Z Łotwy wracamy bez zwycięstwa. Gortat zapunktował, ale to za mało na Słowenię

Data:

W drugim spotkaniu na turnieju w Rydze zmierzyliśmy się ze Słowenią. Był to zamknięty sparing, dlatego w internecie nie mogliście znaleźć chociażby relacji live ze statystykami. Z Łotwy wracamy bez zwycięstwa. Po dogrywce Słoweńcy okazali się lepsi 98:97. Marcin Gortat zdobył 24 punkty.

Czwarty mecz i po raz kolejny nowe zestawienie wyjściowe. Tym razem Mike Taylor zdecydował się sprawdzić jak będziemy sobie radzić w konfiguracji z Łukaszem Koszarkiem na rozegraniu, a z A.J. Slaughterem na „dwójce”. Kto uważnie śledzi wszystkie spotkania kadry Polski, ten mógł zauważyć, że Amerykanin z polskim paszportem po przeprowadzeniu piłki nieco się chowa. W wyjściowej piątce znaleźli się również Mateusz Ponitka, Damian Kulig oraz Marcin Gortat.

W tym zestawieniu nie pograliśmy jednak zbyt długo. Od samego początku Słoweńcy grali twardo, a w jednej akcji po prostu przesadzili. Niejaki Ziga Dimec chciał prawdopodobnie udowodnić coś naszemu jedynakowi w NBA i uderzył go łokciem w twarz. Na chwilę zrobiła się niezbyt miła atmosfera. Mike’a Taylora znamy od roku, ale tak zdenerwowanego go jeszcze nie widzieliśmy. Wściekły był także Gortat. Lekko krwawił, przez co musiał opuścić parkiet.

Drugi mecz z rzędu liderem naszego zespołu był Mateusz Ponitka. Tak, to prawda. Nowy zawodnik Stelmetu Zielona Góra kilka razy idealnie w tempo zbiegał po linii końcowej, przez co miał otwartą drogę do kosza. Poza tym solidnie wyglądał w obronie, a grał przeciwko Zoranowi Dragiciowi. Znów w pierwszej połowie trener Taylor wykorzystał wszystkich zawodników. Dobrą zmianę dał Karol Gruszecki. W obronie praktycznie bezbłędny. Zanotował dwa przechwyty, po których zdobywaliśmy ważne punkty.

Do przerwy przegrywaliśmy 46:43.

W trzeciej kwarcie mieliśmy momenty, po których Marcin Gortat głośno krzyczał „Panowie, co jest?”. Co ciekawe, kiedy nasz środkowy zszedł zaczęliśmy grać lepiej. Za rozgrywanie odpowiedzialny był Dardan Berisha i musimy przyznać, że nie wygląda to źle. Były zawodnik Polonii 2011 Warszawa radzi sobie z naciskiem, nie popełnia strat. Nasi koszykarze na dobre obudzili się w czwartej kwarcie. Piątka – Koszarek, Waczyński, Zamojski, Cel i Karnowski sprawiła najwięcej problemów rywalom. Dobra gra spowodowała, że ożywiła się także nasza ławka.

O to chodzi panowie, o to chodzi panowie! – chwalił kolegów Marcin Gortat.

W końcowych minutach Taylor zdecydował się na ustawienie Slaughter, Ponitka, Zamojski, Kulig i Gortat. Wówczas próbowaliśmy szukać punktów poprzez dogranie piłki pod kosz do naszego środkowego. Średnio to wychodziło. Szkoda. Tym samym zwolniliśmy całkowicie dobre tempo gry, które wprowadził Łukasz Koszarek z Adamem Waczyńskim. Ostatnie minuty to akcje kosz za kosz. Wyniku nie udało się rozstrzygnąć w regulaminowym czasie. Wobec tego mieliśmy dogrywkę.

W dodatkowych pięciu minutach szybko pozwoliliśmy rzucić Słoweńcom parę punktów. My przez pierwsze dwie i pół minuty nawet nie odpowiedzieliśmy. Pudłował Waczyński, pudłował Slaughter. Dopiero Marcin Gortat przełamał naszą nie moc w ataku. Podkoszowy Wizards nie bardzo chciał wracać do domu z dwoma porażkami na koncie. Do samego końca próbował odmienić losy spotkania, ale zabrakło czasu. Co prawda A.J. Slaughter trafił na koniec równo z syreną, ale było już po czasie.

Słowenia – Polska  98:97 (20:21, 26:22, 18:19, d 14:13)

 

Polska: Gortat 24, Slaughter 12, Waczyński 10, Ponitka 9, Cel 9, Berisha 7, Karnowski 6, Kulig 6, Hrycaniuk 4, Koszarek 2, Zamojski 2, Czyż 2.

 

„Ona tańczy dla mnie” także na Łotwie. To chyba był „prezent” od organizatorów.

 

 

„Ona tańczy dla mnie” w Rydze. Mały gift od organizatorów dla naszego zespołu 😜

 

Film zamieszczony przez użytkownika OFENS.CO (@ofens.co)

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze