O co chodzi z tymi Chinami?

Data:

Czwartkowy OFENS! Kajzerka

W ostatnich latach na stanowisku Davida Sterna, NBA uderzyła mocno w chiński rynek, który wówczas ścigał się ze Stanami Zjednoczonymi o numer 1 gospodarek świata. Przy okazji władze Chin w większym stopniu zaakceptowały bombardującą ich amerykanizację, z otwartymi ramiona witając przedstawicieli kultury, rozrywki i sportu z USA.

Obecność w Chinach NBA wyraźnie pobudziła komunistyczne władze, które mając kontrolę nad rodzimą ligą oraz zespołami, dały zielone światło koszykarskiemu importowi z Ameryki. W efekcie przydarzył się Stephon Marbury. Szalony nowojorczyk w przekroju kilku lat dorobił się statusu legendy prowadząc Beijing Ducks do kilku mistrzostw. Jego sukces przekonał do ściągania graczy nie tylko ze Stanów Zjednoczonych, ale także z Europy.

Maciek Lampe nie jest pierwszym i nie jest ostatnim graczem, który przytuli solidny zarobek i przy okazji na własnej skórze przekona się, czy pomimo góry pieniędzy warto rezygnować z budowania swojej pozycji w Europie. Dla wielu znanych nazwisk, kilka miesięcy w Chinach jest szansą na kontrakt w NBA lub w Eurolidze. Sezon CBA dobiega końca przed play-offami w Stanach. Zawodnik trafia na rynek wolnych agentów i ma nadzieję, że któraś z ekip przygarnie go na końcówkę rozgrywek zasadniczych i play-offy.

Rok temu przydarzyło się to Michaelowi Beasleyowi, który podpisał z Houston Rockets. Dotyczy to jednak nielicznych. Mogę tylko przypuszczać, co zrobi Maciek, ale trudno mi uwierzyć, by resztę swojej kariery chciał spędzić w lidze pełnej absurdów. Mówię tu o kwestii ambicji i gry na poziomie, który daje ci radość z uprawiania sportu. CBA zadba, by na twoim koncie były $$$, ale to wszystko na co możesz liczyć.

Biorąc pod uwagę kondycję finansową wielu klubów z Europy, gwarancja wypłacalności może być jedynym kryterium. Wobec tego idealistyczne podejście do gry w koszykówkę (jako dyscypliny, w której sportowiec ma się spełniać) dla takich graczy jak Maciek może sprowadzać się do tego, czy chcą Cię w NBA, czy nie. Jeśli nie, to traktujesz swoja karierę jak przygodę biznesową i wyciskasz z niej tyle ile tylko możesz. Z tym że nigdy nie możesz mieć absolutnej pewności, że czek dostaniesz na czas.

Shavlik Randolph, Chris Daniels i J.R. Smith – mający za sobą przygody z chińską ligą – o swoje dolary musieli się dopytywać, czasami w bardzo niepokojący sposób, angażując w całą sprawę FIBA. Przenosząc się do Azji, trzeba mieć na uwadze fakt, że nigdy do końca nie wiesz, od kogo tak naprawdę dostajesz pieniądze.

Wiele osób w Chinach mówi o tym, że chciałoby wyrwać ligę z rąk władz i oddać prywatnym właścicielom, którzy bez kagańca partii mogliby zaangażować w budowanie ligi osoby z NBA. Takie rozwiązanie jest niemożliwe, bo komuniści nie chcą mieć na swoim podwórku czegoś, czego nie będą mogli kontrolować. Dlatego perspektywa jest taka, że CBA dla graczy z USA i Europy będzie tylko i wyłącznie szansą na zabezpieczenie swojej przyszłości finansowej.

Tymczasem w NBA i NCAA boją się, że Chiny stworzą niebezpieczny precedens dla młodych graczy wychodzących ze szkół średnich. Oczy otworzył wszystkim Emmanuel Mudiay – teraz zawodnik Denver Nuggets, który zaraz po skończeniu szkoły podpisał kontrakt za 1,2 miliona dolarów z Guangdong Tigers. Zrobił to, bo desperacko potrzebował pieniędzy, a gra w lidze akademickiej nie gwarantowała pomocy jego rodzinie.

Maćkowi oczywiście życzymy jak najlepiej, co nie zmienia faktu, że to poziom koszykówki w Europie jest adekwatny do jego umiejętności.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Michał Kajzerek
Współpracownik

Komentarze