Róża, nie z Luksemburga

Data:

Trener-komentator telewizyjny Tomasz Jankowski na kilka minut przed rozpoczęciem meczu z Luksemburgiem powiedział, że z tym krajem kojarzy mu się Róża Luksemburg i na tym skojarzenia się kończą. U nas było podobnie. Po spotkaniu, które należało do kategorii „Wspaniale się nie zagra, ale spartolić można zawsze” trudno wyróżnić jakiegoś zawodnika ze składu kadry Polski.

O pierwszej połowie meczu najchętniej byśmy zapomnieli. Wiele akcji posiadań przypominało trochę sceny, które każdy zna z lekcji w-f, gdzie wszyscy w popłochu pędzili za piłką pod kosz, a osoba w koźle liczyła na łut szczęścia w dwutakcie. Wynikało to przede wszystkim z szybkiej gry, którą Luksemburczycy próbowali narzucić naszym koszykarzom. I tylko na próbach się kończyło, bo brakowało im składnej wymiany kilku podań w kontrze. Polacy na początku dali się trochę ponieść w wir tego szaleństwa i gubili się na potęgę. Przyjezdni prowadzili już 13:4, a Twitter pisał, że na ten mecz nie da się patrzeć. Po przerwie wziętej przez trenera Taylora Polacy w końcu ustabilizowali swoją grę na poziomie godnym reprezentacji Polski. Na przerwę schodzili już z prowadzeniem 40:28. Druga połowa to już nabijanie statystyk Polaków i poprawianie nastrojów graczy, którzy we wcześniejszych spotkaniach nie dostawali zbyt wielu szans na grę.

Młodych zawodników nie oglądamy zbyt często w kadrze, ale dziś pokazali się z przyzwoitej strony. Tomasz Gielo bardzo źle wszedł w mecz kilkoma niepewnymi podaniami. Później nie było już tak źle, ale nie był to jego wielki występ. Mamy prawo wymagać od niego więcej w meczu z tak nisko notowanym rywalem? Mamy.
Zdecydowanie lepiej zaprezentował się Michał Michalak, zdobywca 10 punktów. Jak zwykle nie bał się podejmowania odważnych decyzji. Na resztę kadry nie ma co narzekać. Po prostu zagrali. Ganić nie ma za co, bo wygrali wysoko 100:64. Gdybyśmy chwalili Szymona Szewczyka za to, że radził sobie z podkoszowymi Luksemburga, a Kamila Łączyńskiego za jego asysty, znaczyłoby to, że z polską koszykówką jest naprawdę źle.

Najlepszy w składzie gości Alexander Rodenbourg zdobył 14 punktów, a my i trener Jankowski pewnie wciąż będziemy mieli tak mało skojarzeń z Luksemburgiem. Dlatego wracamy do Róży Luksemburg. I tu mały psikus. Nie była ona wcale Luksemburką, a Żydówką polskiego pochodzenia. Tworzyła niemiecki ruch robotniczy i do swojej tragicznej śmierci wierna była swoim poglądom socjalistycznym. Jak to się ma do dzisiejszego meczu? Nie wiedzieliśmy tego, dopóki nie znaleźliśmy ciekawego cytatu tej aktywistki.

Człowiek najszybciej i najlepiej uczy się, ucząc innych.” – Dziś Polacy dali lekcję koszykówki Luksemburczykom, wykonali swoje zadanie. Może coś w tym jest i do spotkania z Austrią paradoksalnie przystąpią jeszcze silniejsi?

Oglądaliśmy dzisiejsze spotkanie Niemców z Austriakami. Była to (prawie) wierna kopia meczu sprzed 10 dni w Austrii. Nasi zachodni sąsiedzi do czwartej kwarty nie pokazywali nic oprócz niepewności i skandalicznych błędów w szybkim ataku. A Austriacy grali swoje. Mieli mniej błędów od gospodarzy i utrzymywali się na kilku-kilkunastopunktowym prowadzeniu. W czwartej kwarcie goście zgaśli, a Niemcy zaczęli trafiać z dystansu i tylko to uchroniło ich przed katastrofą. Niespełna dwa tygodnie temu podopieczni trenera Emira Mutapcica też byli w opałach. Wygrali jednak ostatnią odsłonę 29:9, dziś było jeszcze lepiej 28:6. Z Austrią w Lubinie nie może się nam przydarzyć nic strasznego.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Kacper Pupin
Redaktor

Gdyby nie kontuzja kolana walczyłby o swoje pierwsze punkty w rankingu ATP. Ostatnie dwa lata spędził w niemieckim Reutlingen, gdzie studiował International Managment. Miał okazję poznać koszykarską Bundesligę od podszewki. Na twitterze nieco się wymądrza, prywatnie jednak to wspaniały rozmówca i dusza człowiek. Fan małolatów z The Dumplings, tropiciel błędów w obronie zespołowej Christiana Eyengi.

Komentarze