Z „Szewcem” o ekonomii, ropie, autach, nieruchomościach

Data:

Koszykarze ich biznesy. Wracamy. Po Łukaszu Sewerynie, który kilka miesięcy temu opowiedział nam o swoim ośrodku wypoczynkowym, czas na kolejnego zawodnika. Szymon Szewczyk. Od samego początku chcieliśmy na ten temat porozmawiać właśnie z graczem AZS Koszalin. Trafiliśmy idealnie. Z krótkiej rozmowy zrobił się mały wykład o finansach. Dlatego nie zdziwimy się jeśli po zakończeniu kariery zobaczymy Szewczyka w biznesowym paśmie TVN24 czy Polsat News.

Szewczyk od 2002 roku występował zagranicą. Nie grał tam za darmo, a zarobione pieniądze nie trzymał w skarpetach.

Większość środków zainwestowana jest nieruchomości, część jest w innych instrumentach. O wszystkich nie chcę mówić, bo nie wydaje mi się, abym musiał się o tym opowiadać. To wszystko jest zabezpieczeniem dla mojej rodziny na przyszłość – mówi Szewczyk.

Dla sportowców ostatnie lata kariery są często najtrudniejsze. Stres zawodowy łączą ze stresem pt. „halo, zaraz kończę grać, co dalej?”. Wówczas pojawiają się pierwsze przemyślenia, że z zarobionymi pieniędzmi należało inaczej postępować. Zamiast inwestować w nocne życie trzeba było odkładać. Nie będziemy pisać o przypadkach z NBA, bo dobrze je znacie. Nasz bohater tego problemu mieć nie będzie. Jak sam podkreśla z racji, że koniec kariery jest bliżej, niż dalej, to coraz częściej zastanawia się co będzie robił po zawieszeniu butów na kołek. W głowie ma już trzy konkretne projekty, ale nie chce zdradzać o co chodzi.

Powiem wam, zaraz ktoś podchwyci i nici z biznesu. A tak na poważnie, to sam jeszcze nie wiem, czy będzie to handel, czy może inna działalność. Pomysły są trzy. Jeżeli jeden wypali to będę szczęśliwy – ucina szybko.

Dziś Szymon nie ma swojej firmy, nie prowadzi własnej działalności. Nie oznacza to jednak, że po treningach jedzie do domu i ma spokój. Pracuje, załatwia różne sprawy i jak mówi inwestuje także w swoje dzieci. I w tym momencie z Szymonem przeszliśmy do długiej rozmowy na temat finansów. Posłuchajcie młodzi koszykarze, warto.

Według mnie każdy gracz od pierwszego kontraktu powinien odkładać pieniądze. Na początku mogą być to małe kwoty – 100 zł, 200 zł, później 500 zł, czy 1000 zł. Chodzi o regularność. Sam zacząłem w 2001 roku, czyli mając 19 lat.  Wcześniej, w pierwszym roku powiedziałem sobie: bawię się. Może nie żyłem od pierwszego do pierwszego, ale nie miałem z tym problemu. W następnym sezonie zacząłem zbierać na mieszkanie w Szczecinie. Udało się – opowiada „Szewcu”.

Szymon z każdą minutą się rozkręcał. Co chwilę przypominał swoje historie z zakupem nieruchomości.

Wiele lat temu dogadałem się z deweloperem na jedną rzecz. Podpisaliśmy umowę kiedy budynku jeszcze nie było. Natomiast moim zabezpieczeniem było wpłacanie pieniędzy na tzw. sub konto do banku. I tak naprawdę to oni kredytowali tą inwestycję. Dlatego jeżeli coś nie szłoby zgodnie z harmonogramem, który był zapisany w akcie notarialnym, to ja tak naprawdę nie miałem nic z tym wspólnego. W tamtym czasie często dochodziło do upadku firm deweloperskich. Przykro patrzyło się jak ludzie tracą miliony. Całe szczęście mnie to nie dotyczyło. W przypadku niepowodzenia budowy pieniądze do mnie wróciłby automatycznie.

Słuchając Szymona zastanawialiśmy się skąd u niego taka wiedza? Ekonomi nie skończył, a brzmiał jak ekspert do spraw finansów. W przypadku „Szewca” okazuje się, że ekonomia to jego hobby.

Nie jestem analitykiem, ale sprawdzam regularnie co się dzieje na świecie. I aktualnie dziwi mnie jedna rzecz. Cena ropy jest poniżej 50$ dolarów za baryłkę – ok dolar poszedł do w górę – a nagle widzimy na stacjach benzynowych, że ropa znowu jest o 50 groszy droższa. Z czego to wynika? Spada zawsze powoli, duszą jak tylko mogą, ale jak w drugą stronę to migusiem – śmieje się jeden z liderów AZS Koszalin.

Niedługo każdy z nas będzie musiał rozliczyć się z polskim fiskusem. Nikt tego nie lubi, ale co zrobić? Nie inaczej jest w przypadku sportowców. Choć akurat w przypadku Szymona Szewczyka, który przez wiele lat grał zagranicą, sytuacja wyglądała nieco inaczej. Formalnie nie musiał rozliczać się z zarobków zagranicznych, ale pokazywał tzw. pit ZG.

Miałem parę lat temu sytuację, w której urząd zapytał. „Panie Szymonie a skąd to jest?”. Całą sprawę wyjaśniłem, ale wszystko musiałem pokazać na kilkuset stronach różnych dokumentów. Powiedziałem „panowie, nie mam nic do ukrycia”. Od tamtej pory, choć nie musiałem tego robić, wszystko pokazywałem. Sam bym sobie z tym nie poradził. Mam od tego bardzo dobrego doradcę, który pomaga mi we wszystkich sprawach rozliczeniowych – zdradza Szewczyk.

Doradca, doradcy. Wujków dobra rada przy sportowcach, którzy często dysponują dużą gotówką, jest od groma. Trafić na odpowiedniego, chcącego faktycznie pomóc jest nie lada ciężko. Najczęściej trafia się na fanów nawijania makaronu na uszy. „To świetna okazja, musisz się zdecydować”. Tacy potrafią świetnie bajerować, a sportowcy, którzy większego doświadczenia przy tego typu transakcjach nie mają, dają się nabrać.  Szymon zdradził, że kilka lat temu przy reprezentacji Polski kręcił się taki cwaniaczek. Chciał pomóc zarobić dodatkowe pieniądze, ale tak jak w dobrym filmie wszystko się skomplikowało.

Pamiętam, że on nagle zgubił, czy ktoś mu ukradł, notatnik ze wszystkimi loginami do kont osób, którym pomagał. Była ich ponad setka. Afera była na sto dwa. Nie chcę mówić o kogo chodziło, ale mogę zdradzić, że pieniądze stracili tych, których kibice doskonale znają – mówi „Szewcu”.

Zrobiło się dosyć poważnie dlatego przechodzimy do bardziej zabawnych spraw. Pierwsza duża inwestycja Szymona Szewczyka. Jak myślicie co to było? Dla środowiska koszykarskiego to banalna zagadka. Wszyscy doskonale wiedzą, że „cztery kółka” to wielka pasja Szewczyka. Chodzą nawet słuchy, że we krwi na pewno ma domieszkę benzyny. Pierwszy samochód kupił grając w Starogardzie Gdańskim.

Pojechaliśmy z „Mordziatym” (Grzegorz Mordzak przyp.red.) do komisu w Trójmieście. Wypatrzyłem sobie już wcześniej konkretny model i trzeba było tylko dopiąć interesu. Chodziło o Volvo S40. Był to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy, ale w tym mniejszym przedziale. Bałem się strasznie, bowiem nigdy wcześniej takiej gotówki nie miałem w ręku. Pochowałem banknoty m.in do skarpet. Jak przyszło płacić to facet sprzedający auto patrzył się na mnie jak na nienormalnego – śmieje się „Szewcu”.

Poznaliście już trochę Szymona od strony biznesowej. Wydawać się mogło, że taki cwany lis nie mógł sobie pozwolić na trefny zakup. Jak było w przypadku Volvo S40?

Na samochodzie nie da się zarobić. Co do auta to okazało się, że nie do końca dobrze go sprawdziłem. Po zakupie musiałem wymienić kilka części i wszystko chodziło jak należy. Samochód służył mi przez cztery-pięć lat także w sumie dobra inwestycja.

Choć koledzy z reprezentacji Polski mówią głośno, że „Szewcu” ma słabość do aut, to on sam zaprzecza.

Nie, bo na samochodach nie da się zarobić. Zanim kupiłem drugi samochód (VW Touran) to chodziłem z pół roku zanim się zdecydowałem. Szukałem odpowiedniego modelu, ale także dobrej okazji. I się udało. Kupiłem auto od jednego z dyrektorów banku Volkswagena w Wolfsburgu. Decyzja świetna. Z autem nic się nie działo. Kiedyś pod Częstochową wybiegł nam warchlaczek, ale to był wypadek. W sumie tym autem przejechałem blisko 170 tys. kilometrów. Przeżył z nami wiele. Trasę ze Szczecina do Neapolu znał na pamięć.

Szymon jest jednym z najbardziej doświadczonych polskich koszykarzy, którzy jeszcze grają zawodowo. Grał w Niemczech, Słowenii, Rosji, a ostatnio lata spędził we Włoszech. Widział wiele, przeżył wiele. Nic więc dziwnego, że młodsi koledzy notorycznie proszą go o radę.  Ostatnio do Szymona dzwonił jeden z kadrowiczów, który akurat był zainteresowany kupnem tego samego auta jakim aktualnie jeździ gracz AZS.

Zadzwonił, popytał i wszystko mu opowiedziałem. Auto, bo chodzi o BMW 5 GT, super trzyma się drogi. Ma napęd na cztery koła, więc bezpieczeństwo najwyższej klasy.  Ponoć kupił inne auto, ale nie wiem. Ucieszyłem się tylko, że znów mogłem komuś pomóc.

Latem Szewczyk był najstarszym graczem w zespole Mike’a Taylora. Pełnił funkcję kapitana, ale także doradcy. Do naszego koszykarskiego ekonomisty często przychodzili po biznesową radę.

Na kadrze kilku chłopaków pytało co sądzę o konkretnych nieruchomościach. Pokazywałem im jak ja to robię, na co trzeba zwrócić uwagę. Jeżeli mogę pomóc, to pomagam. Chyba wszyscy w Polsce wiedzą, że zawsze oddzwonię, odpisze na SMSa. Myślę, że nie ma osoby, która mogłaby mi zarzucić, że zrobiłem im krzywdę. Może Twarde Pierniki bo rzuciłem im ostatnio cztery trójki w trzeciej kwarcie – śmieje się czołowy koszykarski ekonomista w Polsce.

EuroBasket 2011. Mecz Litwa vs Polska

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze