Przez Siarkę Tarnobrzeg do okładki Sports Illustrated

Data:

10 maja. Siedem lat temu. W hali przy ul. Szafrana trener Zastalu Intermarche Zielona Góra patrzy z niedowiedrzaniem, jak Siarka Tarnobrzeg rzuca w drugiej kwarcie jego drużynie 17 punktów z rzędu nie tracąc przy tym żadnego. Mecz w finale I ligi koszykarzy. Graczy w czarno-żółtych strojach prowadzi do  zwycięstwa Bartosz Krupa, zdobywca 28 punktów.

– Oczywiście robienie z tego jakiegoś wielkiego problemu byłoby nadużyciem, wobec radości jaką w tym sezonie dali nasi koszykarze. Niemniej jednak, szkoda – napisze po meczu Andrzej Flugel, wieloletni redaktor naczelny sportu w poczytnym dzienniku Gazecie Lubuskiej. Wynik rzeczywiście nie ma znaczenia. Do ekstraklasy bowiem wchodzą dwa najlepsze zespoły.

Warto jeszcze wspomnieć, że kapitanem Siarki był wtedy Michał Baran [nie mylić z coachem Michałem Baranem – przyp. Łukasz Cegliński].

– Chce spróbować sił w ekstraklasie, zobaczyć czego mi koszykarsko brakuje – mówił po wywalczeniu awansu w rozmowie z rzeszowskim oddziałem „Gazety Wyborczej”.

Tarnobrzeg w rywalizacji do dwóch zwycięstw pokonał MKS Dąbrowę Górniczą, a kapitan Siarki dostał możliwość gry w ekstraklasie oczywiście w mniejszej roli niż klasę rozgrywkową niżej.

I choć Zastalowi, a później Stelmetowi zdarzy się w ekstraklasie przegrywać z Siarką, to rozwój obu zespołów można przeciwstawić na dwóch biegunach. Zielonej Górze od początku sprzyjało szczęście – jej pierwszoligowe próby awansu śledziło w małej akademickiej hali średnio kilkaset osób.

Wraz z awansem otwarto nową halę CRS na 5 tys. osób, zbudowaną za unijne środki, m.in. dzięki silnemu lobby i dobrym układom posłów Platformy Obywatelskiej w Warszawie. Pierwszym zagranicznym transferem zespołu był Portorykańczyk Walter Hodge. Gdy powiedział, że jego styl gry można porównać do Allena Iversona, kilku doświadczonych dziennikarzy uśmiechało się pod nosem. Ależ się mylili. Zastalowi los sprzyjał od początku – wspomina o tym w Radiu Ofens Janusz Jasiński. 

Siarka Tarnobrzeg po awansie wróciła zaś do niezbyt urodziwej hali, której wspomniany Hodge ze względu na niską temperaturę panującą w środku otwarcie nie znosił. W klubie nieco zapomnianym przez świat, sponsorów, politykę i duże pieniądze, w mieście liczącym ledwie 50 tys. mieszkańców budowanie ekstraklasowego budżetu było nie lada wysiłkiem.

Co roku mała grupa wiernych fanów „Siary” zastanawia się, czy ich klub za rok zgłosi się do rozgrywek. Gdy Stelmet w sezonie 2012/13 sięgał po historyczne Mistrzostwo Polski, to Siarka skończyła go na 10-tym miejscu, wyprzedzając z bilansem 5-17 jedynie Polpharmę Starogard Gdański i Kotwicę Kołobrzeg. Nawet porównanie strojów formacji grup cheerleaders czy maskotek Dzika Wsadzika ze Sztygarem Heńkiem wskazywało, że obie organizacje znajdują się na przeciwnych biegunach. Obecny sezon w Siarce niczym nie różni się od pozostałych.

Trzech amerykańskich graczy opuściło klub, zgodnie z zapisami w kontraktach, które pozwalały im na odejście za darmo do lepszych zespołów. Jednego z nich przez niemal pół sezonu coś bolało, ale na wieść o propozycji z Turowa Zgorzelec magicznie ozdrowiał. Siarka wygrała 3 z 21 spotkań. Prezesem i pierwszym trenerem klubu jest nadal Zbigniew Pyszniak. Być może to ostatni sezon jego klubu w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Barycz i Małgośka

Awans Siarki przed siedmioma laty wiążę się z taką anegdotą. Zarówno Siarka, jak i Zastal szukały wzmocnienia w trakcie sezonu. Zastal zdecydować się wziąć wielgachną pensję Mateusza Jarmakowicza i płacić z niej około 7 tys. by wypożyczyć go do siebie. Do składu dołączył także Tomasz Wojdyła – dziś zawodnik Siarki. Ta natomiast ściągnęła nieużywanego w rotacji Anwilu Wojciecha Barycza, a trener Pyszniak zrzekł się swojej pensji, by móc go opłacić.

– Nie zarabiam w Siarce żadnych pieniędzy – mówił podczas sesji rady miasta Tarnobrzeg Zbigniew Pyszniak. – Żyję z czegoś innego niż koszykówka.

Prezes Siarki posiada znaną w mieście restaurację Małgośka, to ona ma być m.in. źródłem jego dochodów. Sporo z nich włożył w istnienie ekstraklasowej koszykówki. Nigdy nie przyznał się dokładnie ile, bo wtedy „żona Bogusia by nie zatłukła!” – żartował w jednym z wywiadów dla dziennika Echo. Podczas wspomnianej sesji Pyszniak starał się, by radni przyznali środki dla klubu w dziale „promocja miasta poprzez sport”, przypominał, że wypracowany przez zespół ekwiwalent jest warty 8 mln zł.

Prosił o 200 tysięcy złotych. Tłumaczył m.in., że granie w kosza w ekstraklasie jest tańsze niż w pierwszej lidze, gdzie ze względu na brak możliwości gry zawodników zagranicznych miejscowi mają wygórowane wymagania finansowe. Co do Amerykanów, którzy trafiali do Tarnobrzega, to często miał nosa. Grali za ligowe minimum, kręcąc bardzo przyzwoite, czasem rewelacyjne numery.

W tych siedmiu latach grubych Stelmetu a chudych Siarki, równowaga w przyrodzie została zachwiana jeden raz. W sezonie 2011/12 klubowi z Podkarpacia zabrakło tylko jednego zwycięstwa do gry w play-offach. Latem 2011 roku Bonifacy Karnowski odbył klika rozmów z przedstawicielami klubów ekstraklasy. Swojego syna Przemka zdecydował się wysłać w klasie maturalnej do Tarnobrzega, by tam obiecujący środkowy z fryzurą na Beatlesa (modę zapoczątkowali Filip Matczak i Rafał Juć), przygotowywał się do matury i przede wszystkim – sprawdził się w ekstraklasie.

FOT. WOJCIECH FIGURSKI / 058sport.pl

Zielony kontrakt wysokiego osiemnastolatka

Karnowski trafia na Podkparpacie na zasadzie „zielonego kontraktu”. Jego gra w drużynie to koszykarski wolontariat, a status amatora sprawił, że po sezonie spędzonym w Tarnobrzegu mógł się starać o angaż w NCAA. W debiucie Siarka przegrywa u siebie z Czarnymi Słupsk, a środkowy rzuca 6 punktów i udziela swojego pierwszego wywiadu, jako gracz ekstraklasy. Gada przed kamerami, jak stary wyga i wzorem kolegów rzuca frazę o koncentracji na następnym meczu.

Jego najlepsze spotkanie w sezonie zbiega się z przyjazdem Anwilu Włocławek do Tarnobrzega. Na 3 sekundy przed końcem Siarka przegrywa trzema punktami. Karnowski trochę z przymusu dostaje piłkę na szczycie trójki i trafia równo z końcową syreną. Zostawia w górze uniesioną rękę. W dogrywce niesiona rzutem środkowego Siara miażdży Anwil i tym samym zapisuje jedno z najbardziej spektakularnych zwycięstw w swojej historii.

– To był dziwny rok. Z jednej strony zbierałem koszykarskie doświadczenie, z drugiej musiałem się bardzo dobrze uczyć, żeby dostać do NCAA – wspomina w wywiadzie dla weekend.gazeta.pl zawodnik Gonzagi.

W Tarnobrzegu zbiera się wtedy niezła, grająca szybką koszykówkę ekipa z J.T Tillerem, maleńkim Cookie Millerem – 546 punktów w sezonie (był gotowy wrócić w tym sezonie i samemu opłacić bilety z USA, ale Siarka nie skorzystała z jego usług), Markiem Piechowiczem, Piotrem Pyszniakiem (synem prezesa) czy Dariuszem Wyką, który po sześciu latach niebytu powrócił do ekstraklasy i jest wyróżniającą się postacią beniaminka z Krosna.

Co ciekawe, tamta pamiętna trójka Big Karna była jego jedyną celną w historii występów w PLK. Pozostałe 14 prób spudłował – średnia 6.7 % nie sprawiła, że Mark Few, trener Gonzagi kazał mu uciekać na obwód. Szkoda, bo przez pięć lat pobytu Karnowskiego w Stanach liga NBA przeszła małą rewolucję i brak rzutu za trzy staje się powoli czerwoną flagą dla graczy szukających w niej angażu. Polski środkowy przez pięć sezonów gry na uczelni oddał w sumie… trzy rzuty za trzy. Trafił jeden z nich.

W NBA nikogo już nie dziwi fakt, że tacy gracze jak Brook Lopez czy Marc Gasol z chęcią ustawiają się na obwodzie i rzucają za trzy seriami. To samo robi mierzący ogromny Joel Embiid. Gdy nie jesteś atletą (JoJo jest – red.) musisz gdzie indziej szukać swoich przewag. Niestety rzutu za trzy nie można zapisać po stronie zalet Karnowskiego. Ma on natomiast inne zalety, które latem mogą sprawić, że kilka czołowych klubów z Europy spyta o jego usługi. Imponuje przeglądem pola, potrafi grać tyłem do kosza, jest ogromny i ciężko go przepchać. Trwający właśnie turniej March Madness i gra Gonzagi w Final Four – o ile uda im się tam znaleźć – może natomiast sprawić, że któryś z klubów NBA zdecyduje się wybrać 23-latka z dalekim miejscem końcówki draftu.

FOT. WOJCIECH FIGURSKI / 058sport.pl

Siarka w sezonie 2011/12 wygrywa 10 meczów, przegrywa 14. Kończy sezon na najlepszym w nowożytnej historii dziewiątym miejscu. W kolejnych latach już głównie przegrywa. Ale warto wspomnieć, że daje rozwinąć skrzydła m.in. niechcianemu w Zielonej Górze Jakubowi Dłoniakowi, Dominique’owi Johnsonowi – przychodził ze Śląska Wrocław z niesłuszną łatką streetballowca, po niecałym sezonie w Siarce grał kolejno w lidze izraelskiej, Albie Berlin czy lidze włoskiej. Klub dał też w sporym wymiarze minut zaistnieć dwóm graczom z dzisiejszego składu AZS-u Koszalin – to  Daniell Wall i Jakub Zalewski, a w tym sezonie odbudować się Krzysztofowi Jakóbczykowi, Zane’owi Knowlesowi i Trevorowi Relferodowi (obaj przeszli do Kinga Szczecin).  Ze Startu Lublin do Siarki trafili z kolei Jan Grzeliński i Grzegorz Małecki.

Pełni więc Siarka rolę takiego biednego koszykarskiego liceum wieczorowego, które na mecze rusza w dzień jego rozgrywania. Nie ma tam za wiele pieniędzy, za to jest sporo minut do obdzielenia. Idąc tam nie zarobisz, ale możesz „naprawić” swoje statystyki. Ostatnim transferem Siarki jest atletycznie grający Wiktor Sewioł z drugoligowego WKK Wrocław, który staje się taką klamrą pomiędzy sezonem 2011/12 a 2016/17. Znowu bowiem Siarka daje możliwość komuś zaistnieć, choćby na te ostatnie osiem kolejek. Dziwi więc fakt, że we wcześniejszych latach – a mowa o całych pięciu sezonach – tych młodych graczy tak mało przewinęło się przez klub z Podkarpacia.

Po rozwiązaniu Polonii 2011 Warszawa została w ekstraklasie pustka do zagospodarowania, którą obecnie jako koszykarska akademia grająca profesjonalnie, realizuje gdyńskie Asseco Gdynia. A szkoda, bo przecież Siarka ze swoim malutkim budżetem mogłaby spokojnie dołączyć do tego grona. Walczyć o zwycięstwa, jednocześnie rozwijać młodzież. Tak się jednak już nie stanie. Łukasza Ceglińskiego spytałem: Czy bardziej klub z Podkarpacia lubi czy czeka, aż go w końcu na mapie klubów ekstraklasy zabraknie?

– Jedno i drugie. Dla mnie Siarka jest jak śnieg – lubię, gdy spadnie. Jeśli PLK ma być poważną ligą, która ma jakieś wymagania i chce równać w górę, to dla Siarki nie ma miejsca, ten klub w żaden sposób nie wnosi nic, do budowy produktu „PLK”. Natomiast skoro już gra i oglądam jej mecze, to nie sposób jej nie kibicować. Paru graczy się w niej wybiło, czy też zaprezentowało swoje umiejętności, z folkloru można się pośmiać, a kilka sensacyjnych zwycięstw – docenić. Ale nie będzie mi jej brakowało w PLK – jeśli oczywiście z niej spadnie – mówi redaktor Polskikosz.pl.

Siarka w przeciwieństwie do śniegu jeszcze może spaść w tym roku. Powrót do ekstraklasy będzie jeszcze trudniejszy niż w sezonie 2009/2010. W pamięci zostanie jednak ten sezon sprzed kilku lat, gdy wesoła ekipa trenera Szczubiała do ostatnich kolejek biła się o grę w play-offach. I wtedy nikt  nie przypuszczał, że ich 18-letni center znajdzie się na okładce Sports Illustrated. Zbigniew Pyszniak może spokojnie stwierdzić, że do projektu pod nazwą „Karnowski” dołożył swoją niemałą cegiełkę.


———————————————————————————————————————-

To jeszcze nie koniec. Trzy pytania o grę Przemka w NCAA zadaliśmy Wojtkowi Grudniowi (prywatnie fanowi Startu Lublin), redaktorowi portali Zaspany.com i Collegehoops.pl.

Jaki to był sezon Przemka Karnowskiego?

Wojtek Grudzień (collegehoops.pl): Wszyscy wiemy po jak ciężkiej kontuzji wracał w tym sezonie Przemek. Mamy w pamięci obrazki z początku roku, kiedy na nowo uczył się podstawowych czynności, jak np. chodzenie. Nastawienie na obecnie trwający sezon było proste. Wrócić i odbudować pozycję jednego z najlepszych środkowych w NCAA.

Moim zdaniem ta sztuka się udała. Karnowski zagrał do tej pory bardzo dobry sezon. Jeśli spojrzymy na osiągnięcia statystyczne to najlepszy spośród wszystkich 5 lat na uczelni. Niemal wszystkie statystyki ma na najwyższym poziomie odkąd zawitał do USA.

12.6 punktu/mecz – najlepszy wynik
6.0 zbiórki/mecz – tylko w II sezonie było lepiej.
2.0 asysty/mecz – najlepszy wynik
1.0 blok/mecz – drugi wynik w karierze.
60 procent z gry – to również najlepsze osiągniecie.

Czy Przemek dodał coś do swojego arsenału przez ostatni rok?

Ja bym sprawę ugryzł inaczej. Przemek bazuje na umiejętnościach i zagraniach na których bazował również przed kontuzją. Również forma fizyczna idzie do góry. W Polsce bardzo skupiamy się w dużym stopniu na tym, na czym Przemek musi pracować.

W USA natomiast, niemal w każdej transmisji telewizyjnej komentatorzy i eksperci skupiają się na jego mocnych stronach. Przede wszystkim to ile daje swojej ekipie w obronie oraz jak świetnym przeglądem pola dysponuje przy swoich warunkach i jak wiele tym ułatwia swoim partnerom.

Jak wygląda drabinka Gonzagi w turnieju?

Zags zostali wyróżnieni przez Komisję, która wybiera ekipy do turnieju pierwszym miejscem w regionie. Zostali przydzieleni jako jedynka do West Region.

Ich pierwszy rywal South Dakota State, to dla kibica NCAA w Polsce nazwa nie wiele mówiąca. Jeszcze nigdy w historii nie zdarzyło się , aby ekipa rozstawiona z jedynką przegrała z 16 seedem. Gonzaga powinna przejść tą rundę bez problemów. Dalej wyzwania i poziom trudności będą rosły.

W II rundzie ich rywalem będzie ktoś z dwójki Northwestern/Vanderbilt. Tutaj patrzać obiektywnie oraz na to jaki sezon grała Gonzaga, również nie powinno być problemów. Chociaż na pewno nie można lekceważyć tych zespołów. To średnia półka drużyn z konferencji Big Ten i SEC.

Na 3 etapie turnieju w Sweet 16 zagrają pewnie z kimś z dwójki West Virginia/Notre Dame. To już obyte i ograne w dużych konferencjach drużyny. Tutaj poznamy prawdziwą wartość Gonzagi. I to co w tym sezonie mogą osiągnąć. Jeśli wygrają z czołową ekipą Big 12 czy ACC to stać ich na pokonanie każdego w tym turnieju.

Idąc dalej, gdyby Buldogi przeszły i tą fazę to trafiają na zespoły z drugiej części drabinki ich regionu. Tutaj najbardziej renomowanym rywalem jest Arizona. Arizona z którą Gonzaga grała w ostatnich latach bardzo często. To rywal, który leży ekipie ze Spokane.

Pojawiło się wiele opinii, że Gonzaga ma łatwą drogę do dalekich rund. Wcale nie musi to być łatwa przeprawa.

Gdzie oglądać turniej March Madness w Polsce?

Pod tym linkiem, tekst autorstwa Wojtka,  znajdziecie wszystkie potrzebne informacje.

http://zaspany.com/ncaa/turniejowy-rozklad-jazdy-first-four-14-15-iii/

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Kosma Zatorski

Dziennikarz z Zielonej Góry, gdzie na co dzień pracuje w oddziale Gazety Wyborczej. Myśli o koszykówce 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Fan Giannisa Antetokounmpo, Steve'a Nasha i filmów Wesa Andersona. Beatwriter Stelmetu Zielona Góra.

Komentarze