Siła pozytywnych relacji

Data:

Czwartkowy OFENS! Kajzerka

Czasami pytam trenerów – co traktujecie jako priorytet swojej pracy? Co napędza was do działania? Co jest kanwą, na której opieracie budowę drużyny mając na uwadze nie dobrą zabawę, lecz zwyciężanie? Nie ma w tym wypadku konkretnej ujednoliconej wersji, która stałaby się formą definicji. Szkoleniowcy pochodzą z różnych szkół, dlatego ciężko oczekiwać, aby każdy z nich miał taki sam lub przynajmniej podobny kodeks postępowania.

Jest jedna rzecz, którą w minionym roku nauczyłem się doceniać bardziej niż wszelkie przejawy taktycznego geniuszu czy umiejętności szybkiego reagowania. Jest nią gotowość trenera do nawiązania silnych personalnych relacji z każdym ze swoich podopiecznych. Bez względu na to, jak dany zespół spisuje się w swoich rozgrywkach, otoczenie w pierwszej kolejności szuka argumentów do swoich tez w aspektach stricte sportowych – złe rotacje, słaba ławka, egoistyczny lider, brak porozumienia na parkiecie itd.

Problem w wielu przypadkach leży zupełnie gdzie indziej i oczy otworzył mi m.in. Mike Taylor, gdy z bliska obserwowałem jak on podchodzi do swoich graczy, jak traktuje ich poza koszykówką, w typowych międzyludzkich zachowaniach, wynikających z konwenansów, przyzwyczajeń czy określonej sytuacji. Szkoleniowcy na ogół mają duży problem z pogodzeniem roli postaci, która potrzebuje do pewnego stopnia dominować w swoim otoczeniu, przy jednoczesnym utrzymaniu z zawodnikami otwartych relacji, które nie będą szkodzić ani jednej, ani drugiej stronie.

Pod koniec 2014 odwiedziłem Torwar, gdzie Fundacja MG13 organizowała turniej dla młodzieży gimnazjalnej z polskich wiosek. Przy okazji porozmawiałem chwilę z Kacprem „Kacpą” Lachowiczem, który prowadził to wydarzenie. Spytałem go o to, co sądzi na temat kadry Mike’a Taylora ze swojego punktu widzenia. Miał wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia, ale w swoim wylewnym ekspresjonizmie wspomniał przede wszystkim o tym, jak dobrze amerykański trener zadbał o relacje wewnątrz reprezentacji.

Trener zrobił coś, czego nie zrobił chyba nikt przed nim. Niewiele osób o tym wspomniało, ale wiesz co mi się najbardziej podobało? To jak Mike Taylor ukształtował swoje relacje z zawodnikami, jak ich traktował na takim osobistym szczeblu. Tak jak mówiłeś, to jest prawdziwy kolektyw i coach zbudował go wiedząc jak ważny jest kontakt z zawodnikami. Myślę, że właśnie w tym tkwi prawdziwa siła tej drużyny – mówił Kacpa.

Dirk Bauermann miał z tym duży problem. Zawodnicy w rozmowach z dziennikarzami podkreślali przede wszystkim solidność Niemca, jego wytrwałe dążenie do określonych celów. Jednak przeświadczenie całego środowiska było takie, że to trener kierujący się bardzo żelazną dyscypliną. Ta bardziej od pracy trenera zespołu koszykówki, miała przypominać wojskową musztrę. Jeszcze w trakcie jego pracy z reprezentacją pojawiały się doniesienia na temat bardzo surowego traktowania niektórych graczy w poprzednich ekipach prowadzonych przez szkoleniowca.

To europejska szkoła, wychodząca prosto z Bałkan, gdzie trener często występuje w roli kata. Podobne rzeczy dzieją się na Litwie, m.in. w szkole Arvydasa Sabonisa, o której opowiadał mi rzecznik prasowy Fundacji MG13 – Paweł Stalmach. Dyscyplina i szacunek do trenera sprawiają, że koszykarzy światowej klasy tam się nie odkrywa, lecz produkuje. Nie jestem przeciwny takiemu wychowywaniu, dopóki w międzyczasie dba się o to, aby nie wykończyć psychiki młodych adeptów; aby po przyjeździe do Stanów wiedzieli, że trener może być także synonimem przyjaciela, w najprostszym tego słowa znaczeniu.

Koszykarscy puryści – spoglądający na sport przez pryzmat z góry ustalonego porządku – powiedzą, że takie praktyki zmiękczają zawodników i ci stają się bardziej rozluźnieni i rozleniwieni zarówno na treningach, jak i podczas meczów. Oczywiście ważne jest zachowanie pewnych proporcji, a granica jest w tym wypadku bardzo cienka. Jednak szkoleniowcy pokroju Mike’a Taylora są w stanie utrzymać porządek wewnątrz swoich ekip dzięki profesjonalnemu podejściu, udowodnieniu sensu podjętych działań, a także zachowaniu ludzkiej twarzy.

Tego uczył Red Auerbach dobierając do swojej drużyny odpowiednie charaktery i robił to również Phil Jackson wszczepiając swoim podopiecznym filozofię Zen. Hasło, że koszykówka to coś więcej niż sport, w takiej narracji przestaje być tylko komunałem.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Michał Kajzerek
Współpracownik

Komentarze