Śmierdzi ci z ust, czyli dziennikarskie seppuku

Data:

– Nienawidzę jak im śmierdzi z ust czosnkiem – mówi jeden z moich rozmówców.

Dziś nietypowo. Skoro ostatnio wbiłem szpilkę sędziom, często wbijamy zawodnikom, działaczom czy trenerom i z osobna Grzegorzowi Bachańskiemu – jemu się akurat należy – to dlaczego nie pobawić się nieco jak dumni i honorowi mieszkańcy kraju Kwitnącej Wiśni.

Dziś seppuku, lub jak kto woli harakiri, kappuku lub tofuku, na dziennikarskiej braci. Czyli m.in. sobie.

Każdy z nas na swój sposób jest wkurzający, wręcz irytujący, a niektórzy uważają się jeszcze za inteligentnych i uważają, że mają rację. Czego nie lubią działacze, trenerzy, zawodnicy? Dla spokoju ducha nazwiska, które ze mną rozmawiały i o których była mowa, zostają anonimowe po grób.

Nie po raz pierwszy niektórzy używali sobie także na mnie – nie macie pojęcia jaką mieli frajdę.

Każdy, ale to absolutnie każdy zawodnik, z którym rozmawiałem podkreśla, że nienawidzi i ma ochotę powiedzieć nie tylko coś debilnego, ale także obrażającego i robiącego głupka z dziennikarza, który po meczu pyta – dlaczego przegraliście.

– Byłeś na meczu, to powinieneś wiedzieć. Może trzeba inaczej sformułować pytanie, ale do cholery jasnej, opamiętajcie się – mówi jeden z graczy. Każdy z nich wskazuje właśnie to na pierwszym miejscu. Często przeplata to serią przekleństw, wskazując na bezradność wobec pytania.

I tu rodzi się kolejny problem i wypunktowanie. Wielu dziennikarzy piszących o koszykówce nie chodzi na mecze. – Ty no wiem co za gość, bo ktoś pokazał mi go na FB, ale on na nasze mecze nie chodzi, przepisuje relacje, a potem z tego co wiem na Twitterze zachowuje się jakby z każdym graczem i trenerem gadał kilka godzin dziennie, większość jego wpisów to bzdury – dodaje XX YY.

Pół biedy jak któryś z nas się zna. Gorzej, co podkreślają zawodnicy jest, kiedy facet nie chodzi na mecze, nie ogląda ich, a uznaje się go za jakiegoś eksperta. To również stały i nieodłączny punkt wytykania tych elementów dziennikarskich, które zauważają gracze. Dopytuję. Jak się nie znamy, co na to wskazuje?

– Wiecie, że w meczu jest 40 minut? Wiecie. A wiecie, że w składzie jest 12 zawodników, ok powiedzmy, że 10 i każdy chce dostać swoje minuty? Nie wiecie, albo w ogóle o tym nie myślicie, a potem my czytamy w gazetach, że do składu, gdzie już ciężko podzielić minuty tak, aby nie było w drużynie, nagle chcecie dodać jeszcze jednego gracza. Gdzie? – mówią zawodnicy i trenerzy.

Jeden z moich rozmówców zastanawia się i stwierdza, że chciałby, aby dziennikarze sportowi przechodzili testy. Jednym z pytań może być np. co to jest pick’n’roll, albo hard show. Można je zadawać np. na żywo w telewizji tuż przed rozpoczęciem rozmowy. Jak dziennikarz nie zda, to nici z wywiadu.

– Ej Radzki, a co to jest właściwie hard show? Odpowiedz, bo jak nie wiesz, to kończymy rozmowę – usłyszałem wraz ze śmiechem ze słuchawki.

Idźmy jednak dalej. – My jesteśmy ludźmi, normalnymi, musicie to zrozumieć – po tym pytam o co chodzi. Okazuje się, że o kretyńskie traktowanie i robienie z siebie idioty zarówno przed zawodnikami zagranicznymi jak i przed Polakami. – Kilku dziennikarzy zachowuje się jak niepoważni nastolatkowie. Latają za facetami z USA, chodzą z nimi na imprezy, odwiedzają ich w domach, co już jest dla mnie jakimś dramatem, ale ok, każdy ma prawo mieć kolegów i znajomych. Ale potem donoszą mi co oni wyrabiają, albo obrażają i krytykują naszych graczy, a następnie widzę jak latają za nimi i zachowują się jak ich przyjaciele – tłumaczy jeden z prezesów.

Z ust jednego z trenerów padł też bardzo poważny zarzut i krytyka, która pokrywa się z wypowiedzą działacza. Te słowa to: Jest wielu dziennikarzy, którzy nie szanują nas, nie szanują rozmów prywatnych i rzucają na prawo i lewo wszystko, co tylko usłyszą.

Trenerzy podkreślają również, że często widzą daleko wyciągane wnioski, a mało który dziennikarz jest w środku drużyny i wie jakie ta ma problemy. Co więcej bardzo często nie wiemy też jakie są dokładne założenia przed meczowe. Czasem wynika to z tego, że szkoleniowcy mówią zdawkowo, aby nie zdradzać szczegółów taktycznych, ale spójrzmy prawdzie w oczy – w większości sytuacji przyczyna jest prosta. Nie pytamy i nie dociekamy.

Na koniec przypomniałem sobie, że w dogrywce usłyszałem jeszcze jedną rzecz, która całe szczęście niszczy gęstą momentami atmosferę – Aaa, nienawidzę jak dziennikarzowi śmierdzi z buzi sosem czosnkowym. Serio, to nie jest śmieszne, nie wiem czy wy ciągle jecie pizzę czy po prostu wpieprzacie ten sos czosnkowy ze słoika.

Ktoś poczuł się źle? Pamiętajcie chłopcy, my ich ciągle krytykujemy i  myjmy zęby. Na tym może zakończmy.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Szczepan Radzki

Twórca i kreator treści – ex (o ile się da) dziennikarz, specjalista d.s. komunikacji społecznej, public relations i marketingu sportowego, media worker, bloger, miłośnik mediów społecznościowych, nowych technologii i sportu. Uważny obserwator świata i zjawisk w nim zachodzących

Komentarze