Problemy w stolicy

Data:

Środowy OFENS! Kajzerka

Nie, nie o Pucharze Polski. Paweł jako szef uzurpował sobie prawo do czwartków. Dostałem środę w ramach zadośćuczynienia. PLK się nie nudzi – spotkania, zawieszenia, dyskusje. Obiecałem sobie jednak, że jako przedstawiciel jednej z drużyn ekstraklasy nie będę na Ofens traktował o sprawach związanych z naszym podwórkiem. W gruncie rzeczy nigdy tego nie robiłem, więc wszystko jest w porządku. Przenoszę was na chwilę za ocean, gdzie nie minął miesiąc gry, a Marcin Gortat już musi przepraszać swoich kolegów.

Washington Wizards weszli w sezon z bilansem 2-7. John Wall przez rehabilitację kolana nie rozpoczął rozgrywek będąc w stu procentach gotowy do gry. Bradley Beal po kilku meczach doznał kontuzji ścięgna podkolanowego. Ian Mahinmi, który miał zabrać minuty Marcinowi, nadal nie jest gotowy i brzydki początek ogląda z perspektywy ławki rezerwowych – ławki, która stała się źródłem dużej frustracji naszego jedynaka. Gortat jako weteran i jeden z liderów drużyny, po raz kolejny nie zawiódł stołecznych dziennikarzy i już na początku sezonu nakarmił ich viralowym komentarzem.

– To przestało być zabawne. Musimy w końcu zacząć grać lepiej – przyznał po porażce drużyny z Chicago Bulls. – Potrzebujemy energii, musimy dać z siebie więcej. Musimy konkurować z innymi zespołami. Jest wiele rzeczy, które możemy zrobić lepiej. Jeśli się nie mylę, to mamy jedną z najsłabszych ławek rezerwowych w lidze. Tak nie może być – skończył.

Trenerzy w NBA są szczególnie wyczuleni na krytykę zespołu przez jego członków. Jednak gdy ktoś ma coś do powiedzenia, to lepiej żeby zrobił to na forum szatni, a nie przed mediami, które świetnie podkreślają każdy moment frustracji. Scott Brooks – szkoleniowiec Washington Wizards, poprosił Marcina, aby ten przeprosił zespół za swoje komentarze. Trener przywołał wartość tkwiąca w grze zespołowej i przestrzegł zawodników, aby nie dzielili drużyny na dwie części. W trudnej dla ekipy sytuacji, jego dyplomacja miała uspokoić wzburzone nastroje.

Niemniej fakty są po stronie Marcina. Rezerwowe ustawienie Wizards jest jednym z najgorszych w lidze. Ściągnięty z Utah Jazz Trey Burke miał udowadniać swoją wartość, ale tak naprawdę nigdy nie był tym samym dynamicznym dzieciakiem co w NCAA. Jest zawsze jeden krok za swoimi rywalami. Marcus Thornton to doświadczony weteran, ale w żadnym wypadku nie jest tzw. game-changerem. Jason Smith nie stanowi żadnej wartości w obronie. Kelly Oubre Jr to drugoroczniak, dopiero dorastający do intensywności gry zarówno w ataku, jak i obronie – bardzo szybko łapie faule. Z kolei Tomas Satoransky potrzebuje czasu, by przywyknąć do tempa NBA. Co z Andrew Nicholsonem? Skrzydłowy miał dobry pre-season, ale od 5 listopada zagrał 5 minut, bo trener nie znalazł dla niego stosownej roli.

Wizards wydali 30 milionów dolarów na zbudowanie ławki rezerwowych (połowa tej kwoty to roczny zarobek Mahinmiego), ale Brooksowi trudno będzie zbudować na tej podstawie niezawodny mechanizm. Powrót Mahinmiego zdejmie z Marcina nieco defensywnych obowiązków, ale nie wiadomo jaki faktycznie będzie miało to wpływ na drużynę. W drugim garniturze ekipy brakuje specjalistów od zdobywania punktów i specjalistów od szczelnej defensywy. Niewykluczone, że Brooksowi uda się wykrzesać nieco więcej zaangażowania, ale koniec końców za całą sytuację obwiniany przez otoczenie będzie generalnym menedżer – Ernie Grunfeld.

Fani od wielu sezonów domagają się prześwietlenia pracy Grunfelda i zadania sobie przez zespół jednego, ale to bardzo ważnego pytania – czy to odpowiedni człowiek do zbudowania siły zespołu? Właściciel drużyny – Ted Leonis zdaje się mu bezgranicznie ufać. Poza tym dotychczasowe niepowodzenia Wizards tak czy inaczej wpadały na konto Randy’ego Wittmana, więc Grunfeld miał swój bufor bezpieczeństwa. Nic nie wskazuje na to, by opuścił stanowisko przed zamknięciem zimowego okienka transferowego.

Marcin Gortat pozostaje skupiony na swojej pracy. Scott Brooks nie potrzebuje na piątce ofensywnej opcji, dlatego MG rzadko znajduje się na końcu podania, gdy inicjuje akcję pick-and-roll z Johnem Wallem. Ma przede wszystkim bronić, zbierać i stawiać dobre zasłony. Po 9 meczach rozgrywek środkowy notuje na swoje konto średnio 11,3 punktu, 12,4 zbiórki, 1,6 asysty i blok trafiając 55,6 FG%. Celem Wizards pozostaje awans do play-offów. Rozczarowali w poprzednich rozgrywkach, więc tym razem pod wodzą Brooksa mieli dojrzeć do swojego potencjału. Początek walki brutalnie zderzył ich z rzeczywistością.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Michał Kajzerek
Współpracownik

Komentarze

Jedna odpowiedź