Warriors zabili rywalizację?

Data:

Czwartkowy OFENS! Kajzerka

Competitive balance – termin, który w koszykówce NBA zawsze oznacza przyszłość. Do zrealizowania teorii, która za nim stoi dążył David Stern, teraz robi to Adam Silver. Jednak w 2011 podczas negocjacji umowy zbiorowej, liga – wówczas jeszcze nieświadoma – pozostawiła zespołom furtkę na zbudowanie super-zespołu. Po podpisaniu umowy telewizyjnej na 24 miliardy dolarów progi salary-cap i podatku od luksusu podskoczył do poziomu, na którego myśl właściciele zaczęli się ślinić. Dodatkowych kilkadziesiąt milionów dolarów miejsca na kontrakty pozwoliło Golden State Warriors sprowadzić Kevina Duranta.

W ten sposób zespół z Oakland stał się największym faworytem do zdobycia tytułu – również w postrzeganiu większości generalnych menadżerów. Publicysta NBA – John Schuhmann przed rozpoczęciem każdego sezonu przeprowadza wśród GM-ów ankietę pytając o podstawowe kwestie, które mają rozwiązać nadchodzące rozgrywki. Competitive balance miał rzecz jasna wyrównać szansę drużyn na walkę o mistrzostwo; miał sprawić, że rywalizacja będzie dla kibiców nieprzewidywalna. Tymczasem niespełna 70% menadżerów jest przekonana, że Golden State Warriors zakończą sezon mistrzostwem.

1. Golden State – 69.0%
2. Cleveland – 31.0%
Rok temu: Cleveland – 53.6%

Adam Silver i Michele Roberts – dyrektor związku zawodników, są według ostatnich doniesień bardzo blisko uściśnięcia dłoni w sprawie nowej umowy zbiorowej. Komisarz podjął kolejną próbę zablokowania zespołom możliwości wyczyszczenia rotacji i zbudowania drużyny z czterema All-Starami w pierwszej piątce. Aby mieć odpowiednie narzędzie, będzie potrzebował większej kontroli nad ustalaniem finansowych progów ligi. Warriors musieli zrezygnować z czterech ważnych graczy – Harrisona Barnesa, Festusa Ezeliego, Andrew Boguta i Marreese’a Speightsa, aby móc przedstawić Kevinowi Durantowi maksymalną umowę.

– Mają zamiar wyczyścić wszystko, co pozwoliło doprowadzić do takiej sytuacji – mówi jeden z generalnych menadżerów na temat kierunku, w jakim toczą się negocjacje.

Przenosiny KD do Kalifornii wpłynęły również na przewidywania odnośnie MVP nadchodzącego sezonu. Według GM-ów największe szanse ma wybraniec z Cleveland – LeBron James. W rywalizacji będzie liczył się również osamotniony lider Oklahomy City Thunder – Russell Westbrook. Obecność Duranta w Oakland sprawiła, że tylko trzech z trzydziestu menadżerów postawiło na Stephena Curry’ego. Zarówno 2-krotny MVP, jak i Klay Thompson muszą odstąpić kawałek parkietu nowemu koledze. Steph ma za sobą najlepszy rok w lidze. Kolejny może być równie dobry, ale zawodnik nie uniknie poświęcenia, co wpłynie na jego liczby.

1. LeBron James, Cleveland – 46.7%
2. Russell Westbrook, Oklahoma City – 23.3%
3. Stephen Curry, Golden State – 10.0%
James Harden, Houston – 10.0%
5. Kevin Durant, Golden State – 6.7%
6. Paul George, Indiana – 3.3%
Rok temu: LeBron James – 39.3%

Ludzie mają problem z Warriors. Howard Beck z Bleacher Report opublikował parę dni temu znakomity artykuł na temat przygotowań ligi do zneutralizowania siły, jaką będzie dysponowała drużyna Steve’a Kerra. Potwór z Oakland dysponuje jeszcze większym potencjałem niż Miami Heat LeBrona Jamesa. Czwórka znakomitych graczy, trójka z TOP 10 ligi – Durant jest w swoim prime-timie, natomiast Green, Thompson i Curry dopiero do niego docierają. Wszystko sprowadza się do znalezienie odpowiedniej formuły i jej utrwalenia, bo jak wiemy skądinąd – z wielką siłą przychodzi wielka odpowiedzialność.

Bob Myers – GM Warriors stworzył maszynę do uśmiercania wszystkiego, co stanie jej na drodze. Nawet gdyby któryś z liderów odpadł na dłużej z powodu urazu, zespół z perspektywy samego potencjału i talentu nadal pozostanie faworytem. Stali się wrogiem numer jeden każdego z 29 rywali. Ich porażki będą cieszyć, sukcesy nie będą dziwić. Przed nami długi sezon regularny i przy okazji odpowiedź na pytanie – czy ktokolwiek, w domyśle Cleveland Cavaliers, będzie Dawidem w tej walce z Goliatem?

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Michał Kajzerek
Współpracownik

Komentarze

Jedna odpowiedź