Tak się gra w koszykówkę! Cudowny pokaz FC Barcelony w Zielonej Górze

Data:

Co tu dużo mówić? Koszykarskie marzenia Janusza Jasińskiego 26 listopada właśnie się spełniły. Do Zielonej Góry przyjechała wielka FC Barcelona. Kilka lat temu trudno było szukać innego ośrodka w Polsce, niż Trójmiasto, które może gościć największe koszykarskie sławy. A jednak. Udało się.

Stelmet Zielona Góra – FC Barcelona 64:93 (18:24, 17:20, 15:25, 14:24) 

Wszystkie bilety na to spotkanie zostały wyprzedane w trzy godziny! To absolutny rekord klubu. Klub kibica wydał na same oprawy 1200 zł, aby dopieścić każdy detal. Choć często nie zgadzaliśmy się z zielonogórskimi koszykarzmi, to musimy teraz ich pochwalić. Nie pamiętamy, aby w hali CRS była tak przyjemna atmosfera. Spoglądaliśmy na zegar i tylko żałowaliśmy, że już zaczyna się druga, trzecia, no i czwarta kwarta.

Kiedy do Polski przyjeżdża jeden z lepszych europejskich zespołów zastanawiamy się, czy kibice to docenią. Czy wiedzą tak naprawdę, kto biega po parkiecie. Umówmy się, że dziś pewnie większość z was bez żadnych problemów wymieniłby wyjściową jedenastkę piłkarskiej Barcelony. Messi, Neymar, Iniesta i tak dalej, i tak dalej. A z koszykarską? Pewnie już trochę gorzej. Wszyscy znamy Juana Carlosa Navarro, ale dla niego od kilku edycji Euroligi nie może znaleźć się bilet do Polski. Alex Abrinex, Tomas Satoransky, Ante Tomić i pewnie Aleksandar Vezenkov w najbliższej przyszłości zapukają do bram NBA. Kiedy już zagrają wy będziecie mieć ogromną satysfakcję, że mogliście oglądać ich na żywo. Co do samego spotkania. Stelmet spróbował się postawić. Po trafieniach Łukasza Koszarka, a przede wszystkim Adama Hrycaniuka razem z Kosmą pomyśleliśmy.

Czy to znowu jest dzień koszykarskich cudów w Zielonej Górze?

Szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię, jak zresztą koszykarze mistrza Polski. Wystarczyły dwa celne rzuty z dystansu Abrinesa i już Barca przejęła po profesorku sytuację na parkiecie. Właściwie trudno to opisać. Jedyne co przychodzi nam na myśl to pyk, pyk, pompka, pyk, pyk i z wolnej pozycji rzut. Koszykarska lekcja prosto z Katalonii. Nic więc dziwnego, że przy linii szalał wściekły Saso Filipovski. Trudno go nie zrozumieć. Żeby spróbować wygrać z Barceloną trzeba zagrać wybitny mecz w ofensywie. Choć początek mógł na to wskazywać (świetne wjazdy pod kosz Mateusza Ponitki), to z każdą minutą wracaliśmy na ziemię.  Tym bardziej, że w trakcie spotkania kontuzji doznał Vlad Moldoveanu, a jak słusznie zauważył na Twitterze…

No, ale obrona? FC Barcelona tylko w trzydzieści minut zdobyła 69 punktów! Saso Filipovski zdecydowanie nie lubi tego. Postawmy sprawę jasno. Dziadek Carlos Arroyo bawił się na parkiecie w Zielonej Górze. 36-letni mistrz NBA z Miami Heat tak nabierał koszykarzy Stelmetu, że ci latali pod sufitem. A z obwodu dalej bawił się Alex Abrines. Tak patrzyliśmy na jego zarost i przypomniała nam się jedna scenka z filmu „Killerów 2-óch”.

Podsumujmy.

To był wyjątkowy wieczór w Zielonej Górze. Pod każdym względem. Nie patrzymy na wynik, bo tak naprawdę jakie to ma znaczenie? Trzeba znać swoje miejsce w szeregu. W hali CRS zdarzyła się jednak historia. To średniego miasta w Polsce przyjechał zespół, którego nazwę zna pewnie każdy człowiek na tym świecie. Kibic piłkarski może o tym scenariuszu tylko pomarzyć. Chyba, że ktoś wyłoży duże pieniądze i zorganizuje komercyjne widowisko z ustawionym wynikiem.

A koszykarsko? Było pięknie. Kto widział ten wie o czym mówimy. Oby częściej! Oby ta Euroliga nam się nie rozpadła, bo w przeciwnym razie… Stop.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze

Jedna odpowiedź