Legendy na wrocławskim dworcu

Data:

Godzina 10:00 w sobotę na dworcu – to nie jest sceneria do jakiej przez lata wszyscy przyzwyczaili się, aby przychodzić oglądać Adama Wójcika, Macieja Zielińskiego i Dominika Tomczyka. Wyjątkowy termin i miejsce determinowały okoliczności, czyli trwające w stolicy Dolnego Śląska Wrocławskie Targi Dobrych Książek, w czasie których zorganizowano spotkanie z legendarną trójką i Jackiem Antczakiem, autorem biografii Adama Wójcika pt. „Rzut bardzo osobisty”.

W poniedziałek Śląsk Wrocław został odprawiony z kwitkiem w Zgorzelcu, ale i tak obecny sezon dla tego klubu jest na razie, jak na standardy z ostatnich lat, wyjątkowy. Pewnie jeszcze trochę wody w Odrze upłynie, zanim znów będzie można śpiewać „Cała Polska w cieniu Śląska”. W końcówce lat 90-tych i na samym początku obecnego stulecia, jeśli ktoś nie mieszkał na bezludnej wyspie, nie mógł nie słyszeć tego hasła, które znane było doskonale od Wrocław po Suwałki i od Przemyśla po Świnoujście.

Tak naprawdę jednak „wielka trójka” Zieliński, Wójcik i Tomczyk w klubie grała razem bardzo krótko. To raptem tylko dwa sezony. Niewiele, ale wystarczająco dużo, by pamięć po drużynie  z tamtego okresu została na lata. To tamten Śląsk przykuwał uwagę nie tylko koszykarskich maniaków, ale i zwykłych ludzi, którzy pasjonowali się występami często w drugim co do ważności Pucharze Saporty i potem w Eurolidze bardziej niż kiedykolwiek później występami w europejskiej elicie drużyn z Sopotu, Gdyni, Zielonej Góry i Zgorzelca. Bezsprzecznie legendarni zawodnicy uczestniczyli w wydarzeniach, których klimatu dziś odtworzyć się już po prostu nie da.

Sam, aby pojawić się w sali F na dworcu Wrocław Główny, wyruszyłem jeszcze w dzień poprzedzający spotkanie i dyskusję. Prawie sześć godzin nocnej podróży, po to by przez godzinę z okładem słuchać opowieści trzech gości, którzy nigdy wielkimi mówcami nie byli i pewnie już nie będą. Szaleństwo? Nie, raczej oddanie szacunku dla postaci, które ciągnęły ten koszykarski wózek w kraju przez ponad dekadę i którymi za młodu chciało się być rzucając do osiedlowego kosza.

Wójcik, Zieliński, Tomczyk nigdy nie błyszczeli w wywiadach, są to typowe przykłady sportowców starej szkoły, którzy zamiast w mediach, woleli przemawiać grą na parkiecie. Tak było też kilka dni temu, kiedy Jacek Antczak i Paweł Kucharski próbowali wydobyć jak najwięcej z trzech gigantów (nie tylko z uwagi na wzrost) dawnego Śląska na przełomie wieków, a nie było momentami o to łatwo.

Poranna godzina spotkania była niezbyt fortunna do tego stopnia, że doprowadziła do dość śmiesznej sytuacji. Rownolegle z dyskusją byłych koszykarzy Śląska rozpoczynały się całe WTDK, a ochroniarz wpuszczający widzów do środka miał polecenie, że mogą oni wchodzić dopiero punktualnie od godziny 10:00. Gdy chciał wejść Adam Wójcik, w końcu przecież główny bohater całego sobotniego zamieszania, ochroniarz krótko zakomunikował tylko „wejście dla widzów jest godziny od 10:00”. Pan ochroniarz musi chyba od niedawna mieszkać we Wrocławiu, a może byli świetni zawodnicy są już dziś tylko w cieniu i mało się pamięta o byłych sukcesach?

Mimo pełnienia przeróżnych funkcji po zakończeniu sportowych karier czy dla polskiego basketu wrocławska trójka i całe pokolenie urodzonych na początku lat 70-tych zawodników nie jest dziś za daleko od koszykówki na tym najwyższym szczeblu? Ich rywale znani z parkietów jak Edgars Sneps, Jiri Zidek czy słynny Dejan Bodiroga zasiadają dziś w 25-osobowym zarządzie FIBA Europe. Wielu innych z tego pokolenia jest dziś trenerami, menadżerami w dużo silniejszych krajach Europy. W Polsce mieszka Michael Ansley, którego w Hiszpanii potrafią docenić za występy przed wieloma laty w ACB, natomiast u nas nikt na dobrą sprawę poza samym zainteresowanym nie wykorzystuje tak cennego doświadczenia jakie posiada Ansley.

U nas nie ma jeszcze chyba tej mentalności co w innych bardziej ukształtowanych krajach. Jak tak się popatrzy na zachodnie kluby to tam na ławce trenerskiej lub jako meneżerowie siedzi wiele sław z parkietu, z którymi my jeszcze graliśmy. Ciężko stwierdzić dlaczego tak nie jest u nas, może to kwestia kilku lat zanim i u nas byli koszykarze zaczną być wykorzystywani w większym stopniuuważa Adam Wójcik.

W naszym kraju nie wykorzystuje się w należyty sposób byłych zawodników do promowania koszykówki. Jesteśmy w bardzo ciężkim położeniu jako dyscyplina, w pierwszej kolejności młodzież garnie się do siatkówki czy piłki nożnej, bo tam są sukcesy lub popularność. Świetnie, że Marcin Gortat robi campy, ale kończy się lato, Marcin wyjeżdża i na prawie dziesięć miesięcy następuje ciszapowiedział z kolei Maciej Zieliński.

Najbardziej małomówny był Dominik Tomczyk, ale jeśli już się wypowiadał, to dość konkretnie.

Po rozegraniu wielu spotkań w reprezentacji, w lidze i pucharach spora część trenerów chce mi udowodnić, że nie znam się na koszykówce. Dziś, żeby zostać trenerem trzeba mieć układy.

Pytań i dyskusji było jeszcze więcej, szczególnie tej o zabarwieniu sentymentalnym i starych dobrych czasach, a było co wspominać, skoro w jednym miejscu siedziała trójka, która zdobyła łącznie dziewiętnaście tytułów mistrza Polski. W momencie rozpoczęcia całego spotkania naliczyłem jednak zaledwie 31 widzów, później ta liczba jeszcze wzrosła do około 40. Na pewno pora rozpoczęcia nie była zbyt sprzyjająca, ale ilość fanów, którzy mogli posłuchać i porozmawiać z takimi ikonami i to we Wrocławiu, powinna być wyższa. Tu przekonujemy się ile warte są deklaracje na Facebooku – na udostępnione tam wydarzenie „wybierało się” 110 osób, ale sporą liczbę zatrzymała chyba piątkowa impreza, sen lub zwykłe lenistwo.

PS. Fotografie są autorstwa Andrzeja Kaletyna. Pan Andrzej ma niesamowitą pasję – kolekcjonuje zdjęcia ze znanymi osobami sportu i nie tylko, a obecnie ma jedną z największych takich kolekcji na świecie.

10854151_1046615542032890_20204933_o

10860409_1046615562032888_1658169352_o

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Piotr Grabowski

Z urodzenia mieszkaniec miasta, gdzie męska koszykówka z jej damska odmianą przegrywa na łopatki. Z wykształcenia historyk pamiętający o dokonaniach Walentego Kłyszejki, Witolda Zagórskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Komentarze