Unics nieznacznie lepszy od Stelmetu. Ponitka fantastyczny!

Data:

Koszykarze Stelmetu dopiero w poniedziałek nad ranem wrócili z Pucharu Polski w Dąbrowie Górniczej. O 17 tego samego dnia stawili się już na pierwszym treningu. Wieczorem poznali taktykę swojego rywala.

– Zadecydują fundamenty. Gra 1 na 1, gra w obronie w pomocy, walka na tablicach – mówił przed meczem.

W pierwszej kwarcie wszystkie te elementy funkcjonowały niemal perfekcyjnie. Stelmeciaki – jak mawia na nich telewizyjny komentator Tomasz Jankowski – zaczęły od szybkiego 10:6, 19:7 by w skończyć kwartę na 21:13. Nawoływaliśmy twitterową brać, by jak najszybciej włączyła stream TVP Sport. Dla Mateusza Ponitki – był wszędzie, ściął pod kosz, przełożył piłkę pod obręczą z lewej do prawej strony w dwutakcie, w obronie pomagał wysokim, zbierał i zabierał piłki. Rzucił 6 z 10 pierwszych punktów Stelmetu.

Bukmacherzy po pierwszej kwarcie odwrócili kursy. Stelmet niespodziewanie stał się faworytem. Unics rozkręcał się bardzo powoli, a zielonogórzanie nie zwalniali w drugiej kwarcie tempa. Przy 25:13 na boisko wrócił Keith Langford. Zwycięstwo powoli uciekało Rosjanom z rąk. Trzeba było sięgnąć po najlepszego strzelca w Europie, który początek miał fatalny.

To jednak nie za sprawą jego, ale hiszpańskiego rozgrywającego Nano Coloma Unics wrócił do gry. Dwie trójki z czyściutkich pozycji sprawiły, że na minutę przed końcem drugiej kwarty zrobiło się 33:28. Kilka akcji wcześniej Mateusz Ponitka znów wprawił świat w zachwyt. Pofrunął nad obręcz i swoim stylu dobił niecelny rzut Adama Hrycaniuka.

W trzeciej kwarcie coraz lepiej rzucający za trzy Unics szybko odrobił straty. Nie mogło być inaczej, gdy na trójkę Ponitki, rywale odpowiadali dwoma. Ta Mateusza była pięknej urody.

Twitterowy koneser koszykówki ze Zgorzelca Spleen pisał na Twitterze, jak Rosjanie zmienili grę na drugą połowę.
– Pashutin po przerwie jeszcze upraszcza grę w ataku. Ogranicza picki i daje grać 1×1 ze szczytu.To utrudnia wybór strony pomocy i ją opóźnia – zauważył.

Stelmet odpowiadał solowymi akcjami Bosta i Ponitki, pick’n’rollami z wysokimi. Były też próby szukania przewag w post na niższym Langfordzie – 193 cm to on nie ma – ale nie przynosiły powodzenia. Gdy przy 49:52 Bost posłał airballa, ławka Unicsu nagrodziła go brawami. Mecz uciekał nam z rąk, ale Saso na ostatnie minuty oszczędzał Ponitkę. Stelmet przegrywał na 10 minut do końca sześcioma punktami.

W czwartej kwarcie będący w trenerskiej niełasce Szymon Szewczyk trafił za trzy, a chwilę wcześniej wymusił faul. Mateusz Ponitka tradycyjnie robił cuda pod koszem, jego atletyzm pozwalał mu wpychać piłkę do kosza – po dwutakcie, po naskoku, w tłoku. Złapał jednak czwarte przewinienie już na 4 minuty przed końcem. Wynik był jednak fantastyczny 60:62.

Zielonogórzanie zamiast przegonić rywala, dali się dwa razy znaleźć pod samą obręczą Lataviousowi Williamsowi i uciekli na 63:68. Stelmet miał jeszcze trzy minuty. Na dwie przed końcem Zamoj trafił swoją drugą trójkę. W obronie Stelmet nie miał pomysłu na Langforda, który w grze 1 na 1 mijał każdego swojego obrońcę. Trafił dwa wolne na 66:70. Na 68:70 kolejnym wjazdem popisał się Ponit i po chwili Stelmet miał „szacha”. Sam jednak oddał piłkę rywalom. Skończyło się na 68:72. Za tydzień rewanż w Rosji, gdzie pod szatnią Stelmetu powinna ustawić się kolejka agentów po Mateusza. Był fantastyczny.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Kosma Zatorski

Dziennikarz z Zielonej Góry, gdzie na co dzień pracuje w oddziale Gazety Wyborczej. Myśli o koszykówce 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Fan Giannisa Antetokounmpo, Steve'a Nasha i filmów Wesa Andersona. Beatwriter Stelmetu Zielona Góra.

Komentarze

Jedna odpowiedź