Piłkarz kochający basket, czyli brat Jakuba Dłoniaka (WYWIAD)

Data:

Dawid Dłoniak to pewnie jeden z największych fanów basketu wśród piłkarzy jacy biegają po polskich boiskach. Prywatnie brat Jakuba Dłoniaka potrafi bardzo sprawnie opowiadać zarówno o taktyce Śląska Wrocław jak i pasji potrzebnej do uprawiania sportu.

Przyjął się stereotyp, że w futbolu najbardziej zwariowane osoby występują na bramce i pozycji lewego pomocnika. Dłoniak nie dość, że lewonożny, to jest jeszcze bramkarzem. Prywatnie fan mocnych charakterów takich jak Fabien Barthez i Grzegorz Szamotulski. Zresztą podobny ma i żywa ikona Stilonu Gorzów, skoro nawet popularny „Szamo” rozmawiając kiedyś przez telefon powiedział do kolegi po fachu krótko, acz bardzo wymownie:

Dłony, gdybyśmy byli w jakimś klubie w jednej szatni, to chyba byśmy ją rozpierdolili.

Grasz z numerem 23 na plecach, który w piłkarskiej szatni nosi z reguły trzeci bramkarz w drużynie. Żaden inny numer jednak nie budzi aż takich skojarzeń z basketem. Można się doszukiwać tu jakichś związków?

Od razu zawsze zaznaczam, że nie wpłynął na to ani Michael Jordan, ani David Beckham, bo czasami ktoś tam mówił, że gwiazdorzę z tym numerem. To oddanie hołdu dla mojej siostry, która żyła 23 lata i to dla niej zawsze gram i będę grał z tym numerem. Nie, to akurat nie ma absolutnie związku ze sportem.

Chyba na żadnej innej pozycji w Twojej dyscyplinie wzrost nie odgrywa tak dużej roli jak w przypadku bramkarza. To tak jak w koszykówce – bez wzrostu nic nie ugrasz?

My bramkarze mamy chyba pod tym względem i tak lepiej niż koszykarze. Ma to jakieś znaczenie, ale jest wielu niższych bramkarzy, którzy zrobili światową karierę. Fabien Barthez nie miał nawet 185 cm, a został mistrzem świata i Europy. Albo Iker Casillas. Wszystko zależy od koncepcji trenera, choć są też tacy, którzy preferują głównie „kołków” mających wzrost, który bardziej kojarzy się z koszykówką niż piłką.

Ale ponoć świetnie też grasz w kosza. Nie myślałeś kiedyś, żeby trenować właśnie ten sport?

Nie, kiedyś postawiłem na futbol i tak zostało, ale w koszykówkę bardzo lubiłem grać i się żywo nią interesuję. Generalnie jesteśmy z usportowionej rodziny – jestem piłkarzem, ale również lubię bardzo grać w siatkówkę, brat wiadomo, a naszym kuzynem jest Krzysiek Cegielski, który jeździł z dużymi sukcesami na żużlu. Co do basketu, z Kubą tworzyliśmy kiedyś taki duet, że sporo grywaliśmy razem na boiskach, były nawet gierki na jakieś drobne pieniądze, które najczęściej wygrywaliśmy.

Słyszałem, że byłeś nawet lepszy od brata.

Czy lepszy? Jestem o trzy lata starszy, w młodym wieku taka różnica ma znaczenie. Choć powiem, że gdy Jakub grał już w Tarnobrzegu i przyjechałem do niego, poszliśmy na halę i zagraliśmy 1 na 1. I to ja wygrałem (uśmiech) Co prawda Kuba dał mi fory, graliśmy do 10 punktów, na starcie prowadziłem 5:0, ale później po zaciętej walce zwyciężyłem.

Sporo oglądasz koszykówki w telewizji?

Tak, oczywiście zawsze oglądam transmisje ligowe w niedzielę, najbliższe są mi polskie rozgrywki, ale oglądam też NBA lub Euroligę, także obserwowałem mecze Stelmetu w Eurocupie. Powiem wprost – w telewizji więcej oglądam kosza niż piłki nożnej. Do tego czytam, co tam pojawia się na wszystkich portalach u nas, tak więc jestem ze wszystkimi informacjami naprawdę na bieżąco. Ostatnio z Kubą oglądaliśmy tego Waszego Turbokozaka z Waczyńskim i tak zastanawialiśmy się kogo weźmiecie ze Śląska, jego czy Skibę (uśmiech).

Transmisji z meczów Tauron Basket Ligi wiele nie ma, tylko jedna w tygodniu. Do tego przecież też co tydzień nie będzie pokazywany Śląsk. Ratujesz się Emocje.TV?

Tak, wykupuję te kody na każdy mecz Śląska, oglądam, choć czasami coś się zawiesza. Myślałem, że to coś nie działało z moim internetem, ale później dowiaduję się, że to jakiś błąd po drugiej stronie. W ogóle myślałem, że jak Polsat zaczął pokazywać ligę i te mecze często są tak rozrzucone od piątku do poniedziałku, to dlatego, że będą dwie lub trzy transmisje z kolejki. Generalnie jak tylko jest mecz Śląska, oglądam i wszystko przeżywam, analizuję na bieżąco, mam przed oczami wszystkie switche, cornery, pick and rolle i próbuje te akcje rozgrywać po swojemu. To jednak normalne, że koszykówka jest takim oczkiem w głowie: raz, że lubię ją oglądać, a przede wszystkim uprawia ją mój brat.

Teraz w telewizji pojawił się jeszcze magazyn ligowy.

Ten 7-minutowy? Żenada. W tak krótkim czasie nic wartościowego się nie zmieści. Taki magazyn powinien zainteresować, a ludzi interesują smaczki, kulisy, rzeczy, których nie można na co dzień zobaczyć, a nie da się tego zrobić w kilka minut raz w tygodniu.

Można w ogóle porównać jakoś koszykówkę do piłki nożnej w kontekście wykorzystywania taktyki, statystyk? Czy według Ciebie są to elementy faktycznie aż tak bardzo istotne w futbolu jak w baskecie?

Tak, jak najbardziej warto to porównywać. W piłce wiele się zmieniło na przeciągu kilkunastu lat, nie ma już tyle miejsca na improwizację, większość akcji jest starannie przygotowywana. Ustawianie się w linii, systemy i schematy akcji, to jest tak samo w koszykówce. Treningi to czas na wypracowanie pewnych akcji, może już w czasie meczu trudniej w piłce wszystko to zastosować, ale odpowiednia taktyka to element bardzo istotny. Podobnie jak statystyki. One stały się nowoczesnym narzędziem, z którego powinien korzystać dziś trener i zawodnik w każdym sporcie. I to nie te podstawowe, bo czytam różne opinie i nieraz ktoś pochwali tylko zawodnika, który rzuci 30 punktów. A mnie interesuje zawsze po jakich akcjach zdobył te punkty, z jakich sektorów boiska, na jakiej skuteczności, przeciwko jakiemu zawodnikowi. Statystyki na pewno pomagają w wysuwaniu odpowiednich wniosków. Dziś starannie wykonane przygotowanie taktyczne i statystyczne pomaga wygrywać mecze. Dlaczego Polacy słabo wyglądali na EURO 2012? Później liczby pokazały, że mieli najmniej ze wszystkich przebiegniętych dystansów, jeśli chodzi o sprinty, bo brakowało świeżości. Teraz jest masa programów komputerowych, dzięki którym można przechytrzyć przeciwnika i z tego dobrodziejstwa trzeba korzystać.

Przypomina mi się Tomasz Hajto zawsze mówiący, że najważniejsze są detale.

Bo tak w rzeczywistości jest. Odpowiednia taktyka, przygotowanie mentalne, dieta, prowadzenie się, trening indywidualny – to niektóre z czynników, które na wysokim poziomie są koniecznością. Niesamowicie szanuję pracę Artura i Konrada (Artura Packa i Konrada Kaźmierczyka – dop. red.) z GetBetter, którzy wykonują świetną pracę, jeśli chodzi o zajęcia z koszykarzami. Mało jest u nas w Polsce takich ludzi i dziwię się, że nie są oni obecnie wykorzystywani w tym środowisku tak jak powinni. Kuba wykonał ogromną pracę dzięki chłopakom z GetBetter, sprawili oni, że nawet w dojrzałym dla koszykarza wieku poprawił kilka elementów gry, nad którymi wcześniej nie pracował, bo nie zdawał sobie z nich nawet sprawy. To jest właśnie istota treningu indywidualnego, który sprawia, że stajesz się dzięki temu lepszym zawodnikiem.

W Polsce takie zorganizowane workouty to ciągle coś, co dopiero raczkuje. Piłkarze też w taki sposób doskonalą swoje umiejętności w przerwie między sezonami?

Każdy ma swoją rozpiskę i ją realizuje. Występuję co prawda tylko na czwartym szczeblu rozgrywek, ale w wieku 35 lat wykonuję czternaście jednostek treningowych w tygodniu. Ale ogólnie w piłce wygląda to wszystko trochę inaczej, bo nie ma na to tyle czasu, by uczestniczyć w tak zorganizowanych obozach. Koszykarze mogą sobie na to pozwolić, bo u nich ta przerwa jest dłuższa. U piłkarzy wygląda to tak, że mamy dwa tygodnie po sezonie, kiedy możemy robić co chcemy, jest to czas typowego odpoczynku i po dwóch tygodniach rozpoczynamy przygotowania do sezonu z zespołem. Nie ma czasu, żeby pracować w tak dużym stopniu indywidualnie, my po prostu dużo szybciej rozpoczynamy sezon.

W futbolu w każdej miejscowości funkcjonuje jakaś drużyna, gra praktycznie każdy. Koszykówka to tylko kilka szczebli rozgrywek i mniejsza liczba zawodników. A gdzie według Ciebie łatwiej się wybić? 

Po pierwsze trzeba powiedzieć, że sam z siebie nikt do naszego regionu nie przyjedzie z zewnątrz, żeby kogoś nagle obserwować. Choć w piłce skauting kluby z ekstraklasy mają naprawdę już na niezłym poziomie i jak ktoś się wyróżnia w niższych ligach, to po prostu musi ktoś to dostrzec. Jesteś dobry w słabej lidze, masz talent, na pewno ktoś się o tym dowie, przyjedzie na obserwację i zaproponuje lepszy klub lub testy. Czy w koszykówce ten cały skauting działa podobnie? Tego nie wiem, ale na pewno są tam mniejsze pieniądze i mogą one nie wystarczyć, by naprawdę każdy dobrze zapowiadający się chłopak został w porę dostrzeżony. Uważam więc, że dziś trudniej się wybić grając w koszykówkę.

Tobie nie udało się nigdy zagrać w Ekstraklasie. Trochę późno, bo w wieku 27 lat dokonał tego Twój brat. Obserwowałeś jego karierę od początku. Co o tym zadecydowało, że jest teraz w Śląsku Wrocław?

Kuba miał maksymalną pasję do tej dyscypliny, on ją żyje dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ja też jestem maksymalnie nakręcony, ale on na kosza był jeszcze bardziej. Za dzieciaka miał ogromną motywację, grał na tych boiskach od rana do wieczora i wiedział, że przyjdzie taki moment, że trzeba będzie ruszyć poza Gorzów, by zrealizować swój cel.

Tu pojawia się motyw wyjazdu do Szczecina, gdzie trener tamtejszego zespołu Józef Pawłowicz zabrał Jakuba Dłoniaka na trening praktycznie prosto z ulicy. Prawda czy mit?

Tak, tak właśnie było. Zawsze wspierałem Kubę w jego wyborach, pomagałem mu podejmować różne decyzje. Wtedy poprosił mnie, żebym pojechał z nim i tak siedzieliśmy pod halą z torbami. Trener ze Szczecina okazał się bardzo sympatyczny, po rozmowie później sprawdził brata, co potrafi i już tam został, dzięki czemu pojawił się jakiś punkt zaczepienia, pierwszy krok, by ta przygoda ze sportem nabrała rozpędu. Pamiętam jak był u nas później w rodzinnym domu Jacek Gembal i przekonywał, że warto podpisać umowę w Pruszkowie. To też dla nas było coś, fatyguje się znany trener i osobiście zachęca do podpisania kontraktu. Pruszków to był kolejny i wtedy bardzo znaczący krok do przodu.

Później jeszcze po Stargardzie przyszedł 2010 rok i debiut w PLK w barwach Zastalu.

Wtedy też przekonywali mocno do tego transferu Panowie Herkt i Czarkowski. Naciskali, ponieważ pamiętali, że brat rzucił wcześniej Zastalowi w pierwszej lidze 35 punktów. Teraz mało kto o tym już pamięta, ale Kuba mógł grać dla Zastalu jeszcze we wczesnych latach przed wyjazdem do Szczecina, wtedy też rozmawiał z Panem Czarkowskim, ale z różnych powodów z wyjazdu do Zielonej Góry nic nie wyszło.

Ty też występowałeś w Zielonej Górze. Dla piłkarza to chyba jedno z bardziej specyficznych miejsc do gry, jeśli chodzi o miasta powyżej 100 tys. mieszkańców?

Masz rację, ligowy futbol tam chyba nigdy nie wywoływał wielkich emocji. Grałem dla 200, 150, a czasami nawet dla 50 osób. Za to publiczność na meczach Zastalu w CRS była kapitalna. To świetny obiekt, który ma bardzo dobrą akustykę i wtedy po powrocie do ekstraklasy widziałem naocznie ten ogromny boom na koszykówkę w Zielonej Górze. Choć teraz, gdy byłem we Wrocławiu na meczu Śląska z Anwilem, też było czuć taką atmosferę i ciśnienie w powietrzu, że to ta „święta wojna”.

W czasie występów w Zastalu Twój brat wystąpił też w Meczu Gwiazd PLK, co było sporym zaskoczeniem. Dużo wysłałeś wtedy głosów? Teraz akurat wszyscy w Polsce masowo głosują na Marcina Gortata do Meczu Gwiazd NBA. Na niego oddałbyś głos?

Wtedy na brata oddałem jeden głos. Chciałem być uczciwy wobec siebie i nie zamierzałem przeginać. A co do Marcina Gortata… To świetny zawodnik, ale czy zaraz do Meczu Gwiazd NBA? Nie, dla mnie to jeszcze nie jest ten poziom. Uczciwie przyznam, że widzę na ten moment lepszych graczy pod koszem, którzy powinni zagrać w Meczu Gwiazd.

Występy Jakuba Dłoniaka w PLK to nie tylko sympatyczne momenty jak zdobycie tytuły najlepszego strzelca ligi czy Mecze Gwiazd, ale też sytuacja z Mihailo Uvalinem, rezygnacja z występów w reprezentacji. Przyczyniło się to do tego, że uchodzi on za gracza z trudnym charakterem.

Tak uważają osoby, które nie znają Kuby i wygłaszają opinie na podstawie utartych sloganów. Jest samolubem i rozwala zespół od środka? Uwierz mi, że Kuba jest raczej typem gościa, który woli, żeby wszystko rozeszło się spokojnie po kościach niż wdawać się w jakieś dodatkowe spory. To ja jestem konfliktowy i pewnie w kilku sytuacjach, które spotkały mojego brata, powiedziałbym niektórym Panom parę ostrych słów. Problem jest w tym, że Kuba od początku nie ma dobrego PR-u – a to streetballowiec, a to, że nie umie bronić. Niedawno pojawił się wywiad z trenerem Rajkoviciem i on powiedział wprost, że nie rozumie jak można mieć problem z takim zawodnikiem jak Dłoniak. Po tamtej wypowiedzi negatywne głosy wyraźnie się jakoś wyciszyły. Oczywiście ma cały czas wady przebywając na boisku i tego absolutnie nie da się ukryć. Zdarza się jeszcze czasami, że po dwóch dobrych rzutach zagotuje się i od razu chciałby trafić kolejny i kolejny rzut, ale tak się często nie da.

Obraz polskiego piłkarza w społeczeństwie jest dość negatywny: trening, potem masa czasu wolnego, który przeznacza się głównie na wypady do galerii handlowych. Koszykarze na tym tle zawsze uchodzili za ludzi inteligentnych. Masz doświadczenia i obserwacje z obu stron. Można to jakoś porównać?

Zaproponowałem kiedyś młodym chłopakom z jednej z drużyn, żeby zostali ze mną po treningu i poćwiczyli dośrodkowania. Nie zostali, a później widzę jednego jak idzie gdzieś z tym swoim chlebaczkiem. Media często tylko przedstawiają, że piłkarze świetnie zarabiają, chodzą dobrze ubrani. Koszykówka nie jest tak popularna, nie ma tam takich pieniędzy, nikt zawodnikom specjalnie się na ulicy nie przygląda, mogą oni czuć się bardziej swobodnie. Sposób spędzania wolnego czasu, podejście do treningu, te elementy wyglądają pewnie mimo wszystko podobnie. Natomiast piłkarze już będący z tej wysokiej ligowej półki, gdy wyjdą na miasto i ktoś zobaczy któregoś z nich z alkoholem, zrobi sie od razu wokół tego szum. Koszykarze nie budzą aż takich emocji.

Alkohol – jesteś całkowicie przeciwny?

Nie. Uważam, że dla rozładowania po meczu adrenaliny, emocji pewnie jest nawet wskazane wypicie symbolicznego piwka. To nawet jest sporo badań na ten temat, które wskazują, że po takim wysiłku i emocjach alkohol w drobnej ilości jest wskazany. Ja sam akurat nie piję alkoholu od czternastu lat, ale jeśli widzę zawodnika, kiedy po meczu spokojnie pozwala sobie na jedno lub góra dwa piwa, nie uważam tego za problem. Jeśli jest tego więcej, zaczyna się problem, bo nie ma możliwości, żeby nie wpływało to na organizm i później trening. To są te detale. Tak jak dieta. Odpowiednie żywienie dla sportowca to jeden z priorytetów i w przypadku Kuby bardzo dobrze, że jest przy nim żona Natalia, która dba o te nawyki żywieniowe i sprawia, że pod tym względem niczego mu nie brakuje.

Wydaje się, że w piłce w końcu coś się ruszyło i na szczeblu Ekstraklasy pojawia się coraz więcej zdolnej młodzieży. W Tauron Basket Lidze duża część obiecujących mniej więcej 20-latków w rywalizacji z seniorami odbija się od ściany. Jak na to osobiście patrzysz?

To jest polska liga, to ja się pytam, dlaczego mamy w niej nie stawiać na naszych rodzimych zawodnikow? Mam takie wrażenie, że w tej lidze Polacy ciągle mają pod górkę. Jestem wielkim zwolennikiem przepisu o dwóch Polakach na parkiecie. Po co nam często przeciętni obcokrajowcy, którzy nic wielkiego nie wnoszą. Mamy taką cechę jako naród, że dostrzegamy pozytywy u innych, a nie potrafimy zobaczyć tego w nas samych. Może teraz nie ma jeszcze wielu wartościowych chłopaków, którzy z miejsca byliby w stanie poradzić sobie na tym poziomie i trzeba poświęcić parę lat i niestety w tym czasie odpuścić wyniki sportowe. To ten oklepany zwrot, ale dopóki nie postawi się poważnie na szkolenie, koszykówka ciągle w naszym kraju będzie w takim miejscu jakim jest. W futbolu to się ruszyło, powstało sporo akademii, szkółek i już za kilka lat będzie można obserwować konkretne efekty. Oczywiście poszły na to fundusze. Koszykówka też musi pójść tą drogą, ale jeśli PZKosz. nie zainwestuje pieniędzy przede wszystkim w rozwój szkoleniowców, żeby oni byli bardziej wykształceni, to ten naprawdę świetny sport nadal nie będzie przynosił znaczących sukcesów.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Piotr Grabowski

Z urodzenia mieszkaniec miasta, gdzie męska koszykówka z jej damska odmianą przegrywa na łopatki. Z wykształcenia historyk pamiętający o dokonaniach Walentego Kłyszejki, Witolda Zagórskiego i Mieczysława Młynarskiego.

Komentarze