Osobowość roku

Data:

Środowy OFENS! Kajzerka

LeBron James już dawno wyszedł poza ścisłe ramy świata sportu. Stał się wizytówką przedstawiającą postać niezależnego i skupionego na swojej pracy Amerykanina; stał się wzorem, który zaczniemy wykorzystywać w przykładach różnych dziedzin życia. Jego wizerunek jest teraz bardzo przejrzysty. Na oczach całego narodu spełnił swoje marzenie o mistrzostwie zdobytym w rodzinnym Ohio. Nie dorównał Michaelowi Jordanowi, ale już wspiął się na podobnej wielkości szczyt. Stał się marką o niepowtarzalnej wartości. Tylko MJ był w stanie sprzedać swój sukces równie dobrze.

Sports Illustrated za sezon 2015/2016 nazwał LeBrona Jamesa sportową osobowością roku. Przy okazji pojawiła się informacja, że LBJ będzie pracował z HBO nad dokumentem upamiętniającym życie wielkiego Muhammada Ali. Gdzieś w tle nadal krążą pogłoski na temat Space Jam 2, którego James miałby być głównym bohaterem. W tym wszystkim najbardziej imponujące jest to, że James nigdy się tym nie zachłysnął – nie miał kryzysu, który podważyłby to, na jakim miejscu stawia grę w koszykówkę, a na jakim swoje biznesowe imperium.

Jay-Z mówił o tym, gdy wręczał Jamesowi ostatnią nagrodę. Wspomniał o całym sztabie osób, które wykorzystują wizerunek Jamesa, podczas gdy ten może skupić się na drużynie i jej rozwoju. Jego ciało się starzeje, ale organizm nie odczuwa żadnych tego skutków. Jest w znakomitej formie bez względu na to, czy mamy początek sezonu, czy rundę finałową fazy rozgrywek posezonowych. Nie miał w swojej karierze żadnego poważniejszego urazu. Rzadko zdarzają się pojedynki, w których po prostu nie jest w stanie zrobić dla swojego zespołu różnicy.

W meczu przeciwko Charlotte Hornets kilka dni temu, koledzy waląc głową w mur poprosili LeBrona, aby tym razem wziął wszystko na swoje barki. Skończył tamtą noc z dorobkiem 44 punktów, 10 asyst i 9 zbiórek spełniając życzenie swoich kolegów. Można odnieść wrażenie, że LBJ w każdym kolejnym meczu mógłby dobijać do granicy 40 oczek i pozbawiać konkurencję wszelkich szans na drodze po MVP. Jednak koszykówka nauczyła go pracować wydajniej, pracować z zespołem. Pierwszą fazę sezonu James traktuje jak swój własny obóz przygotowawczy. Robi miejsce dla kolegów, by ci przywykli do presji, oczekiwań i przede wszystkim mieli świadomość roli, którą pełnią.

Najlepszym efektem takiego postępowania LBJ-a był mecz numer siedem ostatnich finałów z Golden State Warriors. Kyrie Irving trafił wielką trójkę nad rękoma Stephena Curry’ego. Kevin Love miał świetną defensywną sekwencję, w której zrobił wszystko co mógł, by utrudnić Curry’emu próbę za trzy. James z kolei zdjął rzut Andre Iguodali już na tablicy. Bez pewności siebie, którą w Irvinga i Love’a wpoił James, Cavs mogli przegrać tamten mecz. To wszystko, o co możesz prosić lidera.

Poprzedni sezon w wykonaniu Cavs i Jamesa jest według mnie znakomitym podsumowaniem tzw. prime-time’u gracza urodzonego w małym Akron. Prezentował najlepszą formę swojego życia, od początku do końca zrobił wszystko tak jak należy i został za to wynagrodzony dokonując rzeczy, o której marzył przez ostatnich kilkanaście lat. Przed nim jeszcze sześć/siedem lat gry na bardzo wysokim poziomie, więc ciągle buduje swoją spuściznę. Kilka dni temu stał się jedynym graczem w historii NBA, który ma na swoim koncie 27 tys. punktów, 7 tys. asyst i 7 tys. zbiórek. Jest także dziewiąty na liście najlepszych strzelców wszech czasów. Jeszcze przed końcem roku powinien przeskoczyć ósmego w tabeli Mosesa Malone’a.

Tylko Michael Jordan i Muhammad Ali pojawiali się częściej na okładce Sports Illustrated. Obie legendy na pewnym etapie swoich kariery stawały się także ważnym głosem społeczeństwa w kwestiach politycznych czy religijnych. Ali do tego dążył, Jordan się przed tym bronił, natomiast James swoją aktywność traktuje jako moralny obowiązek. Między innymi dlatego wspierał Hillary Clinton podczas ostatniej kampanii prezydenckiej. Siłą rzeczy nie jest w stanie uniknąć kontrowersji, ale przez fakt, że ma tak duży wpływ na otoczenie stał się dla establishmentu konkretnym sojusznikiem. James, Ali i Jordan to przykładu kilku, którzy byli w stanie obrócić amerykański kult sportu w stworzenie własnej ikony.

Sprawdźcie wideo…

fot. Keith Allison, Creative Commons

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Michał Kajzerek
Współpracownik

Komentarze

2 komentarze