„Zbobywca” i dziesięć innych rzeczy z Pucharu Polski!

Data:

Witajcie po Pucharze Polski. Jak Wam się podobały cztery koszykarskie dni w Warszawie? Oto moje dziesięć rzeczy, które zapamiętałem najbardziej z tej wycieczki.

1. Panel dyskusyjny nazywany też debatą nie był ani jednym, ani drugim. Jesteśmy zrozpaczeni tym, jak podrzucony przez nas pomysł został potraktowany przez PLK. Nie chcieliśmy dyskusji o wszystkim i o niczym. Mieliśmy swój plan na scenariusz debaty, chcieliśmy przepytać Marcina Widomskiego, następnie zrobić dwa osobne panele dyskusyjne – jeden o marketingu ligi, drugi o już o samych rozgrywkach na najbliższym szczeblu. Dostaliśmy zaś zupełnie coś innego. Siedmiu gości, którzy albo mówili długo i nieciekawie, albo krótko i treściwie. Zanim każdy z nich odpowiedział na przygotowane wcześniej pytanie, wszyscy zaczęli się już kręcić na krzesłach i chcieli zbierać się na mecz turnieju. Zdążyliśmy z Pawłem zadać dwa pytania. Możecie naszych wystąpień posłuchać od 68 minuty debaty. Odpowiedzi prezesów wprawiły nas w totalne osłupienie. Warto jednak obejrzeć całość i wyciągnąć wnioski. My zaś pracujemy nad podsumowaniem ankiet, które dla nas wypełniliście. Jeszcze się nie poddajemy.

OBEJRZYJ PANEL DYSKUSYJNY. DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH. 

2.

– Jak zatrzymać Chirsa Czerapowicza? – pytała debiutująca w roli sideline reportera Agnieszka Łapacz (na co dzień Polsat News). – Zamknąć go w szatni! – żartował trener Treflu Sopot Zoran Martić.

Czerapowicz jednak wyszedł na boisko, rzucił 20 punktów Treflowi na 70-procentowej skuteczności. Mecz obserwowałem w towarzystwie środkowego AZS-u Politechniki Warszawa Jakuba Kowalczyka, z którym znamy się jeszcze ze studenckich czasów. W wieku 26-lat trafił do najwyższej klasy rozgrywkowej PLS i radzi sobie w niej nadzwyczaj dobrze. Podpytywał na kogo ma zwrócić uwagę.

– Na numer 35. Za rok będzie grał w Hiszpanii – tłumaczyłem nieświadom plotek, które już rozeszły się po hali. Czerapowicz będąc już myślami zupełnie gdzie indziej przespał pierwszą połowę półfinału z Anwilem. Obudził się dopiero w czwartej kwarcie przy wyniku 36:60. Miał wtedy ledwie trzy punkty. Rozkojarzony wysokim prowadzeniem Anwil dał mu dorzucić 21 oczek w tej odsłonie i zmniejszył starty do 59:66. – Wszystko fajnie, tylko dlaczego on do białych kobasów ubrał czarne skarpetki? – śmiał się siatkarski środkowy. Szwed wyjeżdza z Polski po dwudziestu meczach. Dołączy do zespołu Davida Jelinka w ACB.

– Krzysiek gra sezon życia! – komplementował jego grę 36-letni kolega z drużyny Dariusz Oczkowicz.

Był niesamowicie tani – kosztował miesięcznie ledwie kilka tys. dolarów, w 10 z 20 ligowych meczów notował 20 punktów lub więcej. Będzie go nam brakować. Czerapowicza w Krośnie zastąpi Deavante Wallece, który miał dość czekania na zaległe przelewy w Polfarmeksie Kutno. O ile Szwed był niekwestionowaną gwiazdą ligi, to Wallace po pierwszym dobrym meczu w Słupsku, później jednak rozczarowywał. Nie potrzebuje jednak piłki w rękach i jest dobrym strzelecem za trzy – 37.3 proc. Jest jednak zawodnikiem z kompletnie innej półki niż Chris.

3. W Pucharze Polski zabrakło Rosy Radom, ale dostarczyła ona do Areny Ursynów swój… parkiet, konstrukcje koszy oraz twarde obręcze z hali pierwszoligowej ACK UTH Radom , na które narzekali zawodnicy. Średnio obie drużyny rzucały 136.1 na mecz. Niewiele. Małą historią było 5/5 Kamila Łączyńskiego i 15 trójek Anwilu w półfinale przeciwko Basketowi Krosno. W drugim z półfinałów Stelmet Zielona Góra trafił jedynie 5 na 18 prób w meczu z Turowem Zgorzelec. I miał duże szczęście, że był na boisku był w jej składzie świetnie dysponowany tego dnia Thomas Kelati (4/7 za trzy). W turnieju najmniej punktów rzuciły Twarde Pierniki Toruń – 55 w ćwierćfinale ze Stelmetem, ofensywnie grający King Szczecin zatrzymały się na 58 oczkach w meczu z Turowem, a w finale Anwil rzucił tylko 57 punktów. Do Radomia jeszcze wrócimy.

4. Przenieśmy się na chwilę z hali na korytarze Areny Ursynów. Tutaj działo się dość sporo. Było m.in. stoisko naszego partnera Sklepu Koszykarza, hostessy jednego z banków, które namawiały do wymiany pt. „Dostaniesz ode mnie Spaldinga z podpisami graczy turnieju, jeśli zdecydujesz się na kredytową kartę.” Było także stoisko Lotto, na którym można było puścić totka i dwa kramiki z książkami. Po jednej stronie Marek Cegliński zachęcał do kupna „Zielonych Kanonierów” i „Srebrnych Chłopców”, po drugiej stronie korytarza zaś można było nabyć koszykarskie wspomnienia Andrzeja Pstrokońskiego. Do środka jeszcze nie zajrzeliśmy, ale urzekła nas okładka. Chcemy poznać całe portfolio odpowiedzialnego za nią grafika.

Nie zabrakło także obecnego na każdym turnieju kącika z gadżetami od Cinkciarz.pl, który wyposażył arenę Ursynów także w klaskacze. Jeśli do czegoś moglibyśmy się przyczepić, to brakowało miejsca, gdzie można byłoby sobie pokozłować lub porzucać do kosza. Było natomiast sporo stanowisk z Sony Playstation i możliwość pogrania sobie w NBA 2K17. Wydarzeniem obok turnieju było Kacpa Challenge i cieszy fakt, że po latach owocnej współpracy z Marcinem Gortatem, ktoś sympatycznego i pracowitego krakowianina zauważył i zaprosił. Chociaż tyle.

5. Jeszcze przed turniejem dziennikarze Przeglądu Sportowego, sugerowali by przy okazji turnieju rozegrać Mecz Celebrytów. Związek pomysł podchwycił, ale… zorganizował mecz w sobotę wczesnym popołudniem. Mecz, który mógł być takim fajnym przerywnikiem w zmaganiach zawodowców, gdyby został rozegrany choćby w nieco dłuższej przerwie meczu finałowego z pewnością wyglądałby nieco fajniej na wszystkich materiałach. A tak gwiazdy biegały przy pustych trybunach niewielkiej hali. Wśród nich pojawił się także doceniany i występujący głównie zagranicą dunker Lipek. Czy musimy podpowiadać, jak dobrze jego krótkie show wyglądałoby jako jedna z atrakcji wielkiego finału?

(PS. Wiemy, że wśród was są fani Karoliny Szostak. Nie wiemy co to za dieta, ale stała się drobniutka.)

6. Polsat Sport. Ekipa dowodzona przez Adama Romańskiego pokazała, jak opakować polską koszykówkę w telewizji. Z tych małych rzeczy oprócz kamery wzdłuż linii boiska, były mikrofony przypięte do klapek w garniturach sędziów i trenerów zespołu. Ba! Dostaliśmy nawet studio i przebitki z przedmeczowych odpraw. Nie łudźmy się jednak, że ta sama, ogromna ekipa ludzi i sprzętu pojedzie promować polską koszykówkę dalej niż za Warszawę. Taka oprawa zdarza się raz na rok od wielkiego dzwonu. Szkoda. I jeszcze słowo o przedmeczowym studiu, gdzie królował siatkarski dziennikarz Krzysztof Wanio, którego pamiętamy jeszcze z zupełnie innych programów na rozrywkowym Polsacie. Wanio, choć zdarzyły mu się jakieś małe merytoryczne błędy, telewizyjną nawijkę ma po prostu we krwi. Potrafi zadać dobre pytanie, odkurzyć na potrzeby rozrywki cytat z Bolesława Prusa i dostał dwóch do pomocy najlepszego z ekspertów (ogromna wiedza + prezencja + talent + uśmiech Rafał Juć) i legendę polskiej siatkówki Łukasza Kadziewicza. I jeśli ogólnie „naszym chłopakom brakuje luzu”, to prowadzący studio ma pewno ma jego odpowiednie proporcje.

7. Siódmym punktem jest drugi z radomskich akcentów. Trener Wojciech Kamiński miał jedno z najkrótszych wstąpień podczas panelu dyskusyjnego. Poznaliśmy jednak jego zdanie na temat przepisu o dwóch Polakach na parkiecie. Jest jego zwolennikiem, ale uważa też, że należy zmienić zasady na zapleczu ekstraklasy. Kamiński chciałby, żeby kluby miały możliwość zatrudnienia jednego zagranicznego zawodnika. Po to, aby podnieść poziom, ale także zmusić polskich szkoleniowców do nauki języka angielskiego. Jesteśmy za. Po debacie w kuluarach było gorąco. Od jednego z wysoko postawionych działaczy dowiedzieliśmy się, że istniała możliwość przedłużenia umowy z Tauronem przez ligę. Za mniejsze pieniądze niż dotychczas, ale całkiem przyjemne. PZU jednak było wtedy bardzo blisko i dawało o wiele więcej. Co było później, wiecie sami.

8. Jeden z klubowych sterników w zupełnie prywatnej rozmowie rzucił pomysł również warty rozwagi. Stwierdził, że często zdarza mu się tak, że wysyła ze swojego miasta dwa autokary na drugi koniec polski. Jego juniorzy jadą na jeden koniec Polski, seniorzy na drugi. To duże koszty. Chciałby, aby wzorem piłkarskiej „młodej ekstraklasy” powstała koszykarska. Obecnie niestety realia są takie, że ci najmłodsi i najzdolniejsi albo nie mieszczą się w rotacjach swoich ekstraklasowych klubów, albo muszą rywalizować w II (tak naprawdę trzeciej) lidze koszykówki. Pod względem jakości sportowej to niemal dwie różne dyscypliny. Idealna sytuacja według mnie to: klub w ekstraklasie, zaplecze w pierwszej lidze lub „młoda ekstraklasa”. Do tematu pewnie jeszcze wrócimy.

9. Już prawie na koniec o zwycięzcach z Zielonej Góry. Przez turniej przejechali, jak walec. Nie mieli problemów w ćwierćfinale i finale rozgrywek. Rządzili od pierwszej do ostatniej minuty. Po raz drugi już w tym sezonie najwięcej kłopotów sprawił im Turów Zgorzelec. Jestem ciekaw, z czego to wynika, ale fizycznie tercet Ikovlev (trójka zbudowana tak silnie, że może grać spokojnie na czwórce), Kirk Archibeque i grający twardo Uros Nikolić są idealnym matchupem dla Armaniego Mooore’a, Nemanji Djurisića, Adama Hrycaniuka i Vladimira Dragicevića, których wzmocnił jeszcze waleczny Jarosław Mokros. 85:83, a teraz tylko 69:64. Rywalizacja tej pary z pewnością ozdobą play-offów. Na razie Turów musi się do nich dostać. Do Stelmetu w tym tygodniu jeszcze wrócimy.  [POSŁUCHAJ PODCASTU Z ARTUREM GRONKIEM]

10. Dziesiąty punkt zostawię dla kibiców z Włocławka. Czy podobnie jak ja, kompletnie przeoczyliście fakt, że w Waszej drużynie nieobecny był Tyler Hawes? Wydaje mi się, że Anwil jeszcze nie skończył polowania na rynku transferowym. Josip Sobin i Paweł Leończyk na takie zestawy podkoszowe, jakie wymieniłem wyżej to może być trochę za mało. Tam powinno dojść do ruchu – jeden obwodowy out, jeden podkoszowy in. Najlepiej Polak, a tutaj niestety panuje niezły deficyt. Szkoda, że Dariusz Wyka z Krosna nie ma brata bliźniaka!

11. Na koniec zaś słynny już „ZBOBYWCA”. Kibice z Zielonej Góry po raz kolejny zawstydzili pracowitych marketingowców z ulicy Ciołka. Zaraz po aferze z literówką, przy pomocy dwóch obecnych jeszcze w hali Twitterowiczów (Andrzeja Jankowskiego – kiedyś Polonia Warszawa, Jacka Jakubowskiego – kiedyś prezes PLK) udało im się wydębić pechowy baner. Przyjedzie do Zielonej Góry, podpiszą się na nim koszykarze Stelmetu i „ZBOBYWCA” trafi na kolejną charytatywną akcję. Bijemy brawo i pozdrawiamy!

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Kosma Zatorski

Dziennikarz z Zielonej Góry, gdzie na co dzień pracuje w oddziale Gazety Wyborczej. Myśli o koszykówce 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Fan Giannisa Antetokounmpo, Steve'a Nasha i filmów Wesa Andersona. Beatwriter Stelmetu Zielona Góra.

Komentarze