Czarnych występujących w siatkarskiej PlusLidze. Na tle innych ligowych obiektów bywa czasami nawet obiektem prześmiewczych żartów.

Ale hala to nie wszystko. Wiele zespołów ma co prawda lepsze od nas hale, ale jak pokazują wyniki, to my jesteśmy wyżej w tabeli. Tez jest u nas wielu kibiców, którzy przychodzili i będą przychodzić na nasze spotkania, niezależnie w jakim obiekcie gramy – argumentuje Zalewski.

Cały radomski zespół znajduje się poza głównym spektrum zainteresowań mediów. Sam Zalewski nie zamierza dodatkowo rozbudzać zainteresowania i udzielać się także na profilach społecznościowych. Ten spokojny i skromny zawodnik spędza czas raczej na treningu lub obserwując inne mecze już w domu niż buszuje po serwisach społecznościowych . Czy to nie wymierający gatunek sportowca – cała kariera w jednym klubie, do tego ta niechęć do afiszowania się w mediach społecznościowych? Pod tym względem Jakub Zalewski zachowuje się nieco pod prąd, czyli w sumie tak samo jak przed laty stawiając w Radomiu na koszykówkę. I wychodzi mu to na dobre.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Piotr Grabowski

Z urodzenia mieszkaniec miasta, gdzie męska koszykówka z jej damska odmianą przegrywa na łopatki. Z wykształcenia historyk pamiętający o dokonaniach Walentego Kłyszejki, Witolda Zagórskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Komentarze