Poniedziałkowy OFENS! Łakomskiego

Data:

Początki zawsze są najtrudniejsze. Nie wiem, czy powinienem się przedstawić, czy nie… W każdym razie nazywam się Paweł Łakomski i jestem właścicielem tego portalu. Od dziś, co poniedziałek, będę publikował swoje teksty. Raz krótsze, raz dłuższe – oby były ciekawe.

Tym samym do mnie należą poniedziałki, a do Szczepana Radzkiego wtorki. Niebawem dojdą do nas kolejni autorzy, ale kim oni będą, to na to przyjdzie czas.

***

– Cześć, długo się nie widzieliśmy – zagaiłem wczoraj do Wojtka Kamińskiego. Trener Rosy Radom tylko się zaśmiał. Sam jeszcze nie zdążył dojechać do domu. Prosto z Lubina pojechał do Wałbrzycha na towarzyski turniej. Zdziwiony byłem, bo ostatni mecz prowadził w koszulce, którą w Bonn wręczył im polski konsul.

Ostatnia czysta! – powiedział.

Kadra mogłaby jeszcze pograć. 17 dni to jednak mało. Rozumiem, że koszykarze pewnie mieli już dość i nie mogli na siebie wzajemnie patrzeć, ale tak rzadko mamy do czynienia z reprezentacyjną koszykówką, że jednak eliminacje trochę były za krótkie.

Przez najbliższy rok nie będziemy oglądać fotek z kadry, które codziennie wrzucali na Instagram Robert Skibniewski, Arkadiusz Markiewicz, czy Szymon Szewczyk. Nie będzie już robienia jaj przed kamerą OFENS!TV… O, tego będzie mi najbardziej brakować.

Kiedy wymyśliłem sobie, że będę kręcił kulisy z kadry, to nie miałem pojęcia jak zareagują na to nasi koszykarze. W końcu zazwyczaj normalnie wychodzili z hotelu, wsiadali do autokaru, a tu teraz jakiś gość lata i biega (dosłownie) za nimi. W Toruniu było śmiesznie. Na widok kamery wszyscy robili wielkie oczy.

O co mu chodzi? Po co to nagrywa? Do czego mu to potrzebne? – ich miny mniej więcej wyrażały coś takiego.

W Schwechat i Bonn było już super, a najlepiej w Lubinie. Kadrowicze przyzwyczaili się do mojej obecności, a przede wszystkim do tego, że ich nagrywam. Co ciekawe, najbardziej wyluzowany był  Mike Taylor. W Austrii podszedłem do niego i powiedziałem. – Coach, jak przesadzam, albo przekraczam jakąś granicę, to mi powiedz i mnie nie ma.

– Daj spokój, wszystko jest ok. Rób swoje, ja idę robić swoje – odpowiedział.

Z drugiej strony nie przesadzałem. Nie zaglądałem zawodnikom do pokoi, na stołówkę, czy do szatni (byłem na chwilę raz, po ostatnim meczu z Austrią w Lubinie, na wyraźne polecenie Masera). Zawodnicy zaakceptowali kamerę, wiedzieli po Toruniu na co jest to wykorzystywane.

Pamiętam jak w Austrii lub Niemczech podszedł do mnie Szymon Szewczyk, abym nie nagrywał jak wzajemnie się motywują w kółku po wyjściu z szatni. Odpowiedziałem, że muszę to mieć, ale spokojnie, nie będzie później słychać co mówili. – A, ok, ok – pokiwał głową „Szewcu”.

Z kadrą współpracowało się bez zastrzeżeń. Najgorzej było w Koszalinie. Nie pozwalali na nic, twierdząc, że sztab kadry nie życzy sobie nagrywania. Dobre, sobie. W Lubinie myślałem, że będzie tak samo. I wiecie co? Kiedy nasi zeszli do szatni na ostatnią odprawę, jeden z członków sztabu szkoleniowego sam mnie zawołał, abym pokręcił jak się później motywują.

I właśnie to dało mi najwięcej radości. Mała rzecz, a cieszy.

Kadra następny swój mecz zagra dopiero za rok. Główną imprezą będzie EuroBasket 2015. W te wakacje awans wywalczyło 12 zawodników. Dokładnie tyle samo może znaleźć się w protokole meczowym na mistrzowskiej imprezie. Już dziś wiadomo, że Mike Taylor będzie musiał pozbyć się co najmniej trzech koszykarzy  bo Marcin Gortat, Łukasz Koszarek i naturalizowany zawodnik na pewno będą w składzie.

O tym więcej za tydzień. Gortat i Koszarek muszą być. „Amerykanin do wynajęcia” już nie.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze