Ławka musi żyć. I żyje!

Data:

Obserwujemy kadrę Polski nie od dziś. Zawsze interesowało nas coś więcej, niż tylko dziesięciu gości biegających po parkiecie. Dlatego w tych wszystkich pochwałach płynących pod adresem polskich koszykarzy, musi znaleźć się miejsce dla „Turka”, „Kamyka”, „Szab 0”, „Kobry” oraz „Masiego” – w skrócie, to sztab szkoleniowy Mike’a Taylora.

Na początek małe wyjaśnienie kto jest kto:

„Turek” – Paweł Turkiewicz, asystent

„Kamyk” – Wojciech Kamiński, asystent

„Szab 0” – Krzysztof Szablowski, asystent

„Kobra” – Dominik Narojczyk, trener przygotowania fizycznego

„Masi” – Arkadiusz Markiewicz, masażysta

Ławka musi żyć – wiadomo o co chodzi. – Ale, że aż tak? – chciałoby się odpowiedzieć w kontekście polskiej reprezentacji. To oczywiście niepotrzebna ironia z naszej strony. Naprawdę, podczas tegorocznych eliminacji do EuroBasketu 2015 obserwujemy dwa widowiska – ten główny, polegający na zdobywaniu punktów do kosza, oraz „poboczny”.

– Zastaw!!! Teraz zastaw!!! Boxout!!! – słyszymy bez przerwy z końca ławki rezerwowych na przemian od Dominika Narojczyka i Arkadiusza Markiewicza.

Po drugiej stronie jest podobnie.

– Ręka!!! Switch!!! Przejdź!!! Wracaj!!! – i tak dalej, i tak dalej.

Sztab Mike’a Taylora pierwotnie miał być nieco inni. Dziś – raz, że nie ma to wielkiego znaczenia – dwa, nikt nie żałuje, że taki właśnie jest. Najbardziej podoba nam się, że asystenci selekcjonera nie są szarymi myszkami. Wszyscy doskonale pamiętamy jak rok temu wyglądała współpraca na linii Dirk Bauermann – sztab. Nie wyglądała. Podczas spotkań nie było żadnej wewnętrznej komunikacji. Nie obwiniamy tutaj Adama Wójcika, czy Artura Gronka, ale ewidentnie nikt nie chciał się wychylać. Inna sprawa, że Bauermann niekoniecznie chciał słuchać. Po prostu taki był. Dziwny. A w tym roku? Bywa, że zastanawiamy się, czy czasem nie za długo Taylor nie analizuje najlepszych opcji ze swoimi pomocnikami.

Siedzą od prawej – Wojciech Kamiński, Mike Taylor, Paweł Turkiewicz i Krzysztof Szablowski. To nie przypadek. Tak na samym początku ustalił amerykański opiekun polskiej reprezentacji. Dlaczego Mike Taylor siedzi pomiędzy Kamińskim a Turkiewiczem? Prosta sprawa. Gdyby sam siada na ławkę i zaczynają dyskutować, to siedzi w środku i każdego ze swoich asystentów doskonale słyszy. Może to banalne, ale naprawdę tak jest.

Pierwsze krzesło od lewej strony, to miejsce Krzysztofa Szablowskiego. Siedzi najbardziej skrajnie, ponieważ jest odpowiedzialny za rysowanie oznaczeń zagrywek na specjalnej tablicy. Podobno to system, który jako pierwsi wprowadzili trenerzy Houston Rockets. Ciekawe rozwiązanie, które utrudnia rywalom rozpracowanie gry polskiego zespołu. Szablowski oprócz tego odpowiada za rozpracowywanie rywali. Kiedy kadra rozgrywała towarzyski turniej w Toruniu, on był w Bambergu, gdzie analizował grę Niemiec.

Podczas spotkania asystenci Taylora się nie patyczkują. Nie czekają na pozwolenie, tylko bez wahania, podpowiadają jak najwięcej – trenerowi lub zawodnikom. Warto zwrócić uwagę, że Kamiński, Turkiewicz i Szablowski mają doświadczenia jako główni szkoleniowcy. Sami wobec tego wiedzą co potrzebuje usłyszeć head coach.

– To dobrzy trenerzy, ale jeszcze lepsi ludzie. Pracują z pasją, bo to jest ich reprezentacja – mówi o swoich asystentach Mike Taylor. – Każdy z nas ma wyznaczone role. Tworzymy zgrany kolektyw – dodaje.

Cały sztab szkoleniowy korzysta ze specjalnej książki, którą przyszykował Taylor. To kilkudziesięciu stronicowy podręcznik, w którym zawarty jest cały system polskiej kadry. Wszystkie założenia, opcje i dokładne opisy. Redakcja OFENS! przez chwilę mogła zapoznać się z tą książką, ale z wiadomych przyczyn nie mogliśmy zrobić nawet zdjęcia okładki! Możemy jedynie zdradzić, że Mike Taylor się napracował. Najlepsze są zdjęcia młodych koszykarzy i napisy „nowa generacja”. Bomba!

Być może uznacie, że powyżej to właściwie nic odkrywczego nie napisaliśmy. I jeśli tak myślicie, to całkowicie się z wami zgadzamy! Inna sprawa, że przy reprezentacji nie zawsze tak było. Kto wie, jakby w 1997 roku potoczył się mecz z Grecją, gdyby na ławce trenerskiej Eugeniusz Kijewski miał do usług „Turka”, „Kamyka”, czy „Szab 0”. Może poprosiłby o czas? Ach, odlecieliśmy lekko.

Panowie, po prostu dobra robota!

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze

Jedna odpowiedź