Zdobyłem pierwszy medal i stwierdziłem, że to nie o to chodzi

Data:

Uważany jest za jednego z najlepszych trenerów od młodzieży w Polsce. Gdybyśmy mieli go określić jednym słowem, napisalibyśmy, że to pasjonat. W końcu, czy jest inna osoba w tym kraju, która udziela wywiadu po swoim treningu, który kończy się o 22? Tomasz Niedbalski od kilku lat z sukcesami prowadzi młodzieżowe drużyny WKK Wrocław. Po pierwszym zdobytym medalu zrozumiał, że to nie o to chodzi w tym zawodzie. W szczerej rozmowie z OFENS! wyjaśnia, dlaczego z polską koszykówką młodzieżową jest jak jest.

Paweł Łakomski: Dlaczego oglądając spotkania reprezentacji Polski U20 na Mistrzostwach Europy bolały oczy? 

Tomasz Niedbalski: Analizując na spokojnie, to trzeba się temu bardzo dokładnie przyjrzeć. Kadra indywidualnie utalentowana – co to tego chyba nie ma nikt wątpliwości. Pamiętajmy jednak, że spora część zespołu, to zeszłoroczna reprezentacja U18, która na swojej imprezie wygrała tylko ostatnie spotkanie i spadła do dywizji B. Tym samym, przy kontuzji „Żołnierza” (Przemysław Żołnierewicz) i Jeża (Damiana Jeszke), ci chłopcy stali się ponownie podstawowymi koszykarzami. Nie licząc Mikołaja Witlińskiego, właściwie wszyscy zawodnicy z rotacji, byli młodsi od rywali – Stawiak, Włodarczyk, Wadowski, Kulka, Nizioł. Uważam, że w tym zestawie ludzkim, nie było podstaw do tego, aby osiągnąć we Włoszech dobry wynik.

Rozumiem, ale byliśmy tak słabi, aby na początku turnieju, dostać dwa straszne lania?

Psychologia… Nastąpił paraliż wśród chłopców, którzy bali się cokolwiek zrobić z piłką. Można być słabszym koszykarsko, fizycznie, ale jeśli siada „głowa”, to można od razu iść do szatni pod prysznic. Wydaje mi się, że to jest największe pole do popisu dla nas, czyli trenerów pracujących z młodzieżą, aby wywoływać wśród chłopaków pewność siebie. Tego zabrakło.

Podejmowanie decyzji, to był jeden z największych problemów kadry U20. 

To jest wieloaspektowe. Chłopaki przed turniejem wygrali z Turcją, grali bez zarzutu. Jakub Nizioł miał swój dzień, bo zanotował bodajże 27 punktów. Pokazali, że mogą rywalizować z najlepszymi.

Turniej ich zweryfikował brutalnie.

Trochę się najeździłem przy kadrach młodzieżowych, więc mam na to własny pogląd. Za każdym razem ze strony środowiska koszykarskiego słychać było głosy: „Jedźcie i pamiętajcie, że musicie się utrzymać!”. A zastanówmy się, czy jest coś takiego, jak realna ocena stanu polskiej koszykówki młodzieżowej. Czy wiemy, w którym miejscu jesteśmy? Odnoszę wrażenie, że jest jedna wielka napinka, aby tylko pozostać w dywizji A.

Jedna literka, a ogrywa ogromną rolę. 

I czy to jest najważniejsze? Naprawdę, rzucam hasło do zastanowienia. Czy to jest w tej zabawie najważniejsze? Oczywiście, fajnie jak gramy z najlepszymi rówieśnikami w Europie, i powinniśmy krok po kroku dążyć do tego, by móc na tym poziomie grać bez kompleksów! Ale czy ktokolwiek analizuje stan polskiej koszykówki młodzieżowej? Czy są merytoryczne podstawy do tego, by jechać na imprezę po medale lub jak najczęściej słyszymy: „po utrzymanie”? Nie słyszałem, aby w naszej federacji byli specjaliści od pracy z młodzieżą, która jest trudna oraz specyficzna. Ciekawe wnioski można wysnuć, jeśli prześledzi się, przebieg kariery kadrowiczów od U16 do koszykówki seniorskiej. Wątpię, czy ktoś to sprawdza i czy w ogóle jest jakaś dyskusja na ten temat. Chciałbym wiedzieć dlaczego tak jest. Czy była zła selekcja, czy część chłopców poszła inną drogą, czy decyduje o tym przypadek?

Co masz na myśli mówiąc, że nie ma realnej oceny naszych możliwości? 

Wszyscy psioczą od wielu lat to samo, że jesteśmy 40 milionowym narodem, więc jak można nie znaleźć dwunastu chłopców, którzy pojadą i nie narobią wstydu. Naprawdę, nie mówmy takich rzeczy, bo to są banały. To, że Litwa jest o wiele mniejszym krajem nie oznacza, że możemy się do nich porównywać. Moim zdaniem nasze miejsce w Europie jest w okolicach 14-18. Czasami trafią się lepsze roczniki, jak ciągle przywoływany 93’ Jurka Szambelana.

Słyszę głosy w środowisku, że srebrny zespół z Hamburga, tylko zamazał obraz stanu polskiej koszykówki młodzieżowej. 

Trafiło się ślepej kurze ziarno i nie obrażajmy się na taki stan rzeczy. Miałem szczęście być członkiem tego zespołu (Tomasz Niedbalski był asystentem Jerzego Szambelana przyp.red.), ale to już przeszłość – takie piłkarskie Wembley. Wiesz jak wygląda prawdziwa selekcja?

Nie wiem. 

Kiedy byłem na trzyletnim szkoleniu FECC FIBA, tam pokazano nam jak „produkować” graczy. Hasłem przewodnim było „TO CREATE MONSTERS” –  te potwory, to zawodnicy, którzy w przyszłości będą przyciągać tłumy. Jednym z wykładowców był Nihat Izić, twórca potęgi tureckiej młodzieżowej koszykówki. Wytłumaczył nam jak u nich to wygląda.

Wyobraź sobie, że za wzór przyjęli sobie kadrę kadetów Jugosławii rocznika 1970, gdzie średnia wzrostu była 202 cm. Wszystkich zawodników swoich pomierzyli według tej matrycy. Opowiadał, że na początku potrafili przegrywać po 40 punktów i nikt nie zastanawiał się kogo zwolnić, czy wymienić. Wzorem rozgrywającego dla nich był Toni Kukoc, więc znaleźli Hedo Turkoglu. Mieli wszystko pomierzone. Tam nie mogło być pomyłki. Kto śledzi młodzieżową koszykówkę, pewnie zauważy, że tureckie zespoły są bliźniaczo do siebie podobne. Do Turków trudno się porównywać, ponieważ finansowanie koszykówki stoi na zupełnie innym poziomie, niż u nas. Inna sprawa, że NBA jest dostępne w otwartej telewizji, Euroliga, gdzie mają trzech przedstawicieli, to samo. Bajka. Ale nie chodzi tutaj ani o finanse, ani o NBA… chodzi po prostu o pomysł i konsekwencję. Tam miałem też okazję poznać Henrika Dettmanna – czyli człowieka, który stworzył system w Finlandii. Rozumiesz, jeśli w takim państwie jak Finlandia można stworzyć system, to… u nas też powinno się udać!

Co byś ściągnął dokładnie z tureckiego systemu?

Myślę, że działania metodyczne śmiało można u nas wprowadzić.

Czyli?

Pomiary zawodników, aby w miarę przewidzieć ich wzrost, aby wiedzieć na jaką pozycję ma być szkolony. To jest do zrobienia, tylko trzeba chcieć.

Nie masz wrażenia, że jako trenerzy szkolący przyszłych koszykarzy, pracujecie nad gorszym materiałem ludzkim? Wiadomo, że dla każdego chłopaka pierwszym wyborem jest piłka nożna. Z racji kapitalnych wyników, pewnie drugim jest siatkówka. Następnie jest kwestia popularności danej dyscypliny w danym ośrodku. 

Z piłką nożną nie ma co konkurować, bo to nie jest dyscyplina sportu, z którą rywalizują koszykarze. Nie te parametry… Siatkarze pokazują jednak, że można. Nie mówię nawet o tym, co widzimy w telewizji, ale o ich zapleczu. Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Spale jest jedną z najlepszych na świecie, kadeci zdobyli właśnie Mistrzostwo Świata. Jesteśmy młodszą, dosyć ambitną,  siostrzyczką siatkówki.

Odpowiadając na twoje pytanie, to muszę się zgodzić. Brakuje nam chłopaków, jak Mateusz Bieniek z reprezentacji siatkarzy, który z miejsca staje się pierwszoplanową postacią kadry seniorskiej. Ponad dwa metry, skoczny, a dodatkowo pewny siebie.
Chociaż muszę Ci powiedzieć, że na grę Mateusza Ponitki patrzę z przyjemnością… A Karnasowi dałbym jeszcze chwilę, żeby dojrzał i będzie monsterem. Bo Mateo już nim jest!

To prawda, że jako trenerzy młodzieży, zanim zaczniecie uczyć podstaw koszykówki nowego zawodnika, to musicie korygować tzw. ciągłe siedzenie przy komputerze?

Rzeczywiście, tak jest. Motoryka coraz bardziej kuleje i to widać gołym okiem. Mam to szczęście, że w WKK Wrocław mamy na co dzień człowieka, który zajmuje się tymi sprawami. Bartosz Pasternak robi to znakomicie. Większość klubów tego nie ma. Nie wspominam już nawet o fizjoterapeutach, bo to inny świat. Jeśli ktoś myśli, że samymi koszykarskimi zajęciami zrobi wszystko, jest w ogromnym błędzie. Ostatnio dzwoniłem do Andrzeja Pluty, aby podpytać, jak to wygląda w Hiszpanii. Podkreślał, że tam jest praca na temat, każdy z trenerów ma swoją działkę i nie ma zmarnowanego treningu.

Mam takie wrażenie, że WKK Wrocław na koszykarskiej mapie Polski, jest osobną wyspą, która nie patrzy na innych i żyje własnym życiem.

Nie tylko u nas. Podobnie pracuje Poznań, gdzie Przemysław Szurek robi kapitalną robotę. Tych ośrodków jest jednak zdecydowanie za mało. Nic dziwnego, że młodzi koszykarze coraz częściej wybierają Stany Zjednoczone, jako miejsce do rozwoju. Są przykłady jak np. Przemek Karnowski, czy Tomek Gielo, które pokazują, że warto tam jechać. Niektórym się nie udaje, ale niech będzie jak najwięcej takich osób. Za mało mieliśmy swoich przedstawicieli, aby stwierdzić, czy takie wyjazdy są złe. Wujków dobra rada jest mnóstwo, ale nie ma złotego środka. Karol Gruszecki wyjechał do USA, za chwilę będzie grać w Eurolidze. Mateusz Ponitka został w Europie i czy zrobił źle? Nie.

11909633_948718581852107_2053987978_n

fot. Ryszard Jędrzejewski

Przez ostatni sezon miałeś pod sobą Jakuba Nizioła. On też wybrał USA, a miał do wyboru np. grę w Wikanie Start Lublin. Jak ocenisz jego decyzję?

Jeśli chodzi o sprawy życiowe, to podjął najlepszą decyzję jaką mógł. Musi zacząć walczyć o swoje. Wydaje mi się, że w USA wzmocni się fizycznie, dzięki czemu poprawi grę w obronie. Jak to zrobi, to mamy perełkę. Takich chłopaków jest więcej. Muszą jednak grać, pracować indywidualnie cały sezon. Oraz trafić do miejsca i ludzi, którzy w mądry sposób poprowadzą karierę zawodnika.

Wróćmy do problemów naszej młodzieży. Dainius Adomaitis, kiedyś zwrócił mi uwagę na jedną rzecz. Każdy koszykarz potrafi rzucić do kosza, zrobić dwutakt, tylko nie za to płaci się miliony dolarów. Płaci się za powtarzalność, kiedy jest presja. 

Zgadzam się. Operowaliśmy wokół kadry u20, więc zostańmy przy niej. Ich celem było utrzymanie w dywizji, o czym też rozmawialiśmy. Tym samym każdy mecz jest taki, który cię spina. I teraz zastanówmy się, ile takich spotkań chłopcy grają w sezonie? W regionie ze cztery, w półfinałach MP może dwa, a w finałach trzy, może cztery. Nie ma meczów pod presją, dlatego później wymiękamy.

Ogólny zarzut do kadry prowadzonej przez twojego brata był taki, że grali bez pomysłu. Ratowali się jedynie rozwiązaniami sytuacyjnymi. Z kolei każdy nacisk na piłkę rywali kończył się… a lepiej już nie mówić. 

Nie uciekam od odpowiedzi, ale przypomnę pewną historię, kiedy pracowałem przy kadrze rocznika 1993. Gdy zdobywaliśmy srebro na MŚ w Hamburgu, w ataku mieliśmy trzy naprawdę bardzo proste zagrywki. Wszyscy podchodzili do nas i mówili, że gramy piękny basket, no po prostu miodzio! Rok później, gramy mistrzostwa świata u19 i mistrzostwa Europy u18. Zajmujemy odpowiednio 7 i 6 miejsce i co słyszymy? Styl archaiczny, że zła taktyka, że zła selekcja, że tak się już nie gra… (śmiech). W tym samym czasie amerykańscy i europejscy skauci gratulowali, za selekcję, za to, że mamy graczy, którzy rokują, itp. Ogólny ich przekaz był  ENJOY BASKETBALL!

Czyli nikt się nie zagłębia jak wygląda gra, tylko bezczelnie chodzi jedynie o wynik sportowy. 

Smutna prawda. Zastanówmy się w takim razie po czyjej stronie leży wina. Taktyka, trener, zawodnicy, a może ogólnie mamy problem? Uważam, że wpływ trenera na reprezentacje młodzieżowe to 15 – 20%. Cała praca dzisiaj odbywa się w klubach.

Ale jak nie zrobi wyniku to go zwolnią.

Przypomniała mi się pewna anegdota z 2010 roku, kiedy byliśmy w Hamburgu na mistrzostwach świata. Z racji tego, że w hotelu nie było klimatyzacji, chodziliśmy do pobliskiej stacji benzynowej, kupowaliśmy piwko, siadaliśmy na murku i rozmawialiśmy. Codziennie ktoś się do nas przysiadał. Z meczu na mecz graliśmy coraz lepiej, więc było to zrozumiałe (śmiech) Kiedy pokonaliśmy Hiszpanów, to oni także poszli z nami na piwko. Zapytaliśmy ich, czy nie będą mieć problemów w federacji, że przegrali z Polakami. Był nieco zdziwiony takim pytaniem, ale odpowiedział, że nikt tego nie będzie rozpamiętywać, ponieważ przegrać na tamten moment z Polską, to nie był wstyd. Widzieli co się dzieje. Realnie podeszli do tematu. Wiedzieli doskonale, że za rok mają kolejny turniej. I wiesz co? Zdobyli mistrzostwo Europy (śmiech)

Słuchając co mówisz, aż prosi się, aby sformułować wniosek, że w Polskim Związku Koszykówki brakuje osoby, która realnie spojrzy na to co się dzieje. 

Tak. Brakuje analizy gdzie leży problem, dlaczego tak jest i co należy zrobić, aby było lepiej. To są podstawowe pytania. Kolejną sprawą jest czy Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Cetniewie… Czy skupia najzdolniejszą młodzież?

Podobno nie.

Oczywiście, że nie! Pracowałem tam rok i nikt nie mnie przekona, że taka szkoła nie ma sensu. Wspaniałe miejsce, kapitalna pani dyrektor Jola Dykas-Klisz, świetne warunki i zadajmy otwarcie pytanie, co tam się stało? Dlaczego co roku jest nowy trener? Patrzę z perspektywy odległego Wrocławia, rozmawiam z kolegami trenerami i nikt nie wie o co tam chodzi.

Ze SMS odszedł Janusz Kociołek, czyli osoba, która wydawało się, że z tego okrętu zejdzie jako ostatnia. 

To po co jest szkoła? Jaki ma cel? Sam pomysł na stworzenie takiego miejsca był genialny. W zamyśle Tomasza Janowskiego naprawdę miało to ręce i nogi.

Mógłbyś przypomnieć o co dokładnie chodziło?

SMS miał skupiać absolutnie najlepszą młodzież. Pracujemy rzetelnie, tak aby chłopcy mogli tworzyć reprezentację młodzieżowe. W tym roku w u20 był jeden zawodnik w kadrze, w u18 dwóch. Największą porażką szkoły jest to, że funkcjonuje od 2010 roku i miała czterech, czy pięciu trenerów. Tak nie może być. W zagranicznych odpowiednikach trenerzy pracują po kilkanaście lat. Wiedzą kiedy zawodnicy potrzebują przerwy, jak na nich wpływać. A u nas jest tak jak mówiłem wcześniej. „Fajnie jakbyście się utrzymali”.

Trenerem SMS został Mirosław Noculak. Twój komentarz?

Szczerze życzę jemu i mojemu bratu powodzenia! Ze statystycznego punktu widzenia mają mało czasu na wdrażanie swoich pomysłów, bo po sezonie następuje tam zmiana trenera… Chciałbym, aby w szkole nastała ciągłość pracy. Tego im wszystkim życzę.

IMG_0625

System szkolenia. Piękne hasło, którym powinna się szczycić każda federacja. Czy twoim zdaniem  mamy polski system szkolenia?

Nie. Naprawdę nie ma sensu czekanie na to, co da nam PZKosz. Róbmy swoje tam gdzie jesteśmy. Wiem, że każdy tak mówi, ale żeby zbudować system potrzebne są lata cierpliwości. Zresztą, po zdobyciu pierwszego medalu jako trener WKK stwierdziłem, że to nie o to chodzi. Po prostu fajny turniej zwieńczony medalem i co dalej? Polska mistrzem… Polski. Nie chcę tak.  Słowo „system” przewija się w moim umyśle non stop. Nie spocznę dopóki nie uruchomimy go w WKK. Alex Ferguson w swojej autobiografii stwierdził, że potrzeba 5-6 lat, by wdrożony system działał… Jeśli uda się nam, uda się w Poznaniu, Sopocie, Radomiu to polska koszykówka młodzieżowa pójdzie w górę!

Powiedziałeś, że nie wykonujesz tego zawodu dla medali. To z czego najbardziej powinien się cieszyć trener młodzieży?

Wiesz co, to są fajne historie… Kiedy do Wrocławia przyjeżdża odwiedzić mnie Przemysław Karnowski. Kiedy z Koszalina dzwoni Igor Wadowski, tak sam z siebie opowiada jak mu idzie. Kiedy Kuba Nizioł wysyła zdjęcia po przylocie do USA. Kiedy Kuba Koelner prosi o następną porcję rzutów. Kiedy Bartek Diduszko chce popracować po sezonie nad jakimś elementem. Kiedy Robert Skibniewski został powołany do kadry (bo ćwiczył u nas, kiedy nie mógł znaleźć klubu). To jest strasznie miłe, budujące i dające energii. Oczywiście, z tego nie da się utrzymać rodziny, ale coś w tym jest, że takie rzeczy sprawiają mi największą radość.

A co cię boli najbardziej odkąd jesteś w koszykówce?

Podliczałem ostatnio… To już 18 lat. Co mnie boli? (chwila zastanowienia) Szczerze? Już mnie tak nie boli. Kiedyś to bardziej przeżywałem. Dziś patrzę na to wszystko inaczej. Wróciłem do rzeczywistości, bo wydawało mi się, że polska koszykówka musi być wysoko, bo wiesz 40 milionów ludzi to duża liczba. Tak na razie na pewno nie będzie – jak na nasze oczekiwania, bo te oczekiwania są z sufitu wzięte. Wiem jednak, że Polak potrafi – patrz siatkarze – że swoją robotę muszę wykonywać najlepiej jak potrafię. I nie narzekać przede wszystkim!

Widzisz realną chęć w poprawie sytuacji, czy tylko bazujemy na „gadaniu”?

Ciągłe mówienie, opowiadanie jest domeną naszego środowiska. Dlatego wycofałem się z tego wszystkiego i jestem sobie w WKK Wrocław, gdzie po cichu robimy swoje.

Przy srebrnej kadrze współpracowałeś z Jerzym Szambelanem. Macie kontakt cały czas?

Oczywiście. Jak nie odbieram mam opieprz!

To jak rozmawiacie, to co Szambelan sądzi o całej sytuacji?

Ostatnio użył określenia, że polska młodzieżowa koszykówka, to po prostu mizeria. Jurek ciągle narzeka, ale to jest jeden z ludzi, których PZKosz powinien  „wykorzystywać” na maxa. Ten człowiek, gdziekolwiek się nie pojawi, wzbudza pozytywne emocje. I ma wiedzę, którą człowiek zaczyna rozumieć dopiero po latach.

szambelan

Od kilku lat w Tauron Basket Lidze obowiązuje przepis o dwóch Polakach. Co tym sądzisz?

Jest to przepis asekuracyjny. Z jednej strony pokazuje, że władze dbają o Polaków, a z drugiej… Hmm… Zgadzam się z niektórymi osobami, które słusznie twierdzą, że przez ten przepis zawodnicy nie muszą się już tak starać.

Przy 17 zespołach w TBL będzie w ekstraklasie minimum 102 polskich koszykarzy. Wymieniłbyś tylu?

Nie ma szans. Trochę za bardzo wszystko podane jest na tacy. Niestety. Chyba, że wypłyną młodzi – wtedy to odszczekam!

Najwięksi obrońcy dwóch Polaków na parkiecie twierdzą, że ten przepis wykreował Adama Waczyńskiego, czy Mateusza Ponitkę. Zgodziłbyś się? 

Talent się zawsze obroni. Znam Matusza doskonale. To jest killer. Żaden przepis mu nie pomógł. Adam Waczyński tak samo!

Będzie lepiej?

Musi. Polak potrafi!

Rozmawiał Paweł Łakomski

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Paweł Łakomski
Właściciel OFENS.CO

Słupszczanin zakochany w koszykówce. Gdzie grają, tam jestem. Piszę, analizuję, ale przede wszystkim rozmawiam.

Komentarze

6 komentarzy

  1. @Robert_Bender67

    RT @pawelakomski: Zdobyłem pierwszy medal i stwierdziłem, że to nie o to chodzi – mówi @T_Niedbalski Dziś o młodzieży. Szczerze #tblpl http…