Koszykówka w Palestynie? Ignorancja zwalczana motywacją

Data:

Czwartkowy OFENS! Kajzerka… w piątek

System szkolenia? Skądże. Koszykarskie autorytety? Tylko z opowiadań amerykańskich żółnierzy. Możliwości rozwoju? Na własną rękę. Mieli być chłopakami do bicia, tymczasem reprezentacja Palestyny wygrywa 3 z pierwszych 5 meczów na mistrzostwach Azji, zostawiając za sobą m.in. Filipiny odważnie inwestujące w rozwój koszykarskich struktur. Amerykański trener Jerry Steele dokonuje niemożliwego dysponując zawodnikami, o których świat słyszy po raz pierwszy.

Sukces stał się do pewnego stopnia przytłaczający, bo jest czymś nowym. Bardzo ciekawą rozmowę z trenerem Steelem przeprowadził Jorge Sierra z HoopsHype. Sprawdził fenomen reprezentacji Palesytyny u jego źródła.

– Zwycięzcy na loterii po uświadomieniu sobie wygranej często nie potrafią w to uwierzyć i są w głębokim szoku. Dokładnie tak zachowywał się zespół w szatni po zwycięstwie z Filipinami – mówił trener.

Palestyna przez całą pierwszą połowę kryła ekipę Andraya Blatche’a klasyczną defensywą jeden na jeden. Dopiero w drugiej połowie, gdy podopieczni trenera Seele’a cały czas trzymali się blisko przeciwnika, coach postanowił podjąć ryzyko i ustawił na rywala obronę strefową. To był strzał w dziesiątkę i w konsekwencji zaskakujące zwycięstwo.

Ci gracze de facto nigdy nie mieli poznać tego smaku. Otoczenie wokół nich powtarzało – nie jesteście częścią tego świata, jesteście okupowani i musicie poświęcić życie walce.

Dla nich sam wyjazd na Mistrzostwa FIBA był zwycięstwem na loterii. Bez sensownie ułożonej federacji, bez zaplecza merytorycznego czy infrastrukturalnego, nagle znaleźli się w samym środku rywalizacji i nie czują się ani trochę przerażeni. Coach Steele podkreśla destrukcyjną rolę Izraela, ale nie chce aby myślano, że Palestyna gra w koszykówkę, by przy okazji prowadzić polityczną grę.

– Każda ze stron w tym geopolitycznym sporze popełnia błędy. My chcemy, aby ci młodzi ludzie skupili się na jednym – jak wykrzystać to, czym dysponujesz. […] Mają parę boisk do koszykówki, parę piłkę. Dopiero gdy my przybyliśmy, ktoś chciał uczyć ich gry w koszykówkę – dodaje trener.

Zwycięstwo z Filipinami będzie pewnego rodzaju symbolem. Na pewno pomoże inaczej spojrzeć na rzeczywistość autorom tego sukcesu, ale czy zwróci uwagę władzom Palestyny na potencjał, jaki do tej pory uparcie lekceważono? Walka o terytorium do tego stopnia przysłoniła oczy oficjelom, że sport jako droga wyjścia wydaje się nieśmiesznym żartem. Dlatego Steele nie chce ratować świata, ale przynajmniej wlać optymizm w serca swoich podopiecznych.

Palestyńska federacja składa się z pięciu ludzi, którzy zarządzają ligą. Bez wiedzy, bez kompetencji i bez chęci nauki kierują rozgrywkami o bardzo dziwnym charakterze.

– Mecze przypominają niedzielne spotkania old-boyów. Różnica jest taka, że Ci w odróżnieniu do graczy z Palestyny mają podstawowe pojęcie o tym, jak poruszać się z piłką. Federacja w ogóle nie chce nam pomagać. Są przeciwni każdemu rodzajowi treningu, jaki staraliśmy się wprowadzić. […] Graczom, którzy z nami pracowali grozili wykluczeniem z rozgrywek – mówi dalej trener.

Grunt na jakim przyszło Steele’owi pracować jest tak koszykarsko dziewiczy, że w zasadzie wszystko musiał zaczynać od elementarnych podstaw. Wszelki sukces, jaki trener osiągnął z problematyczną reprezentacją, włodarze federacji bez namysłu przypisywali sobie wykorzystując przy tym propagandowe i opłacone przez nich media.

Przygotowania Palestyny przed Mistrzostwami Azji zostały przeniesiony do Jordanii, bowiem federacja nie spełniła żadnej ze złożonych Steele’owi obietnic. Tam też zawodnicy rozegrali kilka towarzyskich spotkań z reprezentacją kraju, u którego gościli. Zawodnicy nie dostali nawet trykotów. Te, które mieli musieli sami sobie prać dwa razy dziennie. 13-osobowa rotacja składa się z 9 Palestyńczyków na co dzień mieszkających w Palestynie, dwóch z Kanady i jednego z Minnesoty. Wśród dziewiątki mieszkającej w kraju, jeden od czasu do czasu ma nawet samochód do dyspozycji. Niektórzy musieli rzucić pracę, aby przyjechać na turniej.

Przyszłość tamtejszej koszykówki jest mglista, bowiem jeśli federacja nie zmieni stosunku do sztabu kadry i nie pozwoli Amerykanom wybudować ośrodka treningowego, coach Steele z wielkim żalem będzie musiał się spakować i wrócić do Phoenix, gdzie pracuje z młodzieżą.

– Bez wątpienia jedna z najdziwniejszych posad, jaką może sobie wyobrazić trener koszykówki – kończy Jerry Steele.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Michał Kajzerek
Współpracownik

Komentarze

Jedna odpowiedź