Wtorkowy OFENS! Radzkiego

Data:

Gortat w kadrze? Chcę, żeby udowodnił mi, że się mylę

W żadnym stopniu nie jestem decyzyjny, ale mam klawiaturę i nie boję się jej użyć. Mam też szklankę whisky, żeby dodała mi odwagi, bo za chwilę narażę się Marcinowi Gortatowi.

Niemal pewnym jest, że Mike Taylor zaprosi naszego jedynaka w NBA do gry w przyszłorocznym Eurobaskecie.

A ja się z tym nie zgadzam. Pewnie nikogo to nie obchodzi z czym się zgadzam, z czym nie, ale w związku z tym, że mam tu kawałek miejsca, to i sobie je wykorzystam. Nie zgadzam się nie dlatego, że Marcin Gortat to słaby zawodnik, nie dlatego, że nie jest kadrze potrzebny, ale dlatego, że Eurobasket 2015 to czas dla kogoś innego, a i dlatego, że Marcin do tego zespołu mi po prostu nie pasuje.

Nie wierzę w schowanie ego centra Washington Wizards w kieszeń. Po prostu nie wierzę. Lubię chłopaka, bo jest bezpośredni, zabawny, otwarty i generalnie – co chyba najważniejsze – całkiem nieźle gra w basket. Ale moim skromnym zdaniem Marcin nie raz pokazywał, że jest zawodnikiem, który znakomicie wywiązuje się z roli niezwykle solidnego, bardzo potrzebnego zadaniowca i może trzeciej-czwartej opcji w ataku.

Radzki, stuknij się w łeb – krzyknie za chwilę 90% koszykarskiego świata. Przecież Gortat w NBA zarabia 70 milionów dolarów, GM Wizards nie może się mylić, Marcin to świetny gracz!

No tak, świetny w swojej roli, roli którą akceptuje i wie, że wokół niego są gracze, którzy dostarczą mu piłkę po akcjach pick’n’roll, po tym jak podwoi ich obrona, ale nie jest i (sorry Marcin, chciałbym się mylić, naprawdę) nigdy nie będzie gwiazdą.

I nie wierzę, że Gorti w kadrze jest w stanie przyjąć rolę zadaniowca. Po prostu nie wierzę. I nie wierzę też, że Mike Taylor będzie potrafił tego dokonać. Dlaczego? Bo my wszyscy tak bardzo przez lata wierzyliśmy, że Gortat będzie liderem kadry, że sam Marcin tak myśli. I może i chciałby nim być, punktowym, mentalnym, ale to tak nie działa.

Gorti może notować niezłe, albo świetne mecze, ale gdy pomyślimy o ważnym momencie, czy myślicie, żeby piłka trafiła właśnie do Marcina? Ja, z całym oczywiście, ogromnym jak mój brzuch, szacunkiem wcale tak nie myślę. Szybciej myślę o Damianie Kuligu, a jeśli miałbym wskazać kogoś, kto miałby dołączyć do kadry Mike’a Taylora i być facetem, który jest w stanie wziąć piłkę w swoje ręce w ważnych momentach, to byłby to Maciej Lampe.

Tak, mówcie co chcecie o charakterze tego gracza. Wiem jaki jest, ale on w drużynach w których grał, miał zadanie brania ciężaru gry na własne plecki.

Ah, no i na zakończenie zniszczę marzenia niektórych. Bardzo bym chciał, żeby Polska w 2015 roku zajęła wysokie miejsce podczas koszykarskich Mistrzostw Europy, ale tak się nie stanie. Z Gortatem czy bez niego, nikt chyba nie spodziewa się, że nagle pokonamy w ogólnym rozrachunku Litwę, Chorwację, Hiszpanię, Serbię, Francję, Włochy, Słowenię itd.

Ktoś pomyśli dlaczego nie mielibyśmy z nimi wygrać? Też tak myślę, ale patrzę jeszcze trochę realnie – chciałbym, żeby Eurobasket 2015 był punktem zwrotnym naszej koszykarskiej rzeczywistości. Chciałbym, żeby podczas przyszłorocznych mistrzostw kadra otrzymała nową krew, żeby nasza młodzież kontynuowała swoją dobrą grę, a do nich dołączyli kolejni – może 2-3 zawodników z kadry U20, którzy będą wdrażać się w reprezentację seniorską.

A teraz Marcin, udowodnij mi, że się mylę.

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Szczepan Radzki

Twórca i kreator treści – ex (o ile się da) dziennikarz, specjalista d.s. komunikacji społecznej, public relations i marketingu sportowego, media worker, bloger, miłośnik mediów społecznościowych, nowych technologii i sportu. Uważny obserwator świata i zjawisk w nim zachodzących

Komentarze