Koszykarskie laboratorium we Wrocławiu

Data:

Czwartek. Jeden z pierwszych dni tej polskiej jesiennej szarugi, która sprawia, że masz ochotę nie wychodzić spod koca, zamawiać pizzę i oglądać „Belfra”. Jadę jednak tramwajem z dwoma przesiadkami na ulicę Czajczą. Wysiadam na przystanku, od razu wyprzedza mnie chłopak na wózku w kilkunastoletniej bluzie z napisem „Wrocław”. Przez przejście przepuszcza go nadjeżdżająca ciężarówka. Po chwili znika za drzwiami nowiuteńkiego obiektu i przez 1,5 godziny gra w koszykówkę na wózkach. Postawił ją ktoś, kogo bohater tego tekstu nazywa „Szefem”. Bo rzeczywiście nim jest. Szef jest chory, złapała go grypa, więc nie mogę mu zadać retorycznego pytania. – Czy panu jeszcze się chce?

99 na 100 by się nie chciało. Po tym, jak został potraktowany Przemysław Koelner, gdy odbudowywał koszykówkę we Wrocławiu. Polityka. Nie poddał się. Tak samo, jak ten chłopak na wózku. Kilkadziesiąt milionów złotych kosztował obiekt przy ul. Czajczej.

Bez żadnej dotacji z Unii Europejskiej czy Ministerstwa Sportu. “Szef” wpakował tyle pieniędzy w halę, hotel i restaurację. W przyszłości mają zarabiać na utrzymanie kosztów hali. Koelner w rozmowie z Polskim Radiem Wrocław. – To najnowocześniejszy ośrodek przygotowań koszykarskich w Europie. (…) Obiekt, który nie będzie przynosił dochodów, ale na prąd czy gaz powinien zarobić – tłumaczył.

Jak na dyżurce

Obserwuję trening chłopaków z drugoligowej drużyny WKK Wrocław, którą prowadzi Tomasz Niedbalski. Warunki, jakich pozazdrościłby mu każdy trener ekstraklasy. Nie tylko w Polsce. Hala WKK mieści trzy pełnowymiarowe boiska do koszykówki. Dlatego oprócz wrocławskiej drużyny z obiektu chętnie korzystają za opłatą także pierwszoligowe drużyny Doralu Nysy Kłodzko czy Jamalex Polonii 1912 Leszno.

Gdyby wszystkie trzy zespoły chciały rozegrać trening o tej samej godzinie nie byłoby problemu. Dodaj do tego osobną strefę do treningu siłowego oraz boczne kosze na ścianach (w sumie 15). Latem przy ul. Czajczej z obiektu korzystali ci, którzy teraz biegają po ekstraklasowych i pierwszoligowych parkietach m.in. Kamil Chanas, Artur Mielczarek, Jarosław Zyskowski Jr, Krzysztof Jakóbczyk, Bartosz Diduszko, Jakub Koelner, Aleksander Leńczuk, Jakub Trojan, Szymon Kiwilsza, Igor Wadowski, Jakub Nizioł czy Jan Grzeliński.

Pół godziny później siedzimy w trenerskim “kantorku”. Pokój pomalowany na żywy żółty kolor, dwa biurka, korkowa tablica i materac do spania. Jak w szpitalu na dyżurze. – Wcześniej mieliśmy szatnię numer 44 na AWF-ie. Teraz mamy w końcu swój gabinet. Spędzamy na obiekcie większość dnia. Sebastian (Potoczny – trener drużyny U-20) był wczoraj i dziś po 12 godzin, ja dziś tyle samo, podobnie inni trenerzy młodzieżowi. Czasami, w przerwie między treningami jest czas by uciąć sobie energetyczną drzemkę. Chociaż to II liga koszykówki i zespoły młodzieżowe, to w końcu możemy powiedzieć o sobie, że wykonujemy zawód trenera – tłumaczy Tomasz Niedbalski.

Jak pracuje mu się w takich warunkach? – Od początku wiedzieliśmy, że tutaj jednostka treningowa będzie inna. Już po chłopakach widzimy, że niektórzy odczuwają większe zmęczenie niż w tym samym okresie rok, czy dwa lata temu. Ilość koszy, przestrzeń, plus to, że możesz przyjść dużo wcześniej i wyjść minimum pół godziny po treningu. Strefa motoryki jest otwarta. Sama ilość oddawanych rzutów poszła u wszystkich mocno do góry. Zawodnik oddaje ich o wiele więcej, gdy może skorzystać z bocznych obręczy niż z dwóch na całej sali – wyjaśnia. Z kantorka przenosimy się na parkiet.

Zapożyczone z futbolu

Obok boiska stoją touchback’i. To urządzenia podpatrzone u piłkarzy, na których zawodnicy ćwiczą podania. – To jest hit! Doceniają je zwłaszcza ligowi zawodnicy, którzy z tego żyją. Wcześniej nie mieli takich ćwiczeń, bo kto tak naprawdę ćwiczy podania? Ta maszyna powoduje, że w ciągu 10-15 minut możesz zrobić kilkaset podań. Pracuje przedramię, dłoń z automatu staje się większa, zyskujesz czucie piłki – tłumaczy trener Niedbalski.

img_20161006_185714-1

Podczas porannych treningów zawodnicy dzielą się na grupy. Dwóch, trzech, czterech zawodników ma np. jeden kosz dla siebie. Bajka. Jest także automat do podawania piłek. – Dostałem informację od producenta, że wrzucaniem filmików z treningów rzutowych do sieci zrobiliśmy im niezłą reklamę. Pierwszy taki sprzęt miała Dąbrowa, teraz po nas dokupiła go m.in. Rosa Radom. Gdy ostatnio pękła nam sprężyna, to w ciągu pięciu dniu przesłali nam nową plus nowy tablet – mówi. Nowy tablet posiada już funkcję Player ID. Każdy zawodnik może się na nim zalogować i śledzić swoje postępy – uczymy się programować tą funkcję.

Jedna z nowych “zabawek” to system mikrokomórek Micro Gate. Trener wyjmuje je spod biurka i rozstawia w kantorku. Programuje ćwiczenie na tablecie. Zawodnik porusza się po małym polu i ma dotykać ten ze stojaków, na którym świeci się zielona lampka. Po chwili Tomasz Niedbalski biega po całym pomiędzy nimi i zdobywa kolejne punkty. – Masa to jedno, bo trzeba umieć się przepychać, ale najważniejsze by trafiać do kosza, umieć reagować w sytuacjach trudnych, podejmować szybkie i dobre decyzje to jest kluczowe – tłumaczy.

Hiszpan Alex Abrines (Oklahoma City Thunder) udowadnia, że w nowoczesnej koszykówce cechy wspomniane kilka zdań wyżej są kluczowe: rzut, reakcja, rozwiązywanie sytuacji na boisku. Pojawia się w tym tekście nieprzypadkowo. Często bowiem, młodzi zawodnicy spotykają się z zarzutem, że nie robią/nie potrafią nabrać odpowiedniej masy. Trener przekonywał mnie, że to wcale nie jest w koszykówce na tym poziomie wieku najważniejsze. I oczywiście przyznałem mu rację. A teraz zobaczcie Micro Gate w akcji.

Czajczą 19 możemy nazwać takim małym laboratorium, w którym trwają testy nad znalezieniem systemu idealnego. Trenerzy cały czas pracują nad rozkładem treningów, grup, obłożeniem koszy, ćwiczeniami. Poniedziałki to dzień trenerskich obrad. – Wtedy siadamy i planujemy intensywność treningów. Mamy skalę od 1 do 6. Teraz np. robimy mikrocykl w skali 3,4. Środowy trening był najmocniejszy, pozostałe służą po to, by chłopaków wyświeżyć, ze względu na ilość rozgrywanych spotkań w miesiącu – mówi Niedbalski.

Dodaje, że w końcu trenerzy mają także czas przedtreningowy i potreningowy. – Piętnaście koszy, w tym cztery w strefie motoryki, do tego pokaźny arsenał trenażerów. To jest świetne miejsce do tego, żeby się samodoskonalić – wyjaśnia. Zatrzymajmy się na chwilę przy urządzeniach.

Na stworzenie systemu trenerzy dają sobie rok. Chcą, aby wszystkie ćwiczenia indywidualne wykonywane przez koszykarzy można było mierzyć, zapisywać, a następnie porównywać z innymi osobami, rocznikami, które się pojawią.

Wtedy np. będzie można porównać, jak najlepszy rozgrywający z rocznika 2010 wypada na tle zawodnika na tej samej pozycji, który trenował tu 10 lat wcześniej. Później ten schemat mają powielać wszystkie grupy – tłumaczy. – Taka koszykarska szkółka Ajaxu czy Barcelony? – dopytuje. – Tak. Innej możliwości nie ma – odpowiada Niedbalski (kuca na zdjęciu poniżej) .

fot. Kosma Zatorski

Sam uczył się, jak to wcześniej przed nim zrobili Francuzi, Hiszpanie, Turcy czy Serbowie. – Kiedyś myślałem, że wszystkie dobre rzeczy podpatrzone u gigantów koszykówki, da się przenieść na polskie podwórko. Teraz wiem, że wszystkiego nie da się zrobić. W Hiszpanii koszykówka to sport numer dwa, w Serbii każdy gra w dyscypliny zespołowe i każdy chce się napieprzać, walczyć po to, by później zarabiać duże pieniądze. U nas tego nie ma. I wszystkiego nie możemy przenieść na grunt polski, nawet mając najlepszy treningowy system, bazę i gadżety. Jesteśmy niszową dyscypliną – niestety ciężko się z nim nie zgodzić.

Przykład idzie ze Skandynawii

Trzeba więc wzorców szukać gdzie indziej. Na północy. W zimnej, liczącej 5,5 mln obywateli Finlandii. Gdzie koszykówka wcale nie jest dyscypliną numer jeden, dwa czy trzy. Podobnie, jak i u nas.

– Możemy dziś brać przykład z Finów. To jeszcze kilka lat temu mogłoby się wydawać śmieszne. Teraz mają dobrą reprezentację seniorską, a ich wszystkie młodzieżowe zespoły grają w dywizji A. Henrik Dettmann kiedyś opowiadał nam, że tam każdy chłopak chce grać w hokeja, piłkę nożną siatkówkę lub biegać. Dopiero później myśli o tym, by grać w koszykówkę – mówi.

– Byłem z Sebastianem Potocznym na ostatnich ME Kadetów w Radomiu. Widzieliśmy ich 3 mecze. Te dzieciaki znały wszystkie zasady poruszania się w defensywie, wszystkie reguły spacingu. Jeśli chodzi o kulturę gry w ataku i obronie, to przebijają nas o klasę. Ich dzieci niczym nie różnią się od naszych, my mamy nawet lepsze warunki fizyczne. Ale to, jak oni bronią indywidualnie i zespołowo. Galaktyka. Dlatego my teraz możemy uczyć się od nich. Tylko systemowa, długofalowa, metodyczna i ciężka praca może przynieść efekty – wyjaśnia trener Niedbalski.

img_20161006_185805

Na tych Mistrzostwach spotkałem Andrzeja Plutę, który opowiadał mi jak ćwiczą jego synowie w Hiszpanii.
– Rywalizacja. To jest klucz. Tam co roku z grupy odpada czterech najsłabszych graczy, za nich przychodzą inni, lepsi. W Polsce natomiast ciągle robi się nabory, ale nie robi się selekcji, bo nie ma z czego. Żeby móc to wprowadzić, musi być masowość. Pierwiastek rywalizacji oraz selekcja to najlepsza weryfikacja. Bez odpowiednich dzieci ten sport nie pójdzie do przodu – tłumaczy.

Pierwsze próby zostały podjęte.

– Musisz zobaczyć jak pracują nasi trenerzy grup minikoszykówki – uwielbiam patrzeć na te zajęcia. Kolorowo, trenażery, stacje, przestrzeń –po prostu super. Paweł Gajewski, Mariusz Mazur, Maciej Grzybek, Michał Rutkowski, Marek Ochman,Łukasz Dziergowski wykonują najcięższą robotę w całym procesie szkolenia. Minikoszykówka to dzisiaj jeden z najważniejszych aspektów dla polskiej koszykówki. Wielki szacunek dla każdego, kto się tym zajmuje – dodaje Tomasz Niedbalski.

Do grupy osób, zaangażowanych w projekt WKK Wrocław należy także dodać fizjoterapeutkę Bogusławę Piechaczek i Bartosza Pasternaka, trenera od przygotowania fizycznego.

Nie myśleć po polsku

Chcemy, by WKK Wrocław stało swoistego rodzaju mikroświatem koszykarskim. Nazwa obiektu to WKK Sport Center. Centrum koszykówki młodzieżowej i nie tylko. I docelowo nie ma być to drugoligowy poziom koszykówki mężczyzn w Polsce.

– Nie chcemy tutaj trzymać chłopaków na siłę. To “tylko” druga liga, chociaż dla większości chłopaków to pierwszy krok do “dużej” koszykówki – zdajemy sobie z tego sprawę. Chcemy, by grali w niej tacy, którzy potrzebują jeszcze szlifu. Lub tacy, przy których uważamy, że jeszcze powinni się wzmocnić, popracować nad motoryką czy zarządzaniem zespołem na boisku – wyjaśnia coach WKK.

Najlepsi wyjeżdżają – Szczypiński, Jędrzejewski, Kiwilsza i Rutkowski – i radzą sobie.

Na poziomie polskim wykonujemy dobrą robotę, ale ambicję mamy większe niż zdobywanie juniorskich medali mistrzostw kraju. Turniej się kończy i co dalej? My nie myślimy kategoriami “Dobra to za rok robimy kolejny medal”, tylko zastanawiamy się w klubie, jak odpowiednio poprowadzić chłopca. Gdybyśmy myśleli egoistycznie, tak po polsku, to byśmy tych wszystkich chłopaków zostawili i bez problemu znów zrobili medal. Tylko co to zmieni? Te dzieci potrzebują nowego impulsu. Takim byłaby pierwsza liga, ale na razie jej tu nie ma. Chcieliśmy jednak by nasi chłopcy szli dalej do przodu. Pozwoliliśmy najlepszym odejść wyżej. Nie chcemy zdobywać medali za wszelką cenę – mówi.

– Pierwsza liga oczywiście marzy się, przy ul. Czajczej?

– Jeśli będziemy przygotowani na to finansowo, to będziemy grali wyżej. Nie powiem ci kiedy to się stanie, ale mamy takie plany – mówi Tomasz Niedbalski.

To musi się w końcu udać. Wrocław potrzebuje koszykówki na najwyższym poziomie, koszykówka musi gdzieś wychować nowe pokolenie naszych własnych Finów,  oni zaś sami potrzebują takich ludzi, jak świta pod przywództwem Koelnera i Niedbalskiego. Mocno im kibicuję.

Przeczytaj także:

ZDOBYŁEM PIERWSZY MEDAL I STWIERDZIŁEM, ŻE TO NIE O TO CHODZI

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Kosma Zatorski

Dziennikarz z Zielonej Góry, gdzie na co dzień pracuje w oddziale Gazety Wyborczej. Myśli o koszykówce 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Fan Giannisa Antetokounmpo, Steve'a Nasha i filmów Wesa Andersona. Beatwriter Stelmetu Zielona Góra.

Komentarze

10 komentarzy