Zgorzelec, czyli wizyta na lotniskowcu (ZDJĘCIA)

Data:

Powinniśmy się cieszyć. Na koszykarskiej mapie Polski pojawiła się nowa hala. Mieści 3,5 tys. widzów i znajduje się w Zgorzelcu. Marudziłem, jeszcze przed oddaniem obiektu do użytku. Praktycznie od momentu, gdy dowiedziałem się, że znowu kilku urzędasom – nie urzędnikom – udało się przeforsować pomysł z trzema trybunami [czyt. popełniono ten sam błąd, co w Koszalinie – red.]. Narzekałem, gdy pojawiły się zdjęcia z otwarcia obiektu i pierwszego meczu. – A byłeś? – zapytał Adam Romański. Nie byłem, więc zamierzałem jak najszybciej to zrobić. Okazja trafiła się podczas meczu ze Śląskiem Wrocław.

Pierwsze zaskoczenie? W obsłudze biletów same znajome twarze zielonogórzan – to pracownicy agencji Abiplus z Zielonej Góry. Przy bramkach stoi…. ogródkowy posążek Tura. Taki szczegół, ale bardzo fajny. Miła pani Barbara odsyła nas po akredytacje – wędrujemy dookoła budynku. Obiekt przypomina z zewnątrz – ten zarzut można by postawić pewnie co drugiej nowej hali – supermarket. Uroku dodają mu przeszkolone oraz podświetlone elementy: nazwa PGE Arena oraz logo klubu. Plusem są także stojaki rowerowe. W środku? Korytarze na razie mocno surowe – mam nadzieję, że to stan przejścowy. W ich rogach – po stronie gdzie są trybuny za koszem – znajdują się małe stoiska gastronomiczne – cola, paluszki i chipsy.

Odległość trybun od parkietu? Za duża. Brakuje tylko fosy. Zdania nie zmienię. Zbudowano halę wszerz zamiast w górę. Strasznie razi tez, że w miejscu, gdzie kończy się parkiet i zaczyna nieprzyjemny beton. Jesteśmy godzinę przed meczem, z głośników jeszcze nie leci muzyka, więc głośno słychać każde odbicie piłki o parkiet. Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim.

rzepiel-20141208_008-1

Nie widziałem jeszcze, jak boisko prezentowało się w telewizji, ale nie tylko Sebastian Rzepiel zauważył, że z oświetleniem boiska jest coś nie tak. Światło pada na bok parkietu, ławki rezerwowych, rząd krzesełek przy samej linii. Najciemniej jest za to na środku boiska. W drugiej kwarcie ruszamy na wędrówkę po hali. Tutaj małe wtrącenie. Gdy w Zielonej Górze przebudowano i zadaszono słynną trybunę K na żużlu, pojawił się między krzesełkami słup. – Siedzisz za słupem, Kubicki siedzisz za słupem! – śpiewali do prezydenta miasta wściekli na to niedopatrzenie sympatycy Falubazu.

W Zgorzelcu można natomiast usiąść za… tablicą wyników. Jest kilka miejsc, z których dostrzeżesz tylko jedną z obręczy. Usiadłem i przecierałem oczy ze zdumienia. Jak to możliwe? Nie opłaca się także siadać w pierwszym rzędzie trybun. Na wysokości oczu masz… barierkę. Z nią wiąże się jeszcze jeden problem. Żony i rodziny koszykarzy siedzą nadal za ławką Turowa, ale po meczu podobnie jak reszta kibiców, nie mogą zejść na wysokość płyty boiska. Mogą co najwyżej zeskoczyć. Byliśmy także na najwyższym rzędzie kondygnacji. Widoczność jest dobra. Fajnie, że na trybunach nieco ciemniej, dzięki temu łatwiej skupić się na wydarzeniach na parkiecie. Ciemne trybuny fajnie też wyglądają na zdjęciach. I ciężko byłoby się do czegokolwiek przyczepić gdyby…. te trybuny były po prostu bliżej koszykarzy.

Ściana za koszem razi strasznie. Mam nadzieję, że ziszczą się słowa Szczepana Radzkiego, który zapowiadał, że ma na niej stanąć mobilna trybuna – nawet kosztem przerzucenia części miejsc dla dziennikarzy na drugą stronę lub linię boczną boiska.  Po meczu podszedłem do Adama Romańskiego – szczęściarz miał stanowisko komentatorskie ustawione na samym środku, w odległości dwóch kroków od linii bocznej. Przyznał, że odległości pomiędzy boiskiem a trybunami są za duże. Pochwalił natomiast rozwiązanie z vipowskiej trybuny. Jeżeli zarabiasz nieco więcej niż średnia krajowa i jakimś cudem uda ci się tam znaleźć, to po zjedzeniu posiłku w jednej z salek masz wyjście bezpośrednie na małą trybunkę. W poniedziałek były one puste, a vipy usiadły na dobrze znanych z ul. Maratońskiej krzesełkach przy samym parkiecie. Pomarudziłem. Podobne zdanie ma część miejscowych. Że nie wszyscy machają ręką i mówią, fajnie że jest, bo jest nowa. Na koniec Damian Kulig, środkowy Turowa i jego wrażenia po przenosinach.

Jest dużo fajniej. Na tamtej hali był inny klimat, ale cieszy nas to, że w większej hali kibice na razie dopisują. Jest ich dużo więcej niż przy Maratońskiej. Na razie oczywiście przyzwyczajamy się do niej, ale mamy nadzieję, że okaże się szczęśliwa na końcu sezonu.

Musiałem go jeszcze o tą starą zagadnąć. Miałem nadzieję, że usłyszę jakąś dłuższą wypowiedź o ulubionej „klepce”. Damian tylko się uśmiechnął i zaprzeczył, by posiadał takie miejsce, choć uparłbym się, że jest trójka na 45 stopniach. Powiedział, że bardziej myśli o tym, żeby za każdym razem dać z siebie 150 procent dla drużyny. Staliśmy na tle szarej ściany. – Trybuny za nami nie brakuje? – spytałem.

Powiem szczerze, że ja tego nie odczuwam. Staram się skupić na tym, co się dzieje na boisku. To, co się dzieje dookoła… nie chcę powiedzieć, że to nas nie interesuje, ale my bardziej skupiamy się na swojej pracy na parkiecie i chcemy zrobić swoje – odpowiedział.

Na co czekam? Na mobilną trybunę, zagospodarowanie przestrzeni pomiędzy parkietem a pierwszym rzędem trybun, która przykryje beton. Może wykładzinka? Kibice apelują także o baner z mistrzowskim tytułem i działającą tablicę świetlną. W poniedziałek wyświetlała jedynie faule, z ilością punktów zawodników miała problem. Wszyscy według niej zagrali na zero. Przydałoby się także poprawić oświetlenie parkietu.  Z nową halą Turowa wiąże się nowy system sprzedaży biletów. Te na Śląsk były dostępne w bardzo przystępnych cenach – najdroższe wejściówki normalne kosztowały 30 zł, najtańsze 12 zł. Studenci i uczniowie dostaną bilety w przedziale od 8 do 25 zł. Frekwencja po dwóch kolejkach pokazuje, że nowy obiekt jest magnesem dla nowych kibiców. I bardzo dobrze, bo Turów gra obecnie najbardziej widowiskową koszykówkę w kraju.

Na koniec jeszcze anegdota. Ponoć władze Kutna zamierzają ruszyć w małą objazdową trasę po innych halach, zanim postawią swoją u siebie. Sugerowałbym jedynie odwiedziny na tej w Gdyni i w Zielonej Górze. Stamtąd już niedaleko do Niemiec i Belgii. Tam szukajcie wzorców, jak budować dobre koszykarskie hale.

rzepiel-20141208_001

rzepiel-20141208_004

rzepiel-20141208_007

rzepiel-20141208_005

rzepiel-20141208_002

Zainteresuje Cię również:


O Autorze

Kosma Zatorski

Dziennikarz z Zielonej Góry, gdzie na co dzień pracuje w oddziale Gazety Wyborczej. Myśli o koszykówce 24 godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Fan Giannisa Antetokounmpo, Steve'a Nasha i filmów Wesa Andersona. Beatwriter Stelmetu Zielona Góra.

Komentarze