Pierwszy krok zrobiony! Pokonujemy Bośnię 68:64! Ponitka liderem

Data:

Nerwów nie brakowało, ale wygrywamy! Tak, wygrywamy na początek EuroBasketu 2015 z Bośnią i Hercegowiną 68:64. To był szalenie trudny mecz z niewygodnym rywalem. Daliśmy radę, wykonaliśmy pierwszy krok. Cieszy bardzo dobra postawa Mateusza Ponitki, który wyrasta na lidera kadry Polski na tym turnieju.

Jeżeli widzisz rozgadaną osobę, która przed meczem nic nie mówi, to wiedz, że reprezentacja Polski zaczyna grać na EuroBaskecie. Ten stresik, emocje, to jest najfajniejsza część koszykówki, kiedy drużyna narodowa gra i wygrywa. Machina ruszyła!

Przed meczem nasi koszykarze mieli problem z… komisarzem. Od niedawna w koszykarskiej modzie jest pewien trend w noszeniu ochronnych lajkrów. Ma to na celu trzymać ciepło ciała oraz chronić przed zderzeniami pod koszem. Kilku naszych reprezentantów nie przeszło „weryfikacji” u komisarza i musieli zdjąć lajkry. Według przepisów, część nogi między kolanem a kostką, nie może być całkowicie zakryta.

Trochę o meczu.

Na początku pierwszej kwarty mieliśmy problemy na rozegraniu. Tak jak przypuszczaliśmy, Dusko Ivanović chciał wymuszać presję na A.J. Slaughterze i Łukaszu Koszarku. Były trener m.in. Panathinaikosu Ateny mocno gestykulował przy swojej ławce, aby przejąć piłkę. Znów nieco chował się nasz naturalizowany Antek. Całe szczęście w polskiej kadrze z numerem dziewiątym biega Mateusz Ponitka. Facet robi różnicę. Gra jeden na jeden, wykorzystuje zasłony, a przede wszystkim dobrze zbiega po linii.

Mike Taylor nas zaskoczył. Nie spodziewaliśmy się, że będzie tak dużo rotował. W sparingach wiedzieliśmy dobrze, że nie zależy mu na wyniku, więc testował różne ustawienia. Przed pierwszym meczem wydawało się, że na spotkaniach EuroBasketu zobaczymy inny plan meczowy. A tu zaskoczenie! Po dwudziestu minutach gry na parkiecie zawitali wszyscy koszykarze, oprócz Roberta Skibniewskiego. Najlepiej graliśmy w ustawieniu: A.J. Slaughter, Adam Waczyński, Mateusz Ponitka, Aaron Cel i Aleksander Czyż.

Po kilku minutach trzeciej kwarty wydawało się, że mamy już spokój. Nie, nie na EuroBaskecie. Tutaj nie ma słabych drużyn. Każdy przyjechał po swoje. Dlatego koszykarze Bośni nie odpuszczali. Choć wypracowaliśmy sobie siedemnaście punktów przewagi, to rywale wcale nie dawali za wygraną. Nasza gra wyglądała naprawdę solidnie. W defensywie  nie mieliśmy większych problemów. Widać, że trener Taylor miał pomysł, jak zatrzymać groźnego Alexa Renfroe. Zajęli się nim skutecznie Karol Gruszecki oraz Przemysław Zamojski.

Bośnia w końcówce napierała coraz bardziej. Kryli nas na całym boisku z czym mieliśmy małe problemy. Sytuacja na parkiecie była dziwna. Wydawało się, że jesteśmy w zawieszeniu i czekamy na to, co zrobią rywale. Popełnialiśmy głupie straty, jak na przykład kroki Damiana Kuliga na 21 sekund przed końcem spotkania, przy stanie 64:61. Bośniacy od razu po przerwie chcieli doprowadzić do remisu. Na nasze szczęście spudłował Marko Sutalo, ale… w kolejnej akcji już się nie pomylił.

Siedem sekund do końca, nerwowo przebieramy nogami, prowadziliśmy 66:64. Nerwów nie brakowało, ale udało się! Bośniacy nie zdołali nas dogonić. Wygrywamy na rozpoczęcie EuroBasketu i jesteśmy szczęśliwi.

Polska – Bośnia i Hercegowina 68:64 (16:18, 24:12, 18:21, 10:11) 

Z Montpellier,

Paweł Łakomski

SPECJALNY KOD RABATOWY -20% OD SKLEPKOSZYKARZA.PL NA CZAS EUROBASKETU TYLKO DLA CZYTELNIKÓW OFENS!

ofens_sklepkoszykarza_eurobasket*

*Rabat nie obejmuje modeli Jordan Retro i QS

Untitled-1

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze